AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Szczęśliwe dni: 26 marca

Fot. Karol Budrewicz  

Przeczytałem Dzienniki Andrzeja Łapickiego... La Rochefoucauld twierdził, że więcej zyskamy, ukazując się takimi, jakimi jesteśmy, niż usiłując się wydawać takimi, jakimi nie jesteśmy. Nie wiem, czy autor Maksym i rozważań moralnych miał rację. Po lekturze Dzienników uważam, że Łapicki mało zyskał, wiele stracił. A w każdym razie zaprzeczył swojemu wizerunkowi, który kształtował przez dziesięciolecia.

Z Dzienników wynika, że publiczna persona, którą stworzył, była fałszywa, a obnażająca i weredyczna szczerość intymnych zapisków wyraża jakieś skrywane alter ego – po prostu doktor Jekyll i pan Hyde.

Tak czy inaczej lektura nie przynosi satysfakcji – powoduje raczej niesmak i zażenowanie. Mnóstwo zacnych ludzi Łapicki obraża i poniża, nie licząc się ze słowami. Oczywiście w środowisku teatralnym zawrzało – mało jest takich, którym nie dowalił. Jedni próbują trzymać fason, inni nie ukrywają zawodu i przykrości. Wielka aktorka, przekonana do niedawna, że łączyła ją z Łapickim przyjaźń, zadzwoniła do mnie i powtarzała właściwie tylko jedno zdanie: „Powiedz mi, dlaczego on to zrobił, czy ja naprawdę jestem taka egzaltowana, jak on napisał?”.

Niektórzy już nie mogą się bronić, bo nie żyją. Ale jakby się czuła tak mi bliska, niezapomniana Marta Fik, którą Łapicki był łaskaw nazwać „cipą”?

Nie wiem, co odpowiedzieć. Sam znałem innego Łapickiego. Był moim rektorem w okresie, gdy studiowałem, a okres był burzliwy, posierpniowy. Pamiętam z jaką godnością zachowywał się podczas naszego strajku i potem w stanie wojennym. Zatrudnił mnie w PWST, a w 1990 roku jako prezes ZASP przejął „Teatr”, więc był formalnie moim pracodawcą. Pisał dla nas felietony, które zresztą wydaliśmy w osobnym tomiku, wielokrotnie miałem z nim do czynienia na gruncie zawodowym, podziwiając jego klasę, kulturę, poczucie humoru – nieco sarkastyczne, więc takie, jakie lubię najbardziej. W niezrównany sposób opowiadał anegdoty.

Raz mnie zbił z pantałyku, gdy podczas rozmowy o Fredrze oznajmił: „Ja jestem Fredrą”. Musiałem zrobić głupią minę, bo zaraz dodał: „Tak, proszę pana, Fredro się we mnie wcielił”.

Wziąłem to za pyszny żart i element autokreacji. Łapicki z wiekiem upozował się na zgryźliwego starca, który, stojąc już prawie nad grobem, gardzi światem i pomstuje na wszystko, co nie jest tradycją i przeszłością. Zresztą swoje felietony opatrywał zaczerpniętym od starego Fredry tytułem Zapiski starucha.

Ta poza jest wszechobecna na pięciuset kartach Dziennika. Jego mottem mogłyby być słowa Leszczyńskiego „Pora umierać”; albo słynne zdanie Kaliny Jędrusik, wygłoszone do Łapickiego: „Andrzeju, myśmy już byli”. Wszystko szambo, dookoła sami idioci i chamy, aktorzy niezdolni (nie to, co przed wojną), większość z nich utopiłby w łyżce wody, a już zwłaszcza Holoubka: ciągle gra i jeszcze ma pieniądze, uczenie w Szkole straszne, teatr bez sensu i właściwie umarł, własne aktorstwo – największa pomyłka w życiu, w polityce apokalipsa, krytyka – pies ją j...ł. No i ciągle mu wypominają czytanie Polskiej Kroniki Filmowej w latach stalinizmu.

Ile w tym małostkowości, frustracji, zawiści, huśtawki emocjonalnej! Ta pazerność na hołdy i forsę, te pawie ogony dygnitarza roztaczane w okresie, gdy był posłem, ta bigoteria i trzymanie się biskupiej sutanny, to wyłapywanie oznak łaskawości Glempa i Wojtyły, te spowiedzi u Niewęgłowskiego, po których trujące jady na kolegów płyną ze zdwojoną siłą – jakież to katolickie. To sumienne wyliczanie, co z kim i gdzie jadł na kolację, te łososie i awokada z krewetkami, a z drugiej strony – dosłownie – że go d… boli i prostata.

Niech by sobie pisał, co mu się żywnie podoba, ale po co to publikować, zwłaszcza, że w tej narcystycznej zupie ani jednej myśli, refleksji czy choćby dobrej anegdoty, tylko mizantropia i pogarda leją się strumieniami.

A przez tyle lat sprawiał wrażenie dżentelmena i inteligenta.

26-03-2018

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę:
komentarze (3)
  • Użytkownik niezalogowany Bobino
    Bobino 2018-03-30   00:59:29
    Cytuj

    Panie Januszu, nigdy Pan nie chciał wiedzieć, co ludzie naprawdę myślą? Przecież od tego jest właśnie teatr.

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2018-03-29   09:22:48
    Cytuj

    oczywiście! Jednak będąc hipokrytą i ssącym w życiu różne krowy, Majcherkowi do głowy przychodzą tylko pozory

  • 2018-03-28   23:39:52
    Cytuj

    Podziwiał pan Go w realu, zawiódł się na zapiskach chwil,w których Pański bohater nie musi liczyć się z nikim ani z niczym. Pamiętnik oceniamy jako odreagowanie, szczerość przed sobą samym, bo owa"klasa", wstrzemięźliwość i dystans w publicznym życiu - kosztują. Chciał Pan Prousta, psychodramy, monodramu a dostał coś bardziej cennego - szczerość. Z niesprawiedliwością niektórych doraźnych ocen (czasem później odwoływanych), z dosadnym skrótem, zgryźliwością uczestnika (w tym wielu ważnych wydarzeń) i obserwatora życia politycznego, teatralnego, towarzyskiego. Fascynujące. AP