AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

O gorzkości

Fot. Karol Budrewicz  

…bez ironii, bez szyderstwa, niepryncypialnie.

Sprawa dotyczy mojej chrześcijańskości i natrętnej zmory antyklerykalizmu w jednym.

Na wstępie zastrzegam, co dla niektórych może być zastrzeżeniem niezrozumiałym, a stąd nieistotnym lub zgoła dziwacznym, że nie będzie tu mowy o mojej wierze i niewierze religijnej. Bo to tajemnicze rejony są nie tyle intymne, co niepodlegające władzy słów, zbyt proste i skomplikowane zarazem, aby słowa mogły je dogonić, uszeregować choćby w porządku gramatycznym. Sprawy wiary i niewiary nie rozstrzygają się w słowach, a na pewno nie w necie… Nawet dla znających sens słowa Credo słowo nie przesądza się przy jego wypowiadaniu. A raczej czasem się przesądza, czasem nie. Różnie. Często w milczeniu na przystanku autobusowym zaskakująco inne słowa przychodzą człowiekowi do głowy. Przy chorym bliskim. Różnie to fruwa i różnie autobusy jeżdżą.

Nie trzeba rozumieć łacińskiego słowa Credo, a nawet można nigdy o nim nie usłyszeć, aby nagle, przy kawie, stwierdzić ze zgrozą i zadrżeć albo zachwycić się niejasnym przypływem świadomości, że świat jest albo może być albo czasem znienacka staje się szerszy niż… moje Ja.

Więc zostawmy wiarę i niewiarę w ich tajemnicy życiowych kolebań się. Zostawmy to urokom wiosny, szarówce jesieni, zostawmy wojnom i pokojowi. Zostawmy.

*   *   *

Sprawa dotyczy mojej chrześcijańskości i natrętnej zmory antyklerykalizmu w jednym.

Więc uwaga! Uwaga istotna nawet dla najbardziej wprawnych szermierzy intelektu, a zatem, co oczywiste, ta uwaga obejmuje wszystkich czytelników niniejszego wywodu! Wprowadzam na ich i swój użytek pojęcie: świadomość religijna.

Chodzi po prostu o to, że żyjesz w jakimś zestawie mitów, konwencji, zasad, tradycji, rytuału, wartości i przekonań. I to nazywam świadomością religijną. Na tym poziomie można rozmawiać. Można dowodzić i wywodzić. Można dyskutować nawet o Trójcy Świętej. Taki poziom pozwala, przy okropnym uproszczeniu i bluźnierczym przymrużeniu oka, na mówienie o poważnych sprawach tak, jak kibic Barcelony wypowiada się w sporze z kibicem Realu Madryt. Ale ponieważ sprawy są poważne, na takim właśnie poziomie, na poziomie świadomości religijnej rozpadła się kiedyś Europa na rzymską i wschodnią, a potem, w obrębie rzymskości, na północnych lutrów i katolickie papiloty. Paliły się stosy i bezpardonowo wyżynano inaczej świadomych.

Przytłaczająca większość ludzi posiada świadomość religijną w większym lub większym stopniu i w jej wyniku robi lub nie robi w życiu różne rzeczy na miliony sposobów. Tak samo jest ze słuchem muzycznym albo z kolorami.

*   *   *

Nie trzeba Leszka Kołakowskiego, wystarczy powołać się na każdego porządnego proboszcza, aby stwierdzić zdroworozsądkowo, że pobożności musi towarzyszyć szczypta albo nawet chochelka antyklerykalizmu. Zwłaszcza kiedy mowa o Kościele nie jako wspólnocie wiernych, a o Instytucji Kościoła, która tą wspólnotą zawiaduje na tym padole łez. No i tutaj się zaczyna moja chochla albo nawet cała beczka, którą nie zawiaduję… lecz cały zaczynam w niej pływać. Beczka rozszerza się, a potem tworzy całe błotniste bajoro, skąd nagle nie widać już brzegów, a moje nawoływanie siebie samego do pokory oraz wspominanie własnej grzeszności nie uśmierza dezorientacji, lecz tylko potęguje gorzkość i rozczarowanie.

Kiedy już tak rozpaczliwie taplam się w tej beczce-bajorze antyklerykalizmu, to dla uspokojenia powiadam sobie: było, Łysy, gruntowniej przemyśleć ewangeliczne zdanie „Królestwo Moje nie jest z tego świata”. Śmielej włączać w obręb „tego świata” również pobożne instytucje, a nie teraz nagle trąbić larum.

Było spojrzeć szerzej – mówię sobie dalej - uważniej przyjrzeć się powodom, dla których ciemny lud francuski demolował przez setki lat wcześniej wznoszone katedralne cuda architektury. Było spojrzeć na historię Hiszpanii, a w tym źródła wojny domowej w roku 1936, kiedy wyrżnięto 12 tysięcy księży i gwałcono zakonnice, a spalone resztki kościołów w Barcelonie do dziś wyglądają jak posępne relikty jakiegoś zapomnianego kultu Azteków. Było dostrzegać samotność Dietricha Bonhoeffera w hitlerowskich Niemczech. Czy tego memento nie słyszy i nie widzi polska Instytucja Kościoła? Nie widzi i nie słyszy. Nie widzi i nie słyszy, jak trzaskają płyty tektoniczne. Nie widzi i nie słyszy, bo Instytucja zajęta jest doraźnym obrotem ziemią, a nie Jej Obrotami.

