AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Dezorientacja seksualna

 

Jechałem w Warszawie taksówką.

– Do Teatru Polskiego proszę – mówię.

– A gdzie to jest? – pyta mnie młody, trzydziestokilkuletni taksówkarz – Nie jestem zorientowany.

Przykro mi się zrobiło, bo co jak co, ale Teatr Polski był dla mnie odwiecznym punktem orientacyjnym.

„Nie orientuję się” brzmi nieco łagodniej niż „nie wiem”, ale w zasadzie oznacza to samo.

„Nie orientuję się, czy ziemia jest okrągła” – w czasach Kopernika brzmiałoby zapewne dosyć nowocześnie i postępowo. Orientował się on i może tylko kilka innych osób. Na całym świecie.

A teraz podśmiewamy się z „płaskoziemców”.

Trzeba bardzo ostrożnie używać takich słów jak „wiem” i „orientuję się”, bo jak nas poucza historia, zdarza się, że myślimy, że wiemy, a nie wiemy.

Jednym z ostatnich spektakularnych przykładów nadmiernej ufności we własną wiedzę i własne siły jest osiemnastokrotny mistrz świata w grze o nazwie go, Lee Sedol.

Zainteresowani mogą zobaczyć uśmiechniętego Sedola na filmie, w którym z absolutną pewnością twierdzi, że pokona sztuczną inteligencję, bo przecież człowiek jest mądrzejszy etc… Działo się to zaledwie dwa lata temu, bo go jest grą znacznie bardziej złożoną niż szachy, w które przegrywamy z maszynami już od dobrych kilku lat.

Jednak spektakularna porażka mistrza go wywołała wśród matematyków wstrząs nieporównywalny z żadnym innym.

Większość z nich nie była zorientowana, że można zbudować algorytm uczący maszynę nie konkretnych rozwiązań, a – jak to pięknie ujął Marcus du Sautoy – „Uczenia się uczenia”.

Czyli że maszyna (podobnie jak dziecko) metodą ogromnej ilości prób i błędów dowiaduje się o świecie coraz więcej i więcej…

Nie wiem, kiedy maszyna dowie się, co to jest homoseksualizm, ale nie ukrywam, że byłbym ciekaw jej opinii.

Ja sam dowiedziałem się tego około szesnastego roku życia, dowiedziałem z pewnym zakłopotaniem, bo dotąd żaden znany mi algorytm nie uwzględniał takiej możliwości. Inaczej mówiąc – takiej orientacji.

Ponieważ jednak biegałem już wtedy po teatrze, i to Teatrze Polskim w Warszawie, zorientowałem się, że to zjawisko istnieje i (jako że teatr nie jest skłonny do potępień biblijnych w żadnej dziedzinie życia) uznałem, że fakt to fakt, mnie akurat nie dotyczy, ale też nie mam prawa się o nim wypowiadać, bo się na tym nie znam. I nie orientuję.

Podśmiewanie się z jakiejkolwiek inności uważałem za niegodne, prawdopodobnie dzięki temu, że czytałem Chatę wuja Toma, Timura i jego drużynę oraz Brzydkie kaczątko. I tak mi zostało.

Gdybym chciał opisać mój podziw i szacunek, jakim darzę większość znanych mi osób o tej „orientacji”, felieton stałby się za długi, a i nie o to w nim idzie.

To jest jedynie uzupełnienie mojego poprzedniego felietonu pod tytułem Mańkutyzm, w którym usiłowałem co wrażliwszym czytelnikom zasygnalizować, jak bardzo boję się potępiania ludzi za coś, co po prostu mają. Leworęczność, kolor skóry, orientację seksualną, a do pewnego stopnia także przekonania religijne.

Granica jest cienka. Teren zaminowany. Przekonania religijne są nabyte, a mimo to tak zwane „nawracanie” przyczyniło światu dosyć dużo nieszczęść i zbrodni – wszystko jedno czy usiłowano nawrócić chrześcijan, muzułmanów, ateistów czy to oni nawracali.

Nawracanie na inną orientację seksualną jest nonsensem. Dramat Turinga mówi o tym wystarczająco dużo, by uznać sprawę za oczywistą.

Nieżyjący już, znakomity konserwatywny filozof brytyjski, Roger Scruton, napisał wiele świetnych dzieł, których poglądy odpowiadają mi mniej więcej w osiemdziesięciu procentach, choć tu niewątpliwie by się ze mną nie zgodził. Roger Scruton bronił konserwatywnych wartości – takich jak rodzina, wiara, tradycja.

Wprowadzane w Wielkiej Brytanii prawo „przeciw homofobii” uznawał za odmianę stalinowskiego terroru.

Jest on jednak również autorem zdumiewającego dzieła Piję, więc jestem.

W książeczce tej podejmuje potężny wysiłek, aby udowodnić, że pije, bo chce, bo lubi, bo musi i wara każdemu od tego, że on pije, bo to jego sprawa.

I oczywiście nakłanianie go do abstynencji narusza jego prawa jako człowieka.

Z tego wszystkiego, co wiem o Scrutonie, Turingu i sztucznej inteligencji, wychodzi mi, że prawa człowieka powinny być zbiorem wartości chronionych.

Przed każdą zbyt zalgorytmizowaną koncepcją.

Być może również przed sztuczną inteligencją.

„Mądrości nikt nie ma na stałe i możemy ją sobie jedynie wypożyczyć” – powiada święty Tomasz.

Tę myśl dedykuję jednemu z moich ulubionych Czytelników.

07-10-2020

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany Ka
    Ka 2020-10-10   10:59:38
    Cytuj

    Jak do zacnego towarzystwa Turinga i Scrutona włączyć Michała zwanego Margot(em)? Jest też i Murray, któremu trudno odmówić wnikliwości i zarzucić zajadłość, a książka na poruszany felietonem temat ma w tytule "Madness".