AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Artysta musi być chroniony

 

Czy zawsze, kiedy ktoś stworzył dzieło, które jest potrzebne innym, ci inni powinni mu za to płacić? Z pozoru odpowiedź jest oczywista – skoro nie mieli, a teraz mają i chcą mieć nadal, to elementarna przyzwoitość nakazuje zapłacić autorowi. Moralny aspekt problemu też nie budzi wątpliwości – nie wolno zabierać autorowi prawa do jego dzieła. Do w pełni dowolnego dysponowania swoim dziełem. Prawo to jest niezbywalne, wręcz niemożliwe do zbycia, podobnie jak macierzyństwo lub ojcostwo. Są jednak pewne zawiłości i różnice.

Dramaturg pisze sztukę, kompozytor komponuje muzykę, scenarzysta układa scenariusz. Czasem przy jednym dziele pracuje kilku twórców, którzy potem, po zakończeniu dzieła muszą ustalić procent swojego „ojcostwa”, podzielić się dziełem z innym współtwórcą. Bywa, że radość z procesu tworzenia psuje spór o to, w jakim stopniu ktoś uczestniczył w procesie twórczym.

Jednak nie takie spory są najważniejsze i nie one stanowią najgorsze zło. Najgorszym złem jest kradzież własności intelektualnej przez tych, którzy nią handlują.

Napisałem książkę, a ktoś ją wydaje i nie płaci umówionej sumy. Napisałem sztukę, a jakiś teatr ją gra i nawet nie pyta o zgodę. Muzykę kradną z jeszcze większą łatwością. I naturalnie wszystko można znaleźć w Internecie.

Każdy artysta, który przeżył moment takiego okradzenia, wie, jakie to idiotyczne uczucie. Z jednej strony świadomość, że ktoś nas ograbił, pozbawił nas słusznego prawa do naszego dzieła. Z drugiej, rodzaj cichej satysfakcji – kradną, bo im się moja praca podoba! Kradną bo lubią! Podziwiają moje dzieło! I to jest właśnie pułapka. Samotny artysta, pozbawiony wsparcia ze strony chroniącej jego prawa organizacji, jest bezbronny. Bezbronny wobec złodzieja, bezbronny wobec własnej niepewności i próżności. Pierwsza myśl: a co tam, niech dzieło idzie w świat, niech służy ludzkości! Z głodu nie umieram! To zdradliwa i niebezpieczna myśl, na której żerują wszyscy nieuczciwi dystrybutorzy.

Stworzenie mądrych ram prawnych, które chroniłoby nas – artystów, przed takimi kradzieżami i przed naszą własną naiwnością, to zadanie dla twórców całego świata, zadanie ważne, bo niestety technika coraz bardziej ułatwia kradzież przez reprodukcję. Jedynym ratunkiem przed kopiowaniem muzyki i filmów w Internecie, przed wykorzystywaniem naszych utworów bez naszej zgody, są silne organizacje połączone siecią wzajemnych porozumień, organizacje chroniące prawa autorskie niezależnie od kraju i miejsca ich wykorzystania.

Na szczęście ten sam postęp, który ułatwia kradzieże, ułatwia też ich ściganie. Ten sam komputer, w którym nielegalnie skopiowano twoje dzieło, potrafi również znaleźć sprawcę tego czynu, jeżeli umiejętnie o to zapytamy. Jednak złodzieja ścigać powinna silna organizacja posiadająca wiedzę prawniczą, a nie samotny i bezradny autor. Co więcej, doświadczenie uczy, że organizacja tego typu bardzo szybko wymusza większą uczciwość wobec użytkowników właśnie dlatego, że potrafi być bezwzględna i konsekwentna.

Dystrybutorzy naszych dzieł bardzo szybko orientują się, że płacąc naprawdę niewiele, zyskują w zamian klarowną i dla wszystkich korzystną sytuację prawną. Silne organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi to naprawdę dużo większa stabilizacja i pewność interesów samego autora niż przypadkowi agenci czy impresariowie. Demokratycznie ustalane reguły działania takich organizacji wymagają dużo wysiłku i większej solidarności, lecz dają wymierne rezultaty. Jak to pięknie i mądrze powiedział Konfucjusz: zróbcie, by uczciwość opłacała się bardziej niż kradzież, a nie będzie kradzieży. Twórzcie organizacje chroniące prawa autorów, bo ten rodzaj uczciwości chroni was przed kradzieżą.

20-02-2017

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2017-02-26   16:46:51
    Cytuj

    w teatrze, tylko w ostatnich czasach rżnęli bezkarnie: Majka Kleczewska, Jan Klata, Piotr Cieplak i kupa młodych, których nazwisk nie ma powodu pamiętać

  • Melchior Torchała
    Melchior Torchała 2017-02-20   20:27:26
    Cytuj

    Autorstwa dzieła nie można podrobić. A ochrona może się skończyć polską wersją Samuela Frencha, a tego nikt w naszej rzeczywistości wiecznego niedofinansowania działalności artystycznej nie dźwignie. ZAiKS i tak nieźle się trzyma, sprawiając tylko pozór bycia trzecim sektorem. Oczywiście — kapitalizm. Ale jak mamy mieć do czynienia z instytucjami, które zarabiają... gorzej: produkują! to ja dziękuję za taki artyzm. Ja proponuję rozwiązania honorowe. Godności też nie można podrobić. A jak płacić to ewentualnie recenzentom, żeby pilnowali czystości intencji.