AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

O robieniu na wycieraczkę

Fot. Karol Budrewicz  

W takich tygodniach ucichnięcia, wszechświatowego lock-downu, powinno być o ucichnięciu oraz medytowaniu kruchości.

Nic teraz, w tygodniach ucichnięcia, nie wkurwia mnie bardziej niż medytacje o ucichnięciu i kruchości.

Medytacje o ucichnięciu i kruchości, joga w ogrodzie oraz porady w stylu: że oto, skoro przypomniano nam, że nie jesteśmy nieśmiertelni, a świat na chwile przycichł, to może i my powinniśmy się zatrzymać... Albo niepocieszanki w stylu: że nic nie będzie już takie jak było. Albo koheletowe co jest, już było, a to, co ma być kiedyś, już jest…

Mądrości irytują mnie nie dlatego, że są mądre, ale dlatego, że sam wykonałem już ucieczkowo tysiąc ogrodniczych prac zaplanowanych na cały sezon, posadziłem wszystko, co się da, kompulsywnie dokupuję nowe rośliny, dosadzam okapturzony, w podwójnych rękawiczkach, bo szyny i wieje… (to z Emigrantów Mrożka ), i medytuję przy sadzeniu jak jasny wirus. Nie pomaga.

Początkowo, egoistycznie, rzeczywiście myślałem, że to jest jakiś paradoksalny bonus. Myślałem, że jak już się kiedyś raz przeczyta gruntownie koheletową marność nad marnościami, doprawi stoicyzmem, to jakoś pójdzie. Że spoko. Nic z tego. Gotuję się, a mądrości nie przybywa.

Zachwycił mnie i gorzko pocieszył, jak zwykle, Jerzy Pilch, który w wywiadzie w „Gazety Wyborczej” odpowiada na pytanie:

Masz w swojej bibliotece lektury na taki czas? Podobno dobrze jest dziś wracać do klasyki…
– Ja w ogóle nie uważam, żeby czytanie w czasach zarazy było dobre. Czytać trzeba, gdy nie ma czasu ani warunków. Wtedy czytasz intensywnie. Co czytano w okopach, zawsze było ciekawsze od lektur zadekowanych na tyłach.

Sam tyle mam z klasyki, że wieczorami, zachęceni przez syna, próbujemy mało skutecznie z żoną powtarzać Planet Earth i Blue Planet z Davidem Attenborugh.

***
Gotuję się, bo tutaj o kruchości, współczuciu i solidarności, o milionach ludzi bez roboty, o pielęgniarkach z nakazami pracy, o wyrzutach sumienia, że jakoś nie pomagam, tylko w ogrodzie sadzę, tymczasem cichaczem ktoś mi robi na wycieraczkę. Politykę robi mi i prezydenta, na wycieraczkę, ale żeby było higienicznie, to robi w kopertę. Robi i mówi, że w naszej spółdzielni tak mamy. Ustala on-line, że robimy na wycieraczkę. Że w warunkach wyższej konieczności robimy na wycieraczkę. Więc robimy. Kruchość, współczucie i solidarność oznaczać będzie w tym wypadku odesłanie towaru pocztą, ale żeby było tajnie, to z podaniem własnego peselu. Żeby nie było, że coś tam. A do policzenia nadesłanych kopert wyznaczamy ministra jak-mu-tam. Aromat doprawiamy on-lajnowym głosowaniem posłów w sprawie kategorycznego zakazu aborcji oraz dopuszczeniem dzieci do polowań. Dopuście maluczkich do mnie, powiada Jarosław Kaczyński.

***
Wydawałoby się, że drobiazg, polityka jakaś. A przecież niedobrze być drobiazgowym i małostkowym. Jest tyle ważniejszych spraw. Jest wirus, życie, Kohelet, ogród, nawet kultura i sztuka są. Jestem dziadkiem w trzecim miesiącu i właśnie się dowiedziałem, że to będzie chłopczyk. Mam sześćdziesiątkę. Palę paczkę dziennie i w dodatku mam „astmę ogrodnika”. Jestem w wąskiej grupie nominowanych. Jeśli nawet okoliczności teraz mnie nie dopadną, to pociągnę jeszcze z dychę. Dziesięć sezonów ogrodniczych. Medytowanie o kruchości i ucichnięciu pasuje do mnie jak ulał. Chciałbym załapać się jeszcze na struganie wnukowi łódeczek z kory i budowanie szałasów.

Ale jak teraz ktoś robi mi na wycieraczkę albo do skrzynki pocztowej, to przestaję myśleć egzystencjalnie, tylko wkurwiam się jeszcze bardziej niż na nieskuteczną medytację. A kiedy słyszę, że towar na wycieraczce opatrzony będzie certyfikatem Konstytucji i Praworządności, to uzyskany bukiet zapachowy przyćmiewa chłodny opis świata Koheleta, który staje się literą zwietrzałą na wiór.

