AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Szczęśliwe dni: 20 listopada

Fot. Karol Budrewicz  

Chcą zburzyć Pałac Kultury i Nauki. Tak mówią. Nie bardzo się tym przejmuję, bo zasadniczo nie wierzę politykom.

Zwykle towarzyszy im paradoks Eubulidesa: „Pewien człowiek twierdzi: «ja teraz kłamię». Jeśli kłamie, to stwierdzając «ja teraz kłamię», wypowiada prawdę, a więc nie jest kłamcą. Jeśli natomiast twierdzi prawdę, to znaczy, że kłamie, bo to oznacza wypowiadane przez niego zdanie”.

Przypuśćmy jednak, że politycy podejmą decyzję o wysadzeniu PKiN w powietrze. Czy będzie mi żal tej wątpliwej ozdoby mojego miasta, o którym ktoś powiedział z przekąsem: mały, ale gustowny?

Odpowiadam: tak, będzie mi żal. Pomijam fakt, że burzenie czegokolwiek w Warszawie, która została obrócona w perzynę i zbiorowym wysiłkiem odbudowana, zakrawa na ironię losu. Powiem więcej: odbudowa Warszawy nastąpiła w pierwszych latach po wojnie, więc za nowego ustroju. Skoro politycy tak zaciekle pragną wymazać wszelkie jego ślady w przestrzeni, powinni w gruncie rzeczy wysadzić w powietrze całe połacie miasta: Starówkę, Trakt Królewski, MDM, trasę WZ, Teatr Narodowy i wszystko inne, co powstało za stalinizmu. Na ich miejscu nie oszczędziłbym też późniejszych inwestycji z okresu Gomułki i Gierka: Teatru Wielkiego, Ściany Wschodniej, Dworca Centralnego, Trasy Łazienkowskiej i Wisłostrady, no i rzecz jasna Zamku Królewskiego. Wszystko to są pamiątki po PRL i po komunizmie. O ludziach, którzy tamtych czasów zaznali, nie wspomnę: należy ich metodą Orwella wymazać z historii, a tych, co jeszcze żyją, zlikwidować. (Franc Fiszer pytany, co zrobić, żeby w Polsce zmieniło się na lepsze, odpowiedział: „Rozstrzelać sto tysięcy łajdaków”. „A jeśli tylu się nie znajdzie?”. „Dobrać z uczciwych”.

Mówiąc jednak poważnie: Pałacu Kultury byłoby mi żal przecież nie dlatego, że był darem Stalina dla Warszawy i na początku nosił jego imię. Do tej jego symbolicznej funkcji nigdy nie przywiązywałem wagi. Zobaczyłem go jesienią 1975 roku z perspektywy Dworca Głównego. Pierwszy raz w życiu przyjechałem do Warszawy i zostałem w niej do dzisiaj. Zaraz też, na drugi dzień, obejrzałem Pałac dokładnie i stwierdziłem, że będę w nim bywać. I bywałem przynajmniej parę razy w miesiącu. Bo w Pałacu mieścił się Teatr Dramatyczny, wtedy pod dyrekcją Holoubka, mający w repertuarze głośne przedstawienia Jarockiego, Prusa, Zatorskiego. Naprzeciwko działał Teatr Studio. Na dziwaczne spektakle Szajny chodziłem z młodzieńczym przeświadczeniem, że oto obcuję z najbardziej wyszukaną awangardą. Dziś o Szajnie myślę sceptycznie, wtedy to było coś. Potem Studio objął Grzegorzewski – przez piętnaście lat towarzyszyłem każdej jego premierze.

Kawał życia spędziłem w sali kina studyjnego Wiedza – dzisiejsza Kinoteka – gdzie obejrzałem najważniejsze filmy lat siedemdziesiątych. Do Teatru Lalka z racji wieku już nie chodziłem, ale do Sali Kongresowej, owszem. Na koncerty Milesa Daviesa i Leonarda Cohena mimo usilnych prób się nie dostałem, ale byłem na koncercie legendarnej Erthy Kitt, Teresy Salgueiro z Madredeusa, Misi… Fakt, że w tym miejscu koncertowali kiedyś Rolling Stonesi, Marlena Dietrich, Gilbert Becaud czy Ella Fitzgerald przejmował mnie dreszczem.

Chcę przez to powiedzieć, że ewentualny projekt spektakularnej likwidacji Pałacu Kultury nie do dotyczy ani architektury, ani historycznych stygmatów. Byłaby to likwidacja pamięci kulturowej. Mając przed oczami budynek na Placu Defilad, nie myślę o Stalinie, lecz o teatrze, filmie, muzyce – całej znakomitej sztuce, która tu powstawała nie tyle w PRL, co mimo PRL. I tego mi żal. A że w budynku mieści się Muzeum Techniki, Pałac Młodzieży i liczne instytucje z Polską Akademią Nauk na czele, to już „drobna szczegóła”. Wszelako gdzieś to wszystko musiałoby znaleźć nowe miejsca. Chyba że jest już zbędne.

Może zresztą chodzi o coś zupełnie innego. Może przestrzeń po Pałacu potrzebna jest do innych celów, na przykład do stworzenia monumentalnego mauzoleum dla kogoś, kto we własnym mniemaniu zbawia Polskę i szykuje sobie miejsce w historii. Lec w takich razach mówił: „Burząc pomniki, oszczędzajcie cokoły. Zawsze mogą się przydać”.

20-11-2017

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany nauczycielka
    nauczycielka 2017-12-07   22:44:03
    Cytuj

    3-