AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Podziękowanie

 

Drogi Czytelniku, który napisałeś do mnie, podpisując się „konsument”, oczywiście masz rację. Oczywiście mój podział na kucharzy i konsumentów jest felietonowym uproszczeniem, a przenoszenie wydziałów i separowanie od siebie ludzi nie ma sensu.

Oczywiście grono twórców i współtwórców spektaklu teatralnego to nie tylko reżyser i aktorzy, ale zazwyczaj znakomici humaniści, którzy na każdym etapie pracy wspierają tworzących i są ich mądrymi przewodnikami.

Ostatniego zdania mojego poprzedniego felietonu nie powinienem pisać, bo to takie uogólnienie, które może zirytować każdego, kto zostaje zakwalifikowany do zdecydowanie nazbyt dychotomicznego podziału na grupy.

Mój pisk myszy podyktowany był jednak pewnym niepokojem, wywołanym wieloletnią obserwacją życia teatralnego.

Ostatnio w poświęconym rynkowi dzieł sztuki reportażu telewizyjnym Wszystko na sprzedaż usłyszałem zdanie wygłoszone przez przedstawicielkę domu aukcyjnego, handlującą obrazami sztuki współczesnej.

Na aukcji większość dzieł była sprzedawana za kilkanaście lub kilkadziesiąt milionów (!) dolarów, co budziło naturalne pytanie o zastosowane kryteria.

Ta pani, niewątpliwy znawca sztuki, odpowiedziała: „Są tacy, którzy wiedzą, są tacy, którym trzeba powiedzieć, aby wiedzieli, i tacy, którzy nie dowiedzą się nigdy”.

To też uproszczenie, ale dość trafne.

Chodzi mi więc o to, aby ci, którzy zajmują się sądzeniem, należeli chociaż do tej drugiej kategorii. Wszyscy jesteśmy omylni, ale zgodzi się Pan chyba, że nonszalancja, arogancja, brak wrażliwości, zbytnia pewność siebie, zaperzenie ideologiczne czy z góry założona pogarda nie sprzyjają dobremu osądowi. I z takim nastawieniem lepiej nie męczyć się wizytami w teatrze.

Naturalnie stworzenie „Kodeksu postępowania sędziów dzieł sztuki” wydaje się całkowicie niemożliwe, często jednak czujemy (przynajmniej ja tak czuję), że ktoś piszący tekst krytyczny przekracza granice przyzwoitości.

Nie myli się, tylko przekracza granice przyzwoitości.

Odpowie Pan zapewne, że to rzadkość, że w tak skomplikowanej materii nie można stosować uogólnień, a na wydziałach humanistycznych trzeba zapoznawać studentów z tak zwanym szerokim spectrum poglądów i że trudno analizować kwalifikacje moralne każdego.

Zgadzam się z Panem.

Niestety, uczenie przyzwoitości jest niezwykle trudnym zadaniem, co jasno widać zarówno po zachowaniach niektórych dymisjonowanych sędziów-wiceministrów, jak i po skromnej recepcji książki Bricmonta i Sokala Modne bzdury.

04-09-2019

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: