AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

O kotach…

Fot. Karol Budrewicz  

…wszystko już zostało napisane. A Szymborska zwieńczyła swoim wierszem tak, że ani mru, mru. Znacie? To przeczytajcie.

Moje koty mają po dwanaście kilo sztuka. W ludzkim języku nazywają się Fantazy i Leon, są braćmi z jednego miotu. Są razem od zawsze. Na wołanie ich po imieniu czasem, jak im się zechce, reagują zaledwie poruszeniem koniuszka wielgachnego ogona. Czasem reagują wskakiwaniem na lampę. Najczęściej – zlewka. Posiadają jednak słuch absolutny. Poranek, w którym mają być wiezione do weterynarza, zastaje ich cielska zakopane głęboko pod kanapą.

Są spasione i egoistyczne. Rozdrapują meble drewniane i tapicerowane, ściany, pościel oraz piżamy śpiących, jeśli nie dać im żarcia na czas. Warczą i gryzą, jeśli ich nie przytulić, gdy same wyrażają w tej właśnie chwili wolę przytulenia. Taka chętka nachodzi je zwłaszcza, gdy rozkładam na stole sportowe strony „Gazety Wyborczej” (*) albo nieruchomieję nad laptopem. Pierwsze, drugie, trzecie, dziesiąte niepowodzenie w niczym ich nie zraża. Przeciwnie, dziesiątą odmowę traktują jako formę kolejnych zalotów. Ich zajadłość w pragnieniu bycia w centrum uwagi jest upokarzającą lekcją motywacji dla wszystkich adeptów Mam talent! razem wziętych. Są niezrównane w uporczywości.

Rzecz jasna tylko wtedy, kiedy im samym się zechce.

Bo bywają też kompletnie obojętne albo obojętność perfekcyjnie udają. Do tego stopnia obojętnie i ziewająco udają buddyzm, że człowiek normalnie nie wyrabia. Kiedy dajmy na to człowiek ogląda transmisję z marszu siedemdziesięciu tysięcy biało-czerwonych flag podszywających się pod barwy jakiegoś klubu piłkarskiego na wiślanym moście w centrum mojego kraju, a w dodatku ci maszerujący i powiewający robią sobie sympatyczne selfiaki w tefałenie i krzyczą, że to jest ich własny klub, a niezrzeszeni mają wypierdalać – to człowiek normalnie nie wyrabia, tak czy nie? Zwłaszcza ktoś, kto też interesuje się piłką nożną i wie, że to Nawałka, a nie Kaczyński trenuje reprezentację, i normalnie powiedzmy, dajmy na to, normalnie go to wkurwia. Tak czy nie?! A koty ziewają. I to go wkurwia jeszcze bardziej i osiąga taki stopień własnego porywu, że normalnie nie ma co zbierać! A wtedy właśnie koty, śmędy-owędy, niby to, niby śmo, niby owo, przycupują, przymachują ogonami, niby że nie tego, że powolutku, niby że Księga Koheleta, potem nadciąga obojętne uniwersum pustego nieba, panie dzieju, ale za chwilę normalnie przytulanka nagle odchodzi i jeszcze mruczando w najlepsze, w niemierzalnych alikwotach…
 
Koty wkurwiają do tego stopnia, że nie sposób się wkurwić.

Ponieważ w naszym domu występują w dwóch egzemplarzach, tworzą zgrany, elastycznie zmienny team dobrego i złego policjanta, dbając przy tym, aby ich menu oraz wszystko, ale to dosłownie wszystko inne różniło się zasadniczo.

Co je łączy? Łączy ich dwunastokilowy rezonator mruczenia. Podobnie wspólna reakcja na dzwonek domofonu i psie wyczekiwanie przy drzwiach na nadejście domownika. Pomagają też chętnie w pracy przybyłemu hydraulikowi, a zwłaszcza pomagają przy wybieraniu odpowiednich śrub z foliowej paczki przy składaniu mebli z Ikei. Czasem ich entuzjazm przybiera takie rozmiary, że… szukaj śrubek w polu. Wspólne jest również obsiadanie walizki osoby wyjeżdżającej, a także zaleganie na świeżo położonym obrusie, czego na szczęście nie widzą jeszcze zaproszeni goście i dzięki temu przełykają kocie kłaki, myśląc, że to włókna fasolki szparagowej albo ość? Tak, to była miękka ość!!! Ubieranie choinki to ich wspólnotowa specjalność. Każda zawiesinkowa ozdoba witana jest z jednakowym entuzjazmem. Poza tym – miłośnicy roślin. Bo rośliny nie są do rośnięcia i dziwienia się nimi, tylko do jedzenia. Doniczkowe ledwo żyją, mimo zapobiegliwości mojej żony. Ciężki i przechlapany żywot mają kwiaty cięte, które z uwagi na koty jak najniżej są skracane i zanurzane nie w jakimś wysmukłym wazonie, ale w płaskodennej misie. Co woda w tych naczyniach ma takiego, żeby ją żłopać, a niedopite resztki wylewać na fornir mebli, a wymemłaną zieleninę dla fasonu rozwłóczyć po całej chałupie? A potem jeszcze rzygać tym wszystkim na jedyny dywan?

