AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Szczęśliwe dni: 7 maja

Fot. Karol Budrewicz  

„O lo Boga, lo świentego,/ Co by nic nie wyszło z tego.” Tym zawołaniem Dziwki Bosej z Witkacowskich Szewców chciałem załatwić kwestie aktualne i zająć się sprawami wiecznymi, zwanymi przez filozofów transcendentaliami. Ciągłe międlenie o tym – już Wy wiecie o czym – zaczyna mnie męczyć.

Szczerze mówiąc, nosiłem się z zamiarem napisania listu do Piotra Cieplaka, o którym czule myślałem podczas majówki. Przechadzając się w tak zwanych okolicznościach przyrody, odkryłem aleję starych gatunków jabłoni. Wszystkie drzewa były opisane. Studiując tabliczki, przypomniałem sobie dzieciństwo, gdy karmiono mnie jabłkami o takich nazwach, jak antonówka, koksa, kronselka, malinówka, papierówka, reneta szara i złota… Dziś są rzadkością albo całkiem zanikły, w sklepach występują inne, nowe odmiany.

Ale co ma Piotr do jabłoni? Ano ma, bo mój znakomity koleżka, jest, jak wiadomo, zapalonym dendrologiem; prościej mówiąc: opanował go fioł na punkcie drzew. Pod Warszawą założył arboretum, czyli coś w rodzaju kolekcji tych roślin (bo to chyba rośliny?). Sprowadza sadzonki, hoduje je, pielęgnuje, kocha i podziwia, jak się rozwijają. Przypuszczam, że z nimi rozmawia (może to jest odległe echo zainteresowań Piotra sprzed wielu lat, gdy brał udział w parateatralnych akcjach Grotowskiego, które polegały, jak słyszałem, na konwersacjach z drzewami?).

Piotr pięknie o tym swoim arboretum opowiada i jest gotów wiele dla niego poświęcić. Pewnego razu stałem się niejako współtowarzyszem poświęcenia. Minionego lata szefowa Teatralnego, pani Katarzyna Knychalska, zaprosiła nas na warsztaty ze studentkami (i bodaj jednym studentem) rozmaitych teatrologii. Spędziliśmy kilka czarownych, ale i pracowitych dni w mrocznych górskich ostępach, pośród leśnej głuszy, gdzieś na granicy polsko-czeskiej (w Karkonoszach zdaje się). Wykonawszy nasze zadania, porzuciliśmy panią redaktor na pastwę rozbójników oraz przyszłych – quelle expression grotesque – teatrolożek (z teatrologiem jako ornamentem) i ruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy.

Piotr posiada jakiś dorodny samochód, więc liczyłem na szybką i komfortową podróż. Nie przewidziałem tylko, czym się skończy niewinne z pozoru pytanie Piotra. Spytał mnie mianowicie, czy nie mam nic przeciwko temu, żebyśmy po drodze wstąpili do hodowli sadzonek, gdzie zamówił był rzadką odmianę już nie pamiętam czego, może lipy Brunnera? Odpowiedziałem, że on tu rządzi i, obserwując mijane wioski, miasteczka i miasta, oddaliśmy się przygnębiającej rozmowie: oto Polska w ruinie – mówiliśmy sobie, ogarnięci coraz czarniejszymi myślami.

Gdy przejeżdżaliśmy przez Opolszczyznę, zeszło na wspomnienia, bo Piotr jest opolaninem. W Opolu tańczył w zespole pieśni i tańca i uprawiał jazdę figurową na lodzie, więc było co wspominać. Gdy zostawiliśmy za sobą Katowice, przemknęła mi przez głowę myśl, że jedziemy nie całkiem w kierunku Warszawy, ale co tam, tak miło się gada i ojczyzna dookoła tak malowniczo zrujnowana…

Pod Krakowem postanowiłem zapytać, dokąd właściwie zmierzamy w sprawie lipy, ale Piotr akurat skręcił na Kielce. Dobra nasza, odetchnąłem z ulgą, przynajmniej z grubsza wygląda na to, że nie jedziemy w Bieszczady.

No i rzeczywiście, klucząc po drogach i dróżkach Ziemi Świętokrzyskiej trafiliśmy po ośmiu godzinach jazdy do miejsca, gdzie na Piotra czekała zamówiona lipa. Z pewnym trudem zmieściła się w samochodzie, sprawiając, iż reszta podróży upłynęła pod znakiem refleksji nad drzewostanem, co bardzo mnie, jak to mówią, ubogaciło, zważywszy, że z drzew rozpoznaję choinkę i to raz do roku, na Boże Narodzenie.

No i właśnie zamierzałem w liście do Piotra podzielić się z nim botanicznymi i filozoficznymi przemyśleniami, zwłaszcza, że zbliża się Piotrowa premiera Pana Tadeusza, a to jak wiadomo poemat o samej istocie bytu. Jednak nim sięgnąłem po pióro, wpadła mi w oczy wiadomość o pobiciu pana Pawła Demirskiego. Czyli, że to nie odpuszcza i zaklęcie Dziwki Bosej nie skutkuje. Transcendentalia muszą poczekać.

Pan Demirski ani mi brat, ani swat; prawdę mówiąc, w ogóle go nie znam. Czytałem parę jego sztuk, widziałem jakieś ich realizacje, czytuję wywiady z autorem, z którym trochę się zgadzam, a trochę nie. Generalnie jednak to nie moja bajka i mógłbym panu Pawłowi zadedykować słowa Sajetana Tempe: „Na miłość boską, tylko nie róbcie tych sztuczek z tak zwanego »nowego teatru«, bo się tu oto przed wami na te dywany wyrzygam i koniec”.