Było mi – ciągnę dalej wewnętrzne pouczenie – uważniej czytać historię Polski. Badać ten splot historii, polityki, ekonomii, obyczajowości, słowem całkowicie ziemskich przygód Polaków z całkowicie ziemską, polską Instytucją Kościoła. Było mi czytać historię mojego kraju, a nie teraz nagle lamentować. Czytać potyczki Reja z biskupami, czytać listę sygnatariuszy Targowicy, uważniej przeczytać Mickiewicza i Słowackiego, którzy godnie reprezentowali Polskę na liście Ksiąg Zakazanych Kościoła w Europie aż do początku XX wieku! Było uważniej czytać żydożercze publikacje „Rycerza Niepokalanej”, zanim jej autor Kolbe został świętym. Było przyjrzeć się, co oznaczało słowo ekumenizm w praktyce lat 30. Doprawdy, płonące cerkwie na wschodzie kraju nie sprzyjały uniwersalnemu katolicyzmowi. Polak katolik dla wielu stał się wtedy synonimem terroru i nienawiści. Wreszcie było wziąć sobie do serca przemówienie kardynała Wyszyńskiego na Jasnej Górze w sierpniu roku 1980. Bo gdyby tak się stało… gdyby Polacy wzięli wtedy sobie do serca… to żadnego Sierpnia by nie było.

*   *   *

Papież Wojtyła, który siedzi w Sejmie i mówi: „ale nam się przydarzyło…”  i być może przesądza tym samym, aby, rzutem na taśmę, głosować w referendum na Unię Europejską, okazał się nie pierwszym, ale ostatnim głosem w polskim Kościele, który łączył rację polskiej instytucji Kościoła z najbardziej żywotnym elementem polskiej Racji Stanu.

Potem jest już tylko geotermia i uniwersalizm chrześcijański w wersji ojca Rydzyka. Nagle okazuje się, że integracja z Unią Europejską sprowadza się dla Instytucji Kościoła wyłącznie do zagrożeń. Do ponurego postulatu przejrzystości finansowej oraz, w drugiej kolejności, do zaakceptowania lewackiej Karty Praw Człowieka i Obywatela. W trzeciej kolejności Unia Europejska oznacza dla sytej Instytucji niebezpieczeństwo rozpuszczenia się wśród narodów bezbożnych. Do podzielenia się własną frekwencją z czeskimi, francuskimi, niemieckimi, hiszpańskimi opustoszałymi kościołami! Do zmierzenia się z chrześcijaństwem w Europie. 

*   *   *

Nagle okazuje się, że Polska, która od Kochanowskiego śniła cywilizacyjny sen, sen, w którym Polska schodzi z barykady między Wschodem a Zachodem i tłumaczy sobie na własny język Psalmy Dawida, wcale o tym nie śni! To było złudzenie, sen zaledwie, pomyślunki wykształciucha w Padwie szkolonego. Sen, w którym ambicja polskiego poety łączy się w jedno z wyzwaniem dla Polski i Europy. Ale nie. Tak się tylko zdawało. Może w Renesansie, a potem jeszcze trochę, w sumie do niedawna. Teraz słowo Europa wypowiadane z ambony jest synonimem wszelkiej gangreny! Jeśli Europa ma wciąż oznaczać sen… to sen koszmarny. I słusznie, bo Galileusza, czy raczej tego drugiego, ale też jakoś na G, spalili. I dobrze, bo nie będzie zamącał naszej trzeźwości.

*   *   *

Rzutem na taśmę, w ostatnich refleksach życia, ostatnim dzwonkiem, Wojtyła z Watykanu pisze jeszcze list do wiernych w Polsce z upewnieniem, że zmarły Czesław Miłosz, też poeta, ale inny, mimo wszystko był O.K. i można go pochować w Krakowie przy biciu dzwonów. Więc list Papieża jest odczytany w Kościele Mariackim i tak brzmi ostatni, symboliczny akord trudnego współbrzmienia.

