AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Mowa noblowska

 

Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

Nie mogę powiedzieć, że ta nagroda sprawiła mi wyłącznie przyjemność, mimo iż niewątpliwie mi się należała.

Zapewne odmówiłbym jej przyjęcia, gdyby nie żałosny gest pewnego francuskiego intelektualisty, który zrobił to cztery lata temu, ośmieszając zarówno siebie jak i sam pomysł.

Jego argumenty były co najmniej naiwne, podczas gdy moje przemyślenia na ten temat są znacznie głębsze i mają odmienny charakter.

Ponieważ JA jestem INNY.

Jestem tak bardzo inny od wszystkich, którzy byli przede mną, i tych, którzy przyjdą po mnie, że ustawienie się w jakimkolwiek szeregu uważam za niepotrzebne upokarzanie się.

Pochodzę z kraju, w którym wszelkie formy są niedokończone, wszelkie myśli niedojrzałe, a wszelkie ambicje skażone chorobliwą pychą i infantylną wizją otaczającego nas świata. Co więcej – te słabe formy, niemądre pomysły i wspomagana prostactwem zarozumiałość okaleczają dusze kolejnych pokoleń, czyniąc z nas, Polaków, pełnych kompleksów furiatów, aroganckich nacjonalistów i sfrustrowanych własną drugorzędnością ambicjonerów.

Na szczęście ja z tej drugorzędności postanowiłem czerpać siłę tak, jak w japońskiej sztuce walki, dżudo, czerpie się siłę z agresywności przeciwnika według zasady „ustąp, aby upadł”.

 Czy mi się udało?

Cóż, skoro ja, Witold Gombrowicz, stoję tu przed Wami, a jutro szwedzki król wręczy mi ten połyskujący złoty krążek, medal pożądany przez tak zwanych „autorów dzieł literackich”, to można ten fakt przyjąć za przynajmniej częściowe potwierdzenie mojej genialności.

To, że jestem geniuszem, jest wprawdzie dla mnie rodzajem nużącego ciężaru, ale jeśli uroczyście przyjmę ten medal i te pieniądze, to być może przy okazji uda mi się raz w życiu zrobić coś dla moich permanentnie niedokończonych rodaków.

Koleje losu zagnały mnie do Argentyny, gdzie spędziłem wiele długich emigracyjnych lat. Teraz mieszkam we Francji, ale moja perspektywa pozostaje nadal polska, czyli trochę taka, jak perspektywa tych, którzy przez okno podglądają bogatszych sąsiadów z przekonaniem, że u sąsiadów jest lepiej, mimo iż na to nie zasługują.

My, biedni kuzyni, patrzymy z dołu, patrzymy pod górkę i nie mamy odwagi powiedzieć:
„Coś jest ze światem nie tak”.

Ja, Witold Gombrowicz, pragnę to jednak powiedzieć. I Państwu, i moim rodakom.

Nad światem unosi się pupa.

Szanująca się literatura musi pragnąć i domagać się, aby ją brano na serio.

Niezależnie od tego, jak potoczą się dalsze losy świata, tak istotne zdarzenia, jak lądowanie na Księżycu lub moja śmierć nie będą miały znaczenia, jeśli nie zostaną dobrze zrozumiane i właściwie opowiedziane.

Prorokuję i Polsce, i Polakom, że co mądrzejsi z nich nadal, mimo upływu lat, będą chronić się w literaturę i mit, a ta ucieczka, choć pozornie beznadziejna, przyniesie niektórym, tym najbardziej wytrwałym, twórczym i wiernym sobie jeszcze niejedno zwycięstwo.

Namawiam ich, aby w ucieczce przed wszechogarniającą wszystko pupą, która unosi się nad światem i rośnie, rośnie coraz bardziej monstrualna i coraz bardziej księżycowa, praktykowali czujność, ironię i autentyczność.

Mogą także praktykować czułość, ale ostrożnie, bo choć wiele trzeba zrozumieć, to nie wszystko można wybaczyć.

A tym Polakom (a może i Polkom?), którzy otrzymacie tę nagrodę po mnie (pewnie za wiele, wiele lat), pragnę przekazać moją ważną poradę – nie bójcie się odmładzać!

Młodość jest lepsza, młodość jest najlepsza! A skoro dla świata już sama młodość jest skandalem i świat traktuje ją jako skandal – nie bójcie się skandalu!

Dlatego tym wszystkim, którzy usiłują moich rodaków zamienić w posłusznych obywateli zdumiewającego tworu, zwanego PRL, tym wszystkim, którzy nie potrafią uszanować inności mojej i nas wszystkich – INNYCH, pragnę pokazać coś, co, mam nadzieję, przyśpieszy nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie lepsze zrozumienie, czym jest skrywana, prześladowana i niedoceniana INNOŚĆ.

(Gombrowicz  schodzi z katedry, odwraca się tyłem, rozpina spodnie i ukazuje widowni fragmenty bladych, kościstych pośladków. Podciąga spodnie i wraca na katedrę.)

Jak Państwo widzą, podjąłem wysiłek, aby niewielkim gestem wyrazić mój stosunek zarówno do zła, które zawisło nad nami, jak i przekonać Was, że jestem małą, ale równocześnie zaskakująco potężną częścią tego dialogu.
 
Jeśli nie będziecie gotowi do zrozumienia odważnych gestów i zaskakujących myśli, pozostaniecie na zawsze niewolnikami form starych, martwych i banalnych.

Dziękuję za uwagę.

16-12-2019

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę:
komentarze (3)
  • Użytkownik niezalogowany M. E.
    M. E. 2020-01-05   16:34:25
    Cytuj

    Ostatnia fraza jawi się jako motto wszelkiej maści twórców i jest uniwersalnym kluczem do otwarcia przestrzeni dla własnego, oryginalnego języka

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2019-12-22   14:41:20
    Cytuj

    i w ten sposób wyskoczył tylko na Joasię Szczepkowską!

  • Użytkownik niezalogowany nauczycielka
    nauczycielka 2019-12-21   02:13:37
    Cytuj

    2. Stajesz się zbyt prymitywny Maciusiu.