***
Z racji wieku pamiętam, jak Jerzy Urban, rzecznik prasowy rządu stanu wojennego w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, powiedział ze stoickim uśmiechem na jakiejś konferencji prasowej: wszystko przysycha. Przysycha – użył tego słowa, komentując jakiś krzyczący absurd i kłamstwo. Światowe media były zachwycone. Miały co cytować… Urban został potem zwolniony, był zbyt elokwentny.

Mówił okropną prawdę. Wszystko przysycha. Pamiętam, że wtedy to zdanie było dla mnie wstrząsem. Miałem dwadzieścia kilka lat i nie mieściło mi się w pale, że coś, jakieś kłamstwo, jakaś jawna nieuczciwość może po prostu przyschnąć. Że się uleży, że się usprawiedliwi przez zasiedzenie, przez dyskretny upływ czasu. Że smród wywietrzeje. Jerzy Urban, a zwłaszcza jego pobłażliwy uśmiech, był dla mnie dwudziestoletniego, i pozostaje dla sześćdziesięcioletniego człowieka synonimem Sami Wiecie Kogo. Późniejsza lektura Koheleta, który powiada (przywołuję na rympał): słudzy będą jechać na koniach, a królowie będą iść za nimi jak sługi, stała się dla mnie zrozumiała właśnie dzięki Urbanowi. Odwrócenie porządku, siła niepamięci, czas, który wszystko przysycha, ma wielką siłę i kto wie, czy nie jest to jakąś cholerną regułą świata, zapisaną już u Koheleta, podtrzymaną przez Urbana, a dzisiaj spełniającą się w wersji nadwiślańskiej z odkrywczą mocą?

***
Wszystko przysycha. My tu o kruchości i solidarności, a światek toczy się dalej. Ten cytat z Koheleta przytoczyłem w tym miejscu parę lat temu, przy okazji wpisu na okoliczność pierwszego wyboru Andrzeja Dudy. Jak ten czas leci…

Teraz, w podobnych okolicznościach, a jeszcze przed pocztowym gównianym werdyktem, przywołuję ponownie.

Martwię się, że to wszystko Kaczyński przeprowadzi elegancko. Po prostu. Jak gdyby nigdy nic. Nie mamy pańskiego płaszcza i tyle. Na najbliższe pięć lat. Potem się zobaczy. Potem się uleży. Się przyschnie. Się wywietrzy.

Martwi mnie, że Kaczyński jest w Polsce wieczny. A nawet jak kiedyś Kaczyński umrze (eksperci od wirusa spekulują, że podobno nie jesteśmy nieśmiertelni), to jego duch w Narodzie przetrwa, a proces odwracania kota odwróconego ogonem zajmie całe lata i też przyschnie, bo już nikt nie będzie pamiętał. A co było, a nie jest, nie pisze się…

***
To już piątka z dziesięciu lat. Wcześniej tak nie myślałem, ale teraz myślę, że pesymizm może również być motywacją do działania…

Oczywiście, że nie wymiękam. Próbuję medytować kruchość i ucichnięcie. Czekam na wnuka. Robią mi na wycieraczkę. Sprzątam. Zastanawiam się, czy wywalić do organicznych, czy zmieszanych. Brakuje odpowiedniego pojemnika. Bo chyba nie do skrzynki pocztowej?!
Zmieniać pesel? Zwykłe inteligenckie ała, ała.

***
Posadziłem:
tilia amurensis;
acer pseudoplatanus „Puget Pink”;
pyracantha 6 sztuk w dwóch odmianach;
cornus alba „Baton Rouge” 10 sztuk;
cornus sanguinea „Green Light” 10 sztuk;
cornus sanguinea „Midwinter Fire” 10 sztuk;
corylopsis pauciflora 3 sztuki;
cornus kousa „Venus”;
cornus controversa variegata;
abies x arnoldiana „Cyrille”;
philadelphus „Snowbelle” 4 sztuki;
microbiota decussata 3 sztuki;
cephalanthus occidentalis;
physocarpus capitatus „Tiden Park” 3 sztuki;
corylus avellana „Stella” (purpurowa);
diervilla rivularis „Honeybee” 5 sztuk;
diervilla sessilifolia „Cool Splash” 5 sztuk;
diervilla sessilifoilia „Butterfly” 3 sztuki;
abies concolor (hodowaną od siewki);
pinus mugo 3 sztuki;
fagus silvatica „Tricolor”.

Przesadziłem:
picea abies Virgata (dalej od ścieżki);
corylus avellana (tą spod sosny czarnej).

Totalny przekopunek w rosarium. Dwadzieścia nowych krzewów „Ingrid Bergman” zwana również „Ireną”, „Monica” oraz „Aquarelle”. Wymiana wyściółki.

Codzienne nalewanie wody do ptasich poideł, bo od trzech tygodni nie padało. Zimno jest, wieje. Wisła zamienia się w rzeczkę, ale studnia głębinowa jeszcze działa.

Kolekcjonować wiadra na deszczówkę.

Lubić.

 

22-04-2020

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2020-05-04   20:51:44
    Cytuj

    niby lewizna i udaje katolika, a z i e j e ! Myj ręce, człeczyno, po papraniu się w gównie!