AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Po czarnych

Fot. Karol Budrewicz  

Idziemy z Jaśminową Panienką; nieważne, gdzie i nieważne, po co. Nieraz cel nie jest ważny, najważniejsze, z kim się idzie. Wiem, że to bardzo subiektywne, prywatne odczucie, które może być wykorzystane, przeinaczone, opacznie zinterpretowane. Bo w ten sposób można na przykład usprawiedliwić każde nieudane przedsięwzięcie, choćby spektakl teatralny. Klapa? Może i klapa, ale za to jaka wartościowa była praca, spotkanie z reżyserem, próby do rana, analiza i synteza i takie tam obce wyrazy…

No więc idziemy, wchodzimy na przejście dla pieszych, na pasy, a córka krzyczy do mnie: „Po białych, tata, po białych!”. I dla niej to robię, z pełnym zaangażowaniem, z pełną świadomością, bo dla niej warto.

Ale tu mogę sobie pozwolić, żeby pojechać po czarnych. Przesadzam oczywiście z tą deklaracją, bo to tylko moje czarne, choć może niekoniecznie.  

„Dialog”, powodowany, jak mówi, palącą koniecznością, rozpisał ankietę wśród teoretyków i praktyków sceny, prosząc ich o zdefiniowanie sensu określenia „teatr…” – i tu pięć kategorii. Dlaczego pięć, a nie na przykład siedem? Nie wiadomo, może wzorem pięciu przykazań kościelnych? Gdyby było siedem, to mogłoby się kojarzyć z siedmioma grzechami głównymi… Ale komu się tak kojarzy? A mnie. Bo jak mówiłem – po czarnych.

„Zdaje nam się [znaczy „Dialogowi” – M.B.], że samo jasne wyłożenie, co rozumiemy pod podstawowymi pojęciami dotyczącymi funkcjonowania teatru w przestrzeni publicznej, usunie lwią część nieporozumień i wątpliwości”. Czy „lwią część” usunięto, nie wiem, ale co poniektórzy na pewno się jasno wyłożyli przez samowyłożenie.

Niektórzy odmówili konkretnych odpowiedzi na palącą konieczność, niektórzy załatwili rzecz ironicznie, bijąc celnie z dystansu. Ci, którzy dali się skusić, w większości obwarowali swoje definicje tysiącem „ale”… Ale ze wszystkich tych wypowiedzi wynika jedna generalna rzecz: niemożność wyartykułowania obiektywnej definicji. Ci, którzy jednak ją formułują, robią to na własny użytek i na własną odpowiedzialność. Trywializując, mówią: jest tak, jak mnie się zdaje. Jestem to w stanie zrozumieć w przypadku praktyków, którzy sprawdzają swoje definicje co dzień na własnej skórze, mierząc się z teatrem w sensie dosłownym. Ich zdanie – ich życie. Trochę inaczej sprawa ma się z teoretykami, tu może być groźnie, zwłaszcza jeśli stawiają sprawę jasno, czyli teoretycznie.

Pochylając się nad wybranymi fragmentami np. o teatrze artystycznym możemy przeczytać, że to takie zwierzę, co podejmuje ryzyko niezrozumienia wynikające z nowatorskich założeń. To takie zwierzę, co poszerza granice, co pragnie odkrywać nowe obszary. Teatr artystyczny wręcz ucieka przed samym teatrem, który jest zrutynizowaną konwencją. Wyprzedza oczekiwania widzów. Taki teatr, jak zrozumiałem, czasami przeradza się w teatr krytyczny, a w skrajnych przypadkach nawet w teatr artystycznego ryzyka, czyli w swoją radykalną wersję, czyli w teatr wysokich napięć.

No i pięknie. Ale mam pytanie, na które nie oczekuję odpowiedzi. Czy teatr, który założył sobie nowatorsko, że poszerzy granice i odkryje nowe obszary, ale jest nieświadomy, że te obszary dawno już odkryto, a granice przekroczono… czy taki teatr też jest artystyczny?

A teraz pytanie, na które zaraz odpowiem. Nie czepiając się już dalej, nie uciekając przed samym sobą i starając się wytworzyć wysokie napięcie, pytam: a kto o tym decyduje, że teatr jest teatrem artystycznym? Odpowiedź: ja. Ten ja, co sobie definicję stworzył. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie wyczuwalna w tej teoretycznej definicji tęsknota do decydowania w dużej skali, najchętniej krajowej. Tyle tylko, że to się już nie uda.

Wyprzedzając oczekiwania czytelników już wyjaśniam, czemu czepiam się teoretyków teatru? Bo czepiam się, zwłaszcza krytyków teoretyków. Nie żebym ich przesadnie nie lubił, choć przyznaję, że wielką miłością nie pałam. A czepiam się bo tęsknię za autorytetami. Tęsknię za ludźmi, którzy swoją wiedzą i doświadczeniem wzbudzą we mnie wiarę, że to co mówią lub piszą warte jest refleksji... i skonfrontowania. Niestety, kilka lat temu panowie, którzy zyskali decydujący wpływ na współczesne życie teatralne, zniszczyli krytykę i to za jej milczącą zgodą.

Oczywiście wiem, że nowe środki przekazu, zwłaszcza internet, stworzyły możliwości wypowiadania się każdemu. Ale nie każda wypowiedź jest warta uwagi. A tu było odwrotnie. Każda bzdura, byle pasująca do panów polityki teatralnej, była zamieszczana jako głos równorzędny, bo przecież każdy ma prawo… A wszystko to przy milczeniu tych, którzy jeszcze wtedy mogli powiedzieć: dosyć, to nie tak. Ale widać uznali, że głupota sama się skompromituje. Nie skompromitowała się, została przyjęta z otwartymi ramionami i nadal klepie się ją po plecach, bo jest przydatna. A mówić teraz, że głupia, nie ma już sensu, bo w odpowiedzi można by tylko usłyszeć: sam jesteś głupi. I z całą pewnością można liczyć na to, że miast zawstydzenia i zażenowania poziomem rozmowy, dookoła rozlegnie się rechot.  

Kiedyś myślałem, że wyjściem jest twarz pokerzysty. Ale kiedy ją ujrzałem… Poszedłem z Jaśminową Panienką na przedstawienie. Scena na podestach, pan od nagłośnienia przy konsolecie z boku, widoczny dla wszystkich. I zaczyna się… I zaczyna się… I zaczyna się! Bo miało się zacząć od muzyki. Wreszcie puścił. Później scenka, dialog i piosenka… I piosenka… I piosenka! I tak od początku do końca. I ta twarz. Absolutny spokój i absolutny brak pewności, że cokolwiek do pana od nagłośnienia dociera. Nawet widownia była tym zaniepokojona i także dawała mu znaki, że to już. Gdyby nie to, że w końcu puszczał, co trzeba, można było odnieść wrażenie, że jest zupełnie gdzie indziej, że to, co się dzieje wokół, zupełnie go nie obchodzi. Tak się zraziłem do twarzy pokerzysty.

A na koniec po białych (prawie), bo wracając jeszcze na moment do wspomnianej wyżej ankiety, to Minister Kultury powiedział, że kocha wszystkich. I ja to bardzo cenię i…

Dziękuję za bardzo.

10-02-2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: