AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Przypadek i fatum

 

Bardzo modnym słowem stało się słowo „narracja”. Jedni mają swoją narrację. Inni swoją. Tradycyjnie w narracji pojawiają się słowa „suspens” i „tajemnica”.

Niestety moda na seriale z tajemnicą zniszczyła to, co mnie osobiście zawsze bardzo się w każdej przyzwoitej historii podobało, czyli to, że napięcie budowano po to, aby je rozładować. Doprowadzić do kulminacji i wyjaśnić. „Watsonie, przetrząśnij ogród, a znajdziesz tam na pewno…”

Szczerze mówiąc, podejrzewam, że w Miasteczku Twin Peaks czy Zagubionych tak diabelsko zaplątały się wątki, że sami twórcy scenariuszy zakończenia tych seriali potraktowali byle jak i zdecydowanie niekonkluzywnie. Wnioski? – a, jakie tam Państwo sobie życzą. Rozgrzebali, postraszyli, zasugerowali rozmaite pytania… i tyle. „Tajemnica, zając kica”– jak, wyprzedzając epokę, napisała dawno temu Katarzyna Lengren. Niekonkluzywność jest również od jakichś dwudziestu lat bardzo w humanistyce modna, bo – w przeciwieństwie do prymitywnego modernizmu – postmodernizm  bawi się tajemnicą, wieloma punktami widzenia, niedookreślonością.

Prawda jako coś warte odkrycia, poznania, dotarcia do istoty rzeczy przestała zajmować znaczące miejsce w kategoriach współczesnej sztuki.
Jak Piłat dziwimy się, że w ogóle można o to pytać.
Biedny Karl Popper, który całe życie starał się ustalić niezawodne kryterium prawdy obiektywnej, prawdopodobnie chodzi po rajskiej stołówce (w raju filozofów) w fatalnym nastroju, a Rorty z Derridą chichoczą i szturchają się za jego plecami.

Bo z jednej strony niby uwzględniamy tak-nie, kod zero-jedynkowy, światopogląd naukowy, związki przyczynowo skutkowe i lecimy na Marsa, ale z drugiej strony racjonalizm jest w odwrocie, można bredzić na dowolny temat z zastanawiającą swobodą i lekkością, a nasza narracja jest tak samo dobra jak wasza. Może nawet lepsza, bo fakty jej nie przeszkadzają.

Zawsze tak było, że w niektórych co bardziej baśniowych narracjach żaden przypadek nie istniał – musiał być dziełem Boga, fatum albo spiskowców.

Pamiętam rozmowę z bardzo zirytowanym Stanisławem Lemem, który narzekał na to, co Andriej Tarkowski zrobił z jego Solaris. Autor Filozofii przypadku bardzo miał za złe Tarkowskiemu „rosyjską metafizykę” czyli wyrażony w filmie, wbrew racjonaliście Lemowi, pogląd, że to jakieś fatum, a nie chytrość materii produkuje złudzenia głównego bohatera. Stanisław Lem, stuprocentowy materialista, przypadek i chaos traktował jako nieusuwalne cechy rzeczywistości i bardzo niechętnie aprobował ingerencję fatum.

Przypadek to przypadek. Czy jeśli przelatujący ptaszek narobi nam na głowę, powinniśmy zaraz traktować to jako ingerencję z zaświatów czy jako mało sympatyczną koincydencję i nic więcej?
Ptaszek ptaszkiem, ale gdyby ochrona arcyksięcia Ferdynanda wcześniej zauważyła Gawriło Principa i go powstrzymała, to może nie byłoby pierwszej wojny światowej? Mój dziadek nie poszedłby do niewoli, po powrocie nie poznałby mojej babci, nie mieliby córki, a w rezultacie w tym miejscu byłby zupełnie inny felieton.

Jak żyć z tym, że każdego dnia przytrafia się mnóstwo przypadków, które tak wiele zmieniają? 
To nie do zniesienia. W tym musi być albo spisek, albo tajemnica, albo fatum.

Co czujniejsi czytelnicy domyślają się już, do czego zmierza ten całkiem przypadkowy tekst.

Jak to się stało? Jak to się stało, że ludzie przestali wierzyć w wolność i przypadek, a uwierzyli w recepty Donalda Trumpa i jemu podobnych?

Najmądrzejsi komentatorzy, sami mocno zaskoczeni, wskazuję na znużenie poprawnością polityczną, niechęć do elit,poszukiwanie tożsamości, ukrytą agresję i odreagowanie przegranych.
Pewnie mają rację –tęsknota za zmianą już niejednego niedźwiedzia wyciągnęła z matecznika.
A jednak… ten ptaszek chyba nie przeleciał całkiem przypadkowo.

Ciągle chodzi mi po głowie, że populizm jako zjawisko jest naturalnym produktem ponowoczesności.
No bo skoro wszystko tak pływa, tak jest względne, tak umowne jak prawda u Derridy, to komuś z tym musi być niewygodnie.

Wziąć za mordę. Za mordę, bo inaczej się nie da, wszystko jest zbyt bałaganiarskie, zbyt dowolne, zbyt liberalne! Ten Jan Paweł II brata się ze wszystkimi, nawet z jakimiś, panie, Papuasami!

Arcybiskup Lefebvre w roku 1987 wydał tekst Oni pozbawili Go korony, w którym atakował liberalizm jako najgorsze zło tego świata. W ogóle nie brał pod uwagę faktu, że mianowanie Boga królem może być ukrytą formą Jego degradacji.
Polemizował z nim ksiądz Tischner: „Tak więc różnice nie dają się zatrzeć: dla jednego wiara jest wyrazem potrzeby poddania, dla drugiego wyrazem pragnienia wolności. Inna wiara, inna wolność, inny człowiek”.
I ta narracja okazała się zbyt trudna.

Może jednak należało zawczasu szukać etycznego wymiaru kultury i jakoś oświecać, kształtować mniej tabloidową świadomość społeczeństwa? 

Do zobaczenia w Polskim Kotle.

23-11-2016

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany Minerwa
    Minerwa 2017-01-13   13:18:12
    Cytuj

    A jednak dwa razy dwa jest cztery. Zrozumiem, jeśli czyimś zdaniem będzie pięć albo coś pomiędzy trzy i pół a prawie pięć. Ale nie powinno być pi plus pierwiastek z dwóch, a już na pewno nie paralaksa Słońca razy krowa brekekekeks.

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2016-11-24   10:32:54
    Cytuj

    wystarczy "branie za mordę" zasstąpić nazywaniem po imieniu. I już. Lepiej?