AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Avant-garde, czyli przednia straż tego, co żywe w teatrze

Fot. Pola Amber  

1.
W niespokojnych czasach postprawdy, postdemokracji i postów zamiast rozmów postanowiłem zawiesić rozważania postpolityczne i skupić się na tym, czym naprawdę się zajmuję, czyli teatrem, awangardą i młodymi ludźmi. Teatrem – bo czterdzieści lat temu namieszał mi w głowie Grotowski i tak mi zostało. Awangardą – bo obchodzimy stulecie awangardy, a Festiwal Perspektywy 2017, który współorganizuję, nosi hasło „Teatr – awangarda w działaniu”, a młodymi ludźmi – bo nimi naprawdę warto się zajmować. Dwadzieścia lat temu mój przyjaciel, Jan Kelus, powiedział mi, że dopóty będę młody, dopóki będę pracował z młodymi (a oni ze mną). A ponieważ nie mam czasu się starzeć, to wokół mnie są przynajmniej dwa razy młodsi ode mnie, i w dodatku – co już jest mniej wygodne – traktują mnie jak rówieśnika. Daje to co prawda komfort szczerości, który po traumach w moim poprzednim wiejskim teatrze najbardziej sobie cenię, ale boleśnie odbiera autorytarne poczucie nieomylności.

2.
Rok temu byłem w Moskwie, gdzie na zaproszenie Instytutu Polskiego prowadziłem warsztaty dla aktorów Elektorteatru. Nie mogłem sobie odmówić odwiedzin w Galerii Trietiakowskiej i zobaczenia cudownego Chagalla i rosyjskich awangardzistów. W szatni panie w podomkach robiące na drutach – te same od zawsze. Bezwzględne wobec krnąbrnych zwiedzających po długiej dyskusji zdarły z mojej głowy kapelusz i dopiero wtedy wpuściły do środka. I wtedy w tym dziwnym mieście poczułem się nagle jak u siebie za dawnych lat.

Z dwóch obrazów Chagalla ostał się tylko jeden – ten z latającą parą zakochanych nad Witebskiem i z malutką postacią robiącą kupę pod płotem. Moje próby odtworzenia latającego pana młodego źle się skończyły. W rosyjskich muzeach nie ma żadnych zabezpieczeń, szyb pancernych czy fotokomórek. Ale to pozór. Najlepszymi strażniczkami są panie salowe, które reagują na każdy nieokrzesany gest zwiedzającego, są surowe i niestety mają zerowe poczucie humoru.

3.
W następnej sali za Chagallem wisi Czarny kwadrat na białym tle Kazimierza Malewicza. Według natchnionego przewodnika, który oprowadzał amerykańską wycieczkę seniorów (i który w swoim natchnieniu do złudzenia przypominał mi młodego ludwisarza z Rublowa Tarkowskiego), ten czarny kwadrat był portalem przejścia do nowej sztuki w świecie. Pierwsze dzieło nieprzedstawiające w historii malarstwa! Obraz, który wywołał skandal, do dziś jest inspiracją dla przeróżnych dzieł sztuki. Ponad rok temu widziałem, jak staje się cytatem w operze realizowanej przez Garbaczewskiego i Ceckę w Teatrze Wielkim w Warszawie.

Gdy wycieczka z Illinois przeszła za przewodnikiem do Légera, zbliżyłem się do dzieła Malewicza, wykorzystując fakt, że pani salowa przeniosła całą czujność na Amerykanów. I stanąłem jak wryty, nie mogłem uwierzyć! Powąchałem, dotknąłem. Czarny kwadrat jest krzywy! Nierówno ułożony w białym kwadracie. A biały nie jest biały, tylko szarawy, a w narożnikach żółtawy! Czarny się łuszczy i jest popękany. Na dodatek okazało się niedawno, że pod spodem są zamalowane dwa inne obrazy Malewicza. Czyli czysta biel i doskonała kwadratura czarnej przestrzeni jest tylko w naszych głowach?