Słowem: terroryści, animiści, Żydy, Arabi, dżendery i ekolodzy w jednym razy dwa.

Fantazy – czarny do szpiku, z odcieniem rudobrązowej aureoli, a tak naprawdę: grubas, ciamajda, koniunkturalista, przytulanka… Hrabiowskie imię zdecydowanie ponad stan. Zaledwie Fanek albo Fanio dla domowników. Obiekt uwielbienia mojej żony jako ten wrażliwiec, poeta i filozof… Ogólnie podoba się kobietom, a on przecież na najprostszych numerach jedzie! Na wyglądzie zarabia, na tym, że zamruczy, że pozwoli łaskawie wyczesać swoje owcze futro. A do mnie to zawsze dupą, a do niej zawsze wąsami się ułoży! Wtedy czasem ogonem zamerda mi po twarzy na pociechę, co też nie jest zbyt przyjemne.

Leona z wyglądu nie ma co opisywać, bo to konkret, lew po prostu, w prążki. Też dwanaście kilo. Mój ci on jest! Odważny. Pierwszy idzie na zwiady dowolnej domowej nowości! A czasem to nawet Ekstraklasę ze mną ogląda! Trudny charakter, przyznaję. Drapie w każdych okolicznościach. Poza tym – na diecie. Po prostu nie może jeść tego co inne koty, to jasne. Skoro ma własne zdanie, nie będzie przecież mówił językami innych. Nie będzie się jakimś „jesiotrem drugiej świeżości” cytował! To zrozumiałe, nawet bez lektury Bułhakowa! Chociaż człowiek po raz trzeci w życiu odrobił lekturę Mistrza i jest na świeżo! Bo człowiekowi potrojona lektura Bułhakowa nie przeszkadza, przeciwnie! Lektura coraz świeższą się wydaje, i jeszcze raz, poczwórnie obiecuje sobie Mistrza i Małgorzatę na sam koniec żywota zafundować! A kotu nawet „druga świeżość” przeszkadza. Kot się niecierpliwi i drapie.

Moje koty są zbyt leniwe, aby interesować się Bułhakowem.

Chociaż… diabli wiedzą… Czyżby? Mój Leoś…?

Przewodniczący Związku Literatów, niejaki Berlioz, wątpił nie tylko w takie rzeczy, zanim po półgodzinie zaledwie, zupełnie nieprzypadkowo, jego ucięta głowa toczyła się po moskiewskim bruku… Więc może teraz, kiedy tak dwunastokilowo pomrukuje, to… może… mój Leon… tam… na Sadowej… nie… mój Leoś?... w locie nad Moskwą…? Najgorsze, że nie ma pewności, a Bułhakow to udowadnia, że nie ma pewności. I niech będą dzięki Bułhakowowi.

*   *    *

Dla wyjaśnienia. Kot Leon właśnie skasował mi całą połać jakichś zupełnie innych słów, które pisałem na laptopie, a które, mam nadzieję, komputerowo uda się odtworzyć, więc mam nadzieję, że nie ma dramatu, a zaledwie własnogębne wykrzykniki: „A poszed stond! Sio!”. I nie było to wyganianie obraźliwe dla kota, ale miłosne.

No, ale jednak skasował, skurczybyk. W słowach, które kot skasował, próbowałem opisać rozumienie albo raczej nierozumienie sensu Księgi Hioba, które, jeśli komputerowo je odtworzę, da mi szansę uzasadnienia mojej „pożal się Boże” naukowej obecności, a w tym uzyskania naukowego tytułu w Teatralnej Akademii…

No i stało się. Kot skasował. Nie ma tematu. Przeciwnie! Jest i krzyczy!

Zmierzam tylko do tego, że skasowanie przez mojego kota Leona mozolnej próby ułożenia słów o rzeczywistym a niemożliwym do opisania losie Hioba-Człowieka jest skrajnie idiotycznym, ale jednocześnie raptownym i nieodpartym pretekstem do napisania tych kilku akapitów o tych bydlakach nienasyconych, o tych prostakach, które tylko jedzą i srają, o tych futrzakach, które rozkładają się teraz swoimi półtorametrowymi cielskami na moich książkach, jakby były ich najlepszym posłaniem. A ponadto jest idiotycznym pretekstem do wyrażenia przekonania, że te cholerne koty nie unieważniają i nie kasują myśli Hioba ani Bułhakowa. Przeciwnie, stają się ich prawdziwymi, może jedynymi przyjaciółmi. 

Oho! Fantazy się obudził i teraz włazi na klawiatuuuuuuuuuuuuuuuuu

(*) Przepraszam, jeśli kogoś uraziłem.

18-11-2015

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany ewa wilewska
    ewa wilewska 2015-11-18   20:58:44
    Cytuj

    bardzo fajna kocia - i nie tylko- proza...mój kot jakby podobny z charakteru, choć tylko 7 kilo i 3 łapy...pozdrawiam.