AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Off-live

Fot. Pola Amber  

Jeden z najlepszych i najodważniejszych krytyków teatralnych Łukasz Drewniak w ostatnim „nietak!cie” stwierdził, że widzi jedyną szansę teatru niezależnego w podjęciu politycznej walki, politycznego zaangażowania na scenie. Taka była siła i motor offu za komuny. Tak powstały największe spektakle Ósemek, Provisorium, Teatru 77, Akademii Ruchu, Teatru Stu czy Kalambura. Wszystkie te grupy, tracąc wroga i system, z którym walczyły, w mniejszym lub większym stopniu traciły swój pazur i siłę. Niezależność daje realną możliwość mówienia wszystkiego, co się myśli, a off pozwala jakby z zewnątrz systemu uderzyć we wszelkie objawy niesprawiedliwości i głupoty.

Tak, to jest prawda. Problem polega jednak na tym, że rzeczywistość dzisiejsza się na teatr nie nadaje. Żeby tę niewygodną tezę jakoś zilustrować, posłużę się tylko paroma przykładami z ostatnich dni, kompletnie przypadkowo wybranymi. 

Faktyczna głowa naszego państwa, najsilniejszy polityk Europy Wschodniej, wygłasza swoje najważniejsze przemówienia z aluminiowej drabinki z Carrefoura. Chociaż ostatnio żołnierze ustawili mu prawdziwy podest. Ale z tyłu stali jacyś goście z białymi różami – tylko formalnie legalni. Z drugiej strony Krzysztof Pieczyński, wybitny scenarzysta, pisarz i aktor, ogłosił ostatnio, że największym złem na świecie jest Kościół, a najwyższym osiągnięciem cywilizacyjnym jest kawiarnia. Z trzeciej strony przewodniczącym Komisji Sprawiedliwości w Sejmie jest prokurator z PRL-u, który był prokuratorem, żeby pomagać prześladowanym i ofiarom stanu wojennego, ale nikogo, komu pomógł i kogo uratował, nie można ciągle odnaleźć. Z czwartej strony idol polskiego kina Bogusław Linda, który zawsze jest w poprzek, niezależnie od tego, gdzie i w czyim imieniu zabiera głos, mówi w wywiadzie dla amerykańskiej telewizji, że polski film zgłoszony do Oskara miał „ch…wy” scenariusz i na dodatek on jako odtwórca głównej roli musi zamiast reżysera, który umarł, jeździć po całym świecie i świecić ryjem. Na twarzy aktora po tej wypowiedzi malował się wyraz radości i spełnienia. Z piątej strony trzech najwyższych sędziów – o ich nieskazitelnym morale i etosie nikt nie śmiałby wątpić – rozchorowuje się nagle (choroba dotyczy tylko jednej formacji politycznej) przed wyborami nowego przewodniczącego Trybunału Konstytucyjnego, a zwolnienia lekarskie kończą im się w tym samym dniu, w którym się kończy kadencja prezesa. Dalej: Polska za unijne 20 milionów euro skonstruowała jeszcze w 2013 roku robota do łapania uchodźców. Z pełnym sukcesem odbył się pokaz na stadionie we Wrocławiu, po czym robot zniknął. Rozebrano go na części. Okazało się bowiem, że według prawa ciągle jeszcze człowieka może łapać tylko człowiek. W stolicy naszego kraju 13 grudnia odbyło się szesnaście manifestacji. Dwie największe i najbardziej antagonistyczne spotkały się, stanęły naprzeciwko i obie zaczęły krzyczeć: „Precz z komuną!”

Nie umiałbym takich scen wymyślić, choćbym pił całą noc.

Przepraszam, Łukaszu, teatr wobec takich sytuacji staje się bezradny. To jest kabaret, a różnice między tymi gatunkami definiują się przez to, co próbujemy nazywać sztuką. Nie mówię tu nawet o oczekiwanym katharsis, zawiązaniu konfliktu, zwrotach akcji. Według mnie naszą rzeczywistość dzisiaj da się skomentować tylko językiem kabaretu i dlatego właśnie bilety na Pożar w Burdelu są wykupione na trzy miesiące do przodu (zresztą biletów na nich nie można było dostać już za poprzedniej władzy).

Teatr chyba zaczyna się gdzie indziej, trochę dalej i wyżej. I dla mnie musi być o wartościach (a nie o ich braku) i o nadziei. To, że mi się to niezbyt często udaje, to już inna sprawa.

To co się nam przydarza jest w treści jednoznaczne, tylko w formie zabawne, absurdalne i nieprzewidywalne. Ale to, co boli naprawdę, to wykopywany coraz głębiej rów, ta szczelina, która zaczyna się rozstępować i staje się przepaścią.

Robić teatr o tym, że żeby zacząć rozmawiać, potrzeba krwi, krwi niewinnej? Że potrzeba wojny? Wojny domowej czy światowej?

A może wystarczyłoby zorganizować wspólne wycieczki do Aleppo?

16-12-2016

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany czapla
    czapla 2016-12-18   08:43:35
    Cytuj

    Dziękuję za trafną diagnozę. A z Linda to skandal ale typowe polskie!