AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Szczęśliwe dni: 20 maja

 

Nie mam jasności w temacie Marioli – śpiewał kiedyś Młynarski. Zostawmy Mariolę w spokoju – ja nie mam jasności w temacie teatru. Skoro politycy zapowiadają, że czeka nas „nowa normalność”, to jak odnajdzie się w niej teatr?

Na razie teatry nie działają. Nic nowego. Już nieraz tu pisałem, że Europa obchodziła się bez teatru przez kilka wieków – mniej więcej od zmierzchu cesarstwa rzymskiego do początków II tysiąclecia. Paru uczonych mężów chrześcijańskich – Augustyn, Tertulian – też się przyłożyło, żeby teatr wykląć i obrzydzić.

W późniejszych czasach zdarzały się przerwy spowodowane różnymi przyczynami i już nie tak długotrwałe. W 1592 roku dżuma zbierała żniwo w Londynie – aktorzy, wśród nich Shakespeare, nie mieli pracy, ratowali się występami na prowincji, gdzie zaraza nie dotarła (chyba, że oni sami ją zawlekli).

Gdy w połowie XVII wieku Anglię opanowali purytanie pod wodzą Olivera Cromwella, teatry zostały zamknięte na ładnych parę lat jako siedliska rozpusty i wynalazek szatana. W końcu do władzy powrócili Stuartowie, Karol II był miłośnikiem widowisk, teatr znowu zaczął kwitnąć. Smacznie pisał o tym Samuel Pepys w swoim dzienniku. Niestety, w 1665 roku na Londyn znowu spadła dżuma i znowu aktorzy nie mieli zatrudnienia. Przerażające opisy tego czasu dał Daniel Defoe w Dzienniku roku zarazy.

Sięgając do własnej pamięci, przypominam sobie pierwsze miesiące stanu wojennego. Zawieszono działalność teatrów, kin, koncerty i wszelkie imprezy masowe. W tamtym niewesołym czasie zadawaliśmy sobie pytanie, kiedy teatr powróci i jaki będzie – w wymiarze artystycznym, obywatelskim, ideowym.

Owszem, powrócił i nawet przez jakiś czas stanowił przestrzeń wyrażania gorących emocji, patriotycznych manifestacji i narodowych egzaltacji. Ale gdy wzmożenie opadło i przygniotła nas Wielka Smuta lat osiemdziesiątych, okazało się, że teatr nie ma nic ważnego do powiedzenia – nastąpił wyjątkowo jałowy okres w jego najnowszej historii.

Jak będzie teraz?

Czytam tu i ówdzie rozmaite wypowiedzi, w których brzmi troska o przyszłość. Najczęściej dotyczy ona kwestii zatrudnienia, zarobków, dotacji. Pojawiają się głosy domagające się polityki interwencjonizmu ze strony państwa i samorządów, ale i takie, które w obecnym kryzysie widzą szansę na zdecydowane wprowadzenie do życia teatralnego mechanizmów wolnorynkowych. Rzec można, że nastawienie socjalistyczne idzie o lepsze z nastawieniem liberalnym.

Ale ja nie o tym, choć jedno z drugim się łączy.

Pytanie brzmi, czy doświadczenie ostatnich miesięcy sprawi, że radosna twórczość zmieni się w Wielkie Serio? Bo można by się spodziewać, że rozpowszechnione na wielu scenach gry i zabawy przestaną smakować i że widownia będzie oczekiwała poważnego namysłu nad tak zwanymi problemami istotnymi (Stalin miał zwyczaj dzwonić po nocy do Pasternaka: „Porozmawiajmy, Borysie Leonidowiczu”. – „O czym, Józefie Wissarionowiczu?” – „O życiu, o śmierci…”).

Nie mogę wykluczyć i tego, że najlepiej sprawdzi się teatr, który dostarczy zapomnienia i rozrywki.

Tak czy inaczej, przypomina mi się epizod z 1949 roku. Otóż wtedy, w listopadzie, odbyła się premiera Brygady szlifierza Karhana. Łódzki Teatr Nowy dał wzorcowy przykład realizmu socjalistycznego, który jako narzucona przez partię pseudodoktryna estetyczna miał obowiązywać mniej więcej do połowy lat pięćdziesiątych.

Ówczesna ideologicznie zaczadzona krytyka przyjęła premierę z entuzjazmem. W pamięci utkwiła mi recenzja Andrzeja Wydrzyńskiego (później autora paru dramatów i dość popularnych powieści sensacyjnych i wojennych – jako Artur Morena pisał tak zwane kryminały milicyjne). Otóż Wydrzyński, piejąc z zachwytu nad czeskim produkcyjniakiem, pisał, że nowy ustrój głęboko przeorał rzeczywistość i że o rewolucyjnych przemianach nie da się w teatrze opowiadać starym językiem. Kluczowe zdanie recenzji brzmi: „Dla naszej rzeczywistości nie wystarczyłoby Szekspira”. Potrzeba Vaška Kani…

Rzec można: mądrość etapu. Ale patrząc z perspektywy długiego trwania, trzeba zauważyć, że o Kani pamiętają już tylko historycy teatru (oraz Remigiusz Brzyk, he, he), natomiast Shakespeare miewa się nie najgorzej.

No więc, krótko mówiąc, nie mam jasności w temacie Marioli, to znaczy nie wiem, czy COVID-19 do tego stopnia przenicował nasz świat, że Kanie będą teraz wyrastać jak, nomen omen, grzyby po deszczu, czy też zdołamy się na nowo odnaleźć w dziełach Shakespeare’a.

Ćwierć wieku temu Stanisław Barańczak w wierszu Nowe zarazy pisał:

Fatalne będzie w tej epidemii
również to, że choć mikrob zuchwały
jest nowy – wszyscy prawić zaczniemy
- - - - - - - - stare banały.

20-05-2020

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2020-08-11   16:35:40
    Cytuj

    Autor jakoś omija niewygodny temat: stołeczne teatry pod przegranym Trzask (prask, "Klątwa" i gówno) -iem samemu pozostając w kieszeni u Struzika... Co z towarzystwo dla inteligenta. Nie współczuję, bo wiedziały gały, co brały... Cieszy mnie to przypomnienie oczywistości, że teatru może nie być, i nikomu to nie szkodzi... Warto by przemyśleli "optymiści" zapowiadający, że rabotają, pomysły mają, i za chwilę (w nowym sezonie)... Są śmieszni. Jakby niewyspany minister nie czuwał... Teatru dłuuugo nie będzie! A co potem? Przewidujący i roztropny Francuz twierdzi, że to samo, tylko gorzej

  • Użytkownik niezalogowany Tomasz Zaki
    Tomasz Zaki 2020-08-06   01:28:42
    Cytuj

    Wiele wskazuje na to ,że przerwa może być długa i teatr będzie się ratował małymi formami i działalnością poprzez internet. Wpływ na powstawanie nowych utworów przydatnych teatrowi bo będxie zależał od przebiegu epidemii i postawy władz.Jeżeli będzie dalej upierała się przy swoich niby przekształceniach w tej materii, pewnie napotka na większy opór twórców , co zaowocuje powstaniem nowych utworów scenicznych. Nie bez znaczenia będzie też scena polityczna ...opór społeczny wzrośnie , czy też przyjmie formę przystosowawczą.Ten miniony czas nie dał odpowiedzi ostatecznej i jedynie szukał form zastępczych przy obronie spraw wyjątkowo drastycznych.