Ale, jak mawiał Jerzy Dobrowolski: teraz poważnie, bo czasem sobie żartujemy. Obejrzałem na zdjęciu pokancerowane oblicze pana Pawła i przeczytałem o szczegółach zdarzenia. Pan Paweł został pobity w sklepie na warszawskiej Ochocie i raczej nie dlatego, że jest autorem Tęczowej trybuny – po prostu stanął w obronie człowieka zaatakowanego przez kiboli. Powodem ataku był niewłaściwy, bo cudzoziemski wygląd ofiary.

Dalsze doniesienia są cokolwiek mętne. Kibole byli podobno – zupełnie się na tym nie wyznaję – z dwu nienawidzących się drużyn, co jakoby czyni nieprawdopodobnym fakt wspólnego przebywania w jednym miejscu bez wzajemnej agresji – autor informacji pisze, że pozabijaliby się między sobą. Ale może wrogość do obcego – w danym przypadku Pakistańczyka – była większa od wrogości między klubami? Ta solidarność ponad podziałami dobrze nie wróży na przyszłość, zwłaszcza gdy, jak w Białymstoku, prawdziwych Polaków z ogolonymi łbami wiedzie do boju fanatyczny klecha, który mentalnie zatrzymał się w epoce wypraw krzyżowych i Świętej Inkwizycji.

O ile jednak białostocki seans nienawiści jest dobrze udokumentowany, o tyle incydent z panem Pawłem pozostaje niejasny. Poszkodowany się nie wypowiada, o Pakistańczyku głucho, policja nic nie wie, informacje w mediach się urwały. Co się właściwie stało, nie bardzo wiadomo, ale nie w tym rzecz. Sytuacje tego typu są coraz częstsze, atoli przy całym szacunku dla pana Pawła (którego niniejszym pozdrawiam, choć nie byliśmy sobie przedstawieni) nie ma znaczenia, czy to on był bohaterem zdarzenia – na jego miejscu mógłby się w każdej chwili znaleźć ktokolwiek z nas. Pytanie, czy potrafilibyśmy tak jak on stanąć na wysokości zadania. Jeśli pan Paweł zareagował jak należy, to mi zaimponował, zresztą zaimponowałby mi każdy, kto postąpiłby podobnie. Jak sam bym się zachował, nie mam pojęcia.

Dalsze dywagacje zawieszam, żeby nie truć morałów. Poza tym muszę już kończyć, bo zaraz wychodzę na manifestację KOD-u. A ci, którym się to nie podoba, wiecie, co mogą mi zrobić – „sturba ich suka malowana, dziamdzia ich szać zaprzała”!

9-05-2016

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę:
komentarze (4)
  • Użytkownik niezalogowany Dziennikarka
    Dziennikarka 2016-05-11   01:49:43
    Cytuj

    Jeżeli chodzi o bójkę z udziałem Demirskiego to jest to dość ciekawa sprawa. Bardzo dokładnie opisana na facebooku. Post Demirskiego został w pewnym momencie udostępniony publicznie przez Jacka Poniedziałka. (ikona: Ziemia) A ponieważ go obserwuję to wtedy dowiedziałam się, że (cytaty z udostępnienia Poniedziałka): Magda Silska: ... A jak student?/ Paweł Demirski: student się dobrze bije/ Paweł Demirski: i tam, koniec końców daliśmy odpór/ Paweł Demirski: nie kurwa mać ty\lko kupujmy kastety/ Dorota Karaś: Tamci mają więcej szwów?/ Paweł Demirski: tamci zostali pobici;)/ Remigiusz Grzela: Paweł a policji zglosiliscie? Przecież obok komisariat. Trzeba zgłaszać, zeby chociaz rejestrowali, jaka jest skala tej agresji, bo przecież prokurator i tak umorzy/ Paweł Demirski: ja jestem ze szkoły , żetosię naulicy załatwia;/ Paweł Demirski: to jest powrót do korzeni;)/ Wszystko więc wskazuje, że to była bójka. Nie wiadomo kto zaczął. Nie wiadomo ilu ich było. Dwóch na dwóch? Do tego Demirski się chwali, że oni mocniej tamtym wpieprzyli. Boję się, że gdyby pokazali twarze tych kibiców, to wyglądałyby gorzej niż Demirskiego. Może gdyby to trafiło do sądu to wszyscy dostaliby takie same wyroki. Więc sprawa nie jest ewidentna, a powiedziałabym nawet, że śliska. Nie dziwię się, że Demirski boi się tego zgłaszać policji.

  • Użytkownik niezalogowany Maria Dworakowska
    Maria Dworakowska 2016-05-10   10:15:15
    Cytuj

    Serdeczności dla Autora.

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2016-05-10   07:31:13
    Cytuj

    u Grotowskiego "uprawiało się" zupełnie co innego, a dendrologia w tym konkrecie prowadzi do sadzenia b a n a ł ó w choćby o pancernej brzozie i takich tam bytach, które nie istnieją, ale twarzowo (dołączam się do wyrazów dla pana PD) wyglądają po zawsze tej samej gazecie. A kto gdzie chodzi tak i obrodzi: "trzeba mieć duży takt, by skończyć..."

  • Użytkownik niezalogowany MN
    MN 2016-05-09   20:49:48
    Cytuj

    Podobno to nie jest prawdziwa informacja, ale manipulacja.Pan Paweł jest cały i zdrów.