4.
Czy taka jest więc funkcja każdej awangardy? Uderzyć, otworzyć nieznane drzwi, budzić z letargu zadowolenia i oczywistości, tworzyć nowy język i nową przestrzeń dla sztuki, by po latach być już tylko eksponatem Przedniej Straży w muzeach? Oglądając prace konstruktywistów rosyjskich w Trietiakowskiej, czy fantastyczną wystawę Enrico Prampoliniego i włoskich awangardzistów w Muzeum Sztuki Współczesnej MS2 w Łodzi, można zobaczyć, co ci artyści chcieli rozwalić, jakie drzwi otworzyć, czemu zaprzeczyć w sztuce. I zrozumieć, że nie była to powolna ewolucja idei, ale realna rewolucja – z ryzykiem ośmieszenia, odrzucenia i potępienia. Z ryzykiem fascynacji faszyzmem we Włoszech i stalinizmem w Rosji. Fascynujące jest prześledzić te meandry teatralnej awangardy przed- i powojennej. Ten dziwny łańcuch: Prampolini, który marzył o totalnym teatrze bez aktora – Andrzej Pronaszko, jego uczeń tworzący awangardowe scenografie teatralne we Lwowie i Warszawie – brat Andrzeja, Zbigniew Pronaszko, też malarz, współtwórca awangardowego przedwojennego teatru Cricot w Krakowie wraz z Józefem Jaremą i Marią Jaremą, która po wojnie zakłada z Tadeuszem Kantorem Cricot 2... Gdybym teraz robił spektakl o Kantorze (a robiłem już jeden z Pawłem Passinim), to czytałbym go właśnie przez inspiracje awangardowe. Przez tą przedziwną ciągłość i tradycję teatralno-malarskiej awangardy, której się Kantor nie wypierał i na której końcu sam się umiejscowił. 


5.
Czym dziś jest lub może być ta lub każda inna awangarda? Postmodernizm zdemontował zasady, logikę, kanony i historię, ale nie można powiedzieć, że stworzył jakąś awangardę. Nikt nie poszedł do przodu, raczej każdy w swoim kierunku uwolniony od reguł i zasad. Powstały układanki ze wszystkiego i zabawa z konwencjami, a nie ich łamanie. Jak tworzyć awangardę, gdy wszystko wolno? Jaką ścianę przebijać, gdy nie ma ścian?
  
Dlatego w sztuce pojęcie awangardy umarło, przestało być używane. Dopiero teraz, przy stuletniej rocznicy, odradza się. Nasz Festiwal „Teatr – awangarda w działaniu” to dla mnie kierunek poszukiwań i zarazem obszar, w którym chciałem zebrać te propozycje w teatrze polskim, które uważam dziś za awangardowe, czyli wychodzące poza kanon teatru tradycyjnego, literackiego. Ale nie takie, które tworzą nowe wizje przestrzeni scenicznej, jak w latach dwudziestych i trzydziestych, tylko takie, które szukają przekroczeń w tematyce spektakli i w pracy z aktorem, jego ciałem, głosem, ruchem scenicznym czy muzyką. Pomijając wielkie nazwiska, szukaliśmy wybitnych dokonań, które reagują na rzeczywistość własnym niejednoznacznym językiem. Wśród takich zaproponowaliśmy AKHE/CINEMA (spektakl Nicea 2016), Dada von Bzdülöw (spektakl Invitro), Studium Teatralne (Dead Line) czy Kormorany z Igorem Gawlikowskim (Oratorium Ziemi). Z drugiej strony awangardą w działaniu jest dla mnie to, co tworzy Justyna Sobczyk w Teatrze 21 z zawodowymi aktorami z zespołem Downa czy Adam Ziajski w Scenie Roboczej z osobami niedosłyszącymi i głuchymi. Są to pełnowartościowe dzieła sztuki, o których się potem długo myśli. To światy, których nie znamy, wkraczamy tam zapraszani przez tych „innych” i odkrywamy nas samych. O naszej Ciemności Adama Biedrzyckiego i Magdy Paszkiewicz oraz Studium o Hamletach Raźniaka i moim nie wypada mi raczej mówić, a przecież też byłoby o czym.

Dopóki będę odkrywał ciągle nowe światy, szukał nieznanego, ale nie w formie, przestrzeni, koncepcji czy wizji, lecz w tym, co nieznane w człowieku – to nieskromnie właśnie pod szyldem awangardy, przedniej straży – za pozwoleniem Państwa – będę działał dalej.

6.
P.S.
Tych z Państwa, którzy się zapisali na Latający Uniwersytet Ratowania Świata (LURŚ) – felieton z kwietnia – pragnę poinformować, że nie działamy sami. Jest kilka placówek, które mają podobne – żeby nie powiedzieć identyczne – cele. Jest to na przykład Future of Life Institute (FLI) założony przez filozofa i matematyka Maxa Tegmarka, który zakłada, że życie na naszej planecie jednak nie przestanie istnieć i że będzie dalej tak wspaniałe, jak to tylko możliwe.

10-11-2017

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2017-11-11   20:03:28
    Cytuj

    "białe na białym" było inspiracją i scenografią dla mnie ze 25 lat temu przy Handkem. Takie to u nas awangardy w młodym teatrze. Ziewam