AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Szczęśliwe dni: 12 marca

Fot. Karol Budrewicz  

Ciemności kryją ziemię i lud we śnie leży! – to Mickiewicz.
Noc jest czarna, ale będzie czarniejsza – a to Miłosz.
To tak w kółko. W kółko – Gombrowicz.
I tenże: to jest jakby jakiś układ, jakieś perpetuum mobile – to jest tak, jakbyś przywiązał do pala psa i kota: pies goni i straszy kota, a kot goni i straszy psa, i wszystko bez końca pędzi i szaleje w kółko; a na zewnątrz – martwota.
Jeszcze Wyspiański: lalki, szopka, podłe maski, / farbowany fałsz, obrazki;(…). / Fatum nas w obłędy wodzi. / Raz dokoła…

Psiakrew, niemal cała licząca się literatura polska odbiera nadzieję i stawia nam jako zbiorowości rozpaczliwą diagnozę. A jeśli już zdobywa się na optymizm, to czyni to z gryzącą ironią. Jak w tym wierszu Herberta:

Stoimy pod murem. Zdjęto nam młodość jak koszulę skazańcom. Czekamy. Zanim tłusta kula usiądzie na karku, mija dziesięć, dwadzieścia lat. Mur jest wysoki i mocny. Za murem jest drzewo i gwiazda. Drzewo podważa mur korzeniami. Gwiazda nagryza kamień jak mysz. Za sto, dwieście lat będzie już małe okienko.

Do pisarzy i poetów dorzućmy jeszcze wielkich publicystów, kaznodziei, historyków i felietonistów, poczynając od Frycza Modrzewskiego, przez Skargę, Staszica, Kołłątaja, Mochnackiego, krakowskich Stańczyków i warszawskich pozytywistów, Brzozowskiego, Boya-Żeleńskiego, Słonimskiego czy za naszych już czasów – Kisielewskiego, księdza Tischnera i ojca Wiśniewskiego…

Wyście sobie, a my sobie, każdy sobie rzepkę skrobie.

Do dziś pamiętam scenę z przedstawienia, które widziałem czterdzieści lat temu. Były to Dziady Swinarskiego. Konrad-Trela mówił Wielką Improwizację, a tak zwany lud przysypiał, chrapał albo żarł jajka na twardo. Uniesieniom Konrada towarzyszyło stukanie jajek o deski sceny i chrzęst obieranych skorupek. Gdy dziś myślę o tej scenie, brzmi mi w uszach inny, późniejszy utwór Mickiewicza:
Gęby za lud krzyczące sam lud w końcu znudzą,
I twarze lud bawiące na końcu lud znudzą.
Ręce za lud walczące sam lud poobcina.
Imion miłych ludowi lud pozapomina.
Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie
Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.

Tak oto, wyciągając z półek na chybił trafił klasyków, spędzam marcowe dni. Parafrazując nieco poetę, chodzę po bezsennym pokoju, patrzę przez okno, jak słońce Republiki ma się ku Zachodowi.

12-03-2018

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany nauczycielka
    nauczycielka 2018-03-24   19:25:51
    Cytuj

    3= poszedłeś na łatwiznę

  • Użytkownik niezalogowany asch
    asch 2018-03-16   04:02:01
    Cytuj

    Jaki pan oczytany