AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Szczęśliwe dni: 9 marca

 

„Jak żyć, panie premierze?” – zagadnął ktoś Donalda Tuska. Ja bym zapytał: „Po co żyć?”, mając w pamięci myśl nieuczesaną Leca: „Żyć jest bardzo niezdrowo, bo kto żyje, ten umiera”.

Oddychać źle, bo smog. Nie oddychać – odwalisz kitę. Jeść cokolwiek? Nie daj Boże – jedzenie szkodzi: konserwanty, barwniki, ulepszacze, cukier, sól, tłuszcz, mięso, jajka… Może zostać weganinem? Próbowałem. Ale po paru dniach spożywania zupy z glonów i sałatki z igliwia spałaszowałem golonkę po bawarsku, zagryzając tabletką na cholesterol.

Podobno można odżywiać się bliżej niezidentyfikowaną energią Kosmosu, ale chyba tylko jogini to potrafią.

Alkohol? Apage satanas! Palenie? Zabija. Studiując obrazki na paczkach papierosów, można się wykształcić na anatomopatologa. Nawet podejmując życie seksualne, trudno zapomnieć o poglądzie Kanta: „Seks jest bardzo przyjemny, ale ruchy niegodne filozofa”.

No i jeszcze do tego wszystkiego króluje wirus w koronie.
 
Media przeżywają niekończący się orgazm informacyjny. Czytam, słucham, oglądam, powtarzając sobie słowa dowcipnych Czechów: „Ja się nie boję, ja mam raka”. Aktualnie w fazie remisji, ale kto go tam wie. W mizerii zawsze mogę pooglądać telewizję publiczną, pod warunkiem, że przywrócę w odbiorniku usunięte kanały.

Przypominam sobie też, że nie dawniej niż sto lat temu grypa hiszpanka uśmierciła 50 milionów mieszkańców Europy. No, to robi wrażenie. A teraz ktoś pokaszle, gorączka mu skoczy i cały świat w histerii. Eseiści opiewający malarstwo włoskie omdlewają z rozpaczy. Seks-turystom poszukującym wrażeń w Tajlandii więdną fiuty. Po morzach błąkają się pływające trumny, co prawda bardzo luksusowe. Politycy przyjmują ojcowski ton. Nawet nasz Duduś osobiście zaleca przestrzeganie zasad higieny, które zapewne ustanowiła Psipsia z Nowogrodzkiej (na rysunku Mleczki mama sadza dziecko na nocniku, tłumacząc maleństwu: „Zapamiętaj, nie PiS, PiS, tylko psi, psi”).

Aktualność traci przedwojenna fraszka Jerzego Paczkowskiego:

Są dwa poważne powody,
Dla których Polska mi zbrzydła:
Za dużo święconej wody,
Za mało zwykłego mydła.

Nareszcie się wymyjemy. Zresztą cytowany już Lec pisał: „Wszystko w rękach człowieka, dlatego należy myć je często”.

„Nie lękajcie się” – że przywołam JPII w stulecie jego urodzin. Zarazy zawsze były. Przychodziły i odchodziły. Z dzieciństwa pamiętam, jak mama pokazywała mi cmentarz choleryczny i opowiadała o chorobie, która w przeszłości zbierała żniwo w naszym rodzinnym miasteczku.

Niektórzy czerpali z zarazy inwencję. Gdyby nie dżuma we Florencji, Boccaccio nie napisałby Dekameronu. Gdyby nie dżuma w Londynie, nie byłoby Dziennika roku zarazy, to zaś dzieło Daniela Defoe zainspirowało Camusa i Herlinga-Grudzińskiego. Epidemia wirusa HIV też obrodziła wybitnymi utworami. Fakt, że ceną była śmierć wielu, wielu ludzi.

Może to, co piszę, wygląda cynicznie, bo też w istocie bywam cyniczny. Ale szukam dobrych stron w niedobrym położeniu. Cynizm jest odwrotną stroną rozpaczy.

Pomyślmy jeszcze o życiu teatralnym. Stara tradycja aktorów grających w maskach zamieni się w nową (świecką?) tradycję gry w maseczkach. Aktorzy nasłuchujący szmerku na widowni będą teraz nasłuchiwać szmeru w płucach. Co prawda ludzie i w czasach wolnych od zarazy przychodzą do teatru, żeby się wykaszleć. Ucierpią teatry z wielkimi widowniami, natomiast przyszłość widzę przed scenami kameralnymi. Ideał: teatr jednego aktora dla jednego widza, a pomiędzy nimi kordon sanitarny.

Co grać? Oczywiście Czerwone nosy Petera Barnesa (mimo sporej obsady). Ta świetna sztuka, która miała przed laty bardzo udaną prapremierę w poznańskim Teatrze Nowym, dziś jest jak znalazł. Dzieje się w XIV wieku w Europie opanowanej przez „czarną śmierć”. Niejaki Ojciec Flote skrzykuje grupę kuglarzy – wśród nich jest jąkała-orator, ślepy żongler, smutny ksiądz, dwóch rzezimieszków i zakonnica. Kuglarze poprzez śmiech chcą przynieść ulgę cierpiącym ludziom. Wyruszają w podróż do papieża, żeby wsparł ich w misji przeprowadzenia śmiechoterapii.

Co więcej nam zostało? Jak mawiał Figaro: „Wobec tego, że ludzie mogą wybierać jedynie między głupotą a szaleństwem, tam, gdzie nie widzę zysku, chcę bodaj mieć uciechę; niech żyje wesołość! Kto wie, czy świat potrwa jeszcze trzy tygodnie”.

09-03-2020

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany xyz
    xyz 2020-03-14   17:46:12
    Cytuj

    Bardzo mnie Pan rozweselił stwierdzeniem, że ludzie przychodzą do teatru, by się wykaszleć. Niech więc żyje wesołość, dziś zwłaszcza.