AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Sąd Lizandra

 

Coś mi się przypomniało

Proszę szanowną redakcję o nie wypłacanie mi honorarium za ten tekst, ponieważ powstał on w zeszłym stuleciu i pochodzi z książeczki Krótki zarys męki twórczej, czyli że był publikowany po raz pierwszy prawdopodobnie w roku 1993 lub 1994 w czasopiśmie „Teatr”. Jest on jednak ciekawym wspomnieniem z czasów, kiedy jeszcze niektóre spory były nie polityczne, a merytoryczne.

* * *
Efez nie był tak kulturalnym miastem jak Ateny, ale i on w epoce kwitnącej demokracji miał swój teatr. Teatr w przeciwieństwie do innych szacownych miejsc, jak rynek, lupanary i świątynie, nie tętnił życiem. Radni miejscy ogłosili konkurs na nowego dyrektora (stary był, niestety, zwolennikiem obalonego tyrana) i o świcie zasiedli w oczekiwaniu na kandydatów. Nie zdziwiło ich, że kandydatów było niewielu, sami bowiem nie podjęliby się tej pracy za żadne pieniądze. Pierwszy miał oczy dość wyraźnie mówiące o tym, że wielokrotnie nadużywał ostatnimi miesiącami napojów z winnej latorośli, ale błyszczały one blaskiem charakterystycznym dla tych, którzy zdecydowali się na porannego klina. Przemówienie programowe zaczął bardzo energicznie.

– Mali ludzie! – zawołał z sarkazmem – Co wy możecie zrozumieć z prawdziwej sztuki? Nic! Moja wizja teatru jest wielką bitwą wydaną słabości i miałkości waszych dusz. Chcę zniszczyć nasze banalne samozadowolenie z siebie. Chcę was obudzić. Czyż chwila upojenia nie jest warta więcej niż monotonna i bezbarwna egzystencja? Czyż dyktatura logiki nie pożera was i nie trawi? Spójrzcie! Oto wraz ze mną nadchodzi jutrzenka zwiastująca obudzenie waszych zmysłów, nasycenie waszych pożądań, odsłonięcie tajemnic osobowości!

I perorował dalej, jakby się naczytał Fryderyka Nietzschego, co w świetle dalszych ustaleń wydaje się zresztą całkiem prawdopodobne. Część osób zasiadających w komisji spoglądała nań pogardliwie, ale trzech czy czterech radnych wyraziło swój niekłamany podziw i gorącą chęć wzięcia udziału w kolejnym spotkaniu, zwłaszcza, że kandydat przybył w towarzystwie trzech niewolnic wyglądających na bardzo wyzwolone. Następny konkurent prezentował się znacznie solidniej.

– Harmonia i równowaga – oświadczył – zamierzam budować repertuar pogodny, choć nie pozbawiony ambicji. Raz wesoła komedia, potem znów coś wzruszającego, ale taktownie i przyzwoicie. Dużo przedstawień muzycznych. Przestrzeganie reguł i kanonów. Rzetelne rzemiosło. Festiwale lirników...

Przewodniczący rady, Lizander, już był gotów podjąć decyzję, ale powstrzymały go znudzone twarze niektórych słuchaczy, którzy podczas przydługiego przemówienia rzecznika klasycznego piękna zaczęli ziewać bądź drzemać. Choćby dla przyzwoitości należało przesłuchać trzeciego i ostatniego ubiegającego się o stanowisko. Ten zaskoczył wszystkich bolesnym skrzywieniem warg, jakby go bolała wątroba, przezwyciężonym promiennym uśmiechem oraz takim podejściem do zagadnienia:

– Teatr będzie wychowywać. Założymy ognisko dla młodzieży, oddamy wszystkie siły kształtowaniu lepszego człowieka jutra. Z całym poświęceniem… nie mówię tego, by się chwalić – bo to nasz obowiązek… Rzucimy się w wir walki o moralną, a zarazem intelektualną postawę obywatelską. Z troską i samozaparciem będziemy nieść kaganiec oświaty, wydzierając bóstwom ich wiedzę i potęgę.

Kapłan ze świątyni Artemidy chrząknął nerwowo. Przesłuchania były skończone. Rozgorzała gorąca dyskusja. Głosy podzieliły się równo – dwunastu członków komisji – trzy czteroosobowe stronnictwa. Decyzja należała więc do Lizandra. Był on politykiem zręcznym i ostrożnym, poczuł zatem, że opowiedzenie się po jakiejkolwiek stronie przyczyni mu tak czy inaczej więcej przeciwników niż zwolenników. Po namyśle ogłosił wyrok.

– Moi kochani! – oświadczył – proponuję oddać budowlę w ajencję mojemu teściowi Antypasowi. Dzięki temu każda z ofert zostanie częściowo zrealizowana, a my będziemy mieli okazję dogłębniej poznać kandydatów.

Łatwo zgodzono się, że to był dobry pomysł. Niestety, na dziedzińcu nie było już nikogo. Złośliwa plotka, która obiegła potem miasto, zamieniła się w legendę, jakoby do konkursu stanęli Dionizos, Apollo i Prometeusz we własnych osobach, a sąd Lizandra zawiódł całkowicie ich oczekiwania. Uciekli szybko, wyśmiewani przez Hermesa, boga kupców i złodziei.

02-06-2017

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2017-06-02   21:38:03
    Cytuj

    tekst jest nieaktualny! Ponieważ dziś spory są polityczne a nie merytoryczne. Radni nie są wybrani tylko wskazani dla odegrania komedii obsadzonej wcześniej. Kto by tam co wołał to i tak teść, powiedzmy Antypasa, się pożywi... Czyli zmieniło się to, że komisji nikt nie pyta, raczej sugeruje. A dopiero do mediów wykrzykuje: "komisja..." A gdy kto chrząka to się plotkuje, że nadużywa. Takie to tu Ateny: ministerialne