*   *   *

Zanim dopalą się szczątki stosów księdza Lemańskiego, a wcześniej księdza Węcławskiego, i zanim ksiądz Boniecki odzyska od lat ujmowane mu kościelne prawo do publicznej wypowiedzi, zapytam w swoim imieniu Polaka katolika:
Dlaczego akurat tylko Lemański i Boniecki, a tak się składa, że wyłącznie oni dwaj, pofatygowali się i reprezentowali Kościół w Polsce, i pochylili głowy w Jedwabnem?
Dlaczego nie odezwał się żaden polski, oczywiście uniwersalny, ale jednak mój, polski biskup i nie powiedział, że Kochanowski, a po nim pokolenia Kowalskich śniły o Polsce w Europie i dlatego demonstracyjne wycofanie flag europejskich z kamerowego tła premiera rządu Rzeczpospolitej Polskiej pani Beaty Szydło jest… szkodą większą i trwalszą niż symboliczna?
Dlaczego tak natrętnie Kościół myli swoją pomyślność materialną z pomyślnością Dobrej Nowiny?
Dlaczego przyklepuje faszystowskie zloty kiboli na Jasnej Górze? A w Białymstoku obok młodego księdza entuzjasty występuje kapelan białostockiej policji?
Dlaczego nie przywołuje, mówiąc o swojej historii, błędów i słabości? Nawet święty Paweł, zanim został Apostołem, dowodził kamienowaniem wyznawców, a dzisiejsze teczki IPN są niczym wobec wydawałoby się kompromitujących świadectw Ewangelii. Piotrowi, zanim został prawdziwą opoką Kościoła, zdarzyło się być tchórzliwym oportunistą. To są fakty, na których została zbudowana ewangeliczna przypowieść o słabości człowieka i wybaczeniu! Dlaczego dyscyplina i etyka korporacji do tego stopnia nad nią przeważa?
Dlaczego seks, erotyzm w ogóle, prokreacja, wszystkie „te sprawy” okazują się dla polskiej Instytucji głównym powodem pojawiania się Jezusa Chrystusa na polskiej ziemi? Dlaczego tak boleśnie bawi mnie mem z fotografią Episkopatu Polski i podpisem Polskie Towarzystwo Ginekologiczne?
Dlaczego nie można doczekać się od Instytucji choćby słowa o Rospudzie wcześniej , a teraz o Puszczy Białowieskiej? Jak tak można? Jak można nie słyszeć dzisiaj zupełnie na nowo wezwania: „Czyńcie sobie Ziemię poddaną…”? Jak można czynić ze słowa ekolog synonim diabła? Jak można dzisiaj legitymizować religijnym obrzędem strzelanie do zwierząt i zawołanie „Darz bór” ?!!!
Dlaczego z takim uporem Instytucja wpycha religię do państwowych szkół i chce jeszcze ją rozliczać stopniami? Czy to zbliża do tajemnicy wiary?
Dlaczego w Polsce katolicyzm tak boleśnie i chyba bezpowrotnie uwikłał się w PiS?
Dlaczego Instytucja mówi w taki sposób, jakby z automatu miała włączony pogłos na mikrofonie? Wtedy słychać jeszcze wyraźniej, jak nieuchronnie trzaskają płyty tektoniczne.

6-05-2016

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę:
komentarze (5)
  • Użytkownik niezalogowany Marek
    Marek 2016-05-20   22:06:13
    Cytuj

    Wydaje mi się , że komentatorzy Pańskiej wypowiedzi nie rozumieją o czym Pan napisał.

  • Użytkownik niezalogowany Natalia
    Natalia 2016-05-13   09:55:13
    Cytuj

    Tekst odrzucony przez redakcję Faktów i Mitów? To musiało być dla Pana straszne upokorzenie.

  • Użytkownik niezalogowany Katolicki Proboszcz
    Katolicki Proboszcz 2016-05-07   12:31:11
    Cytuj

    Szanowny Panie jestem zwykłym księdzem. W Polskim kościele są ludzie. Modlący się spowiadający potrzebujący niedzielnej Eucharystii. Ja jestem ich pasterzem. Nie mam geotermii. Dobrze co mogę mieć wspólnego z Rozpudą? Nic. Kościół mój to wspólnota. Po co to piszę. Niech Pan pomodli się przez rok ze zwykłymi ludźmi. Znajdzie pan wszystkie odpowiedzi. A propos Hiszpanii. Jak Pan sądzi? Kto mordował księży i gwałcił zakonnice? Zapomniał Pan o cudownym komuniźmie który zabierał zabierał zabierał ? No dobrze nie mam prawa myśleć dziejowo i politycznie tak wynika z Pana artykułu. Wracam do wiernych.

  • Użytkownik niezalogowany Ineit
    Ineit 2016-05-06   19:51:35
    Cytuj

    To tematy, które Pana przerastają. A, dowodem tego ich ujęcie w artykule. Do zrozumienia rzeczywistości potrzebne są uniwersalne kategorie, których Pan nie używa. Nie wiadomo dlaczego? Dlaczego?

  • Użytkownik niezalogowany
    2016-05-06   12:38:17
    Cytuj

    a który Kościół? Bo, że nie Rydzyka - rozumiem, ale, że Lemańskiego? A może to już nie jest Kościół? I może dlatego, że recytując w tej sprawie raczej Gazetę Wyborczą, a nie papieskie encykliki (by chciał Ewangieliją, ja wiem, ale od tego są mądrzejsi od niego) ląduje między "patriotami", którzy z a w s z e budzili się na obcym źołdzie. Może dlatego, że Kościół (wspólnota) jest mądrzejszy, jest mądrzejsza od zwoływania się wiernych na kolejny piknik KOD-u, by w ramach "uniwersaliów" propagować własne interesy? Idę o zakład, że Kościół przetrwa a oni przeminą. Wstyd pozostanie