AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Teatr zemsty rodowej

Dziennikarz „Polityki” i „Studia Opinii”.
A A A
Fot. Karol Budrewicz  

Spektakl Nasza klasa grany jest nieprzerwanie już piąty rok. Jedno z niewielu w Polsce przedstawień, które można grać bez końca, jak Hair na Broadwayu, choć to porównanie niezbyt jest stosowne.

Na tym jednak nie koniec. Udało mi się dostrzec jeszcze mniej stosowne. Mamy do czynienia nie tyle z widowiskiem kultowym, co z teatrem na temat wielkiego mechanizmu (jak pisał kiedyś o Szekspirze Kott). Lecz mechanizmu nie władzy, a zemsty rodowej. Autor tekstu, Tadeusz Słobodzianek, kiedyś świetny krytyk pisujący w „Polityce” jako Jan Koniecpolski, odpiera ataki niewydarzonych polemistów, dla których Nasza klasa kończy się na skojarzeniach z książkami Grossa (Sąsiedzi) i Anny Bikont (My z Jedwabnego). Widzą też ślady Umarłej klasy Kantora, o której Jerzy Grotowski mówił, że to arcydzieło. Spektakl według Słobodzianka arcydziełem nie jest, ale być nie musi. Arcydzieło rzadko kiedy bywa wypowiedzią, która potrafi wstrząsnąć. A Nasza klasa to czyni, wyjaśniając – jak mało który utwór – mechanizmy antysemityzmu.

Arthur de Gobineau, pomysłodawca faszyzmu, autor pracy o nierówności ras, dyplomata francuski akredytowany m.in. w Persji (połowa XIX w.), opisał w swoich opowiadaniach z Kandaharu konflikty rodowe. W rozliczeniach klanowych zemsta była prawem i świętym obowiązkiem. Plemiona pusztuńskie uznały za kodeksem Hammurabiego , że odpowiedzialność za przewiny sprawców spada na całą rodzinę. Problem w tym, że za poszkodowaną uważała się każda ze stron. I każda ze stron chciała być sędzią we własnej sprawie.

W jaki sposób ustawodawstwo babilońskie przetrwało po sąsiedzku przez Zatokę Perską do naszych czasów? Wyjaśnienia należy szukać w wierzeniach Pusztunów, którzy uważają się tu i ówdzie za potomków zagubionego w górach Hindukuszu plemienia żydowskiego. Hitlerowi, który kazał widzieć w Pusztunach prawzór rasy aryjskiej, bo Afganistan Pusztunów to starożytna, rówieśna Babilonowi Ariana, nikt o tym nie powiedział.

W Białostockiem przed wojną do szkoły w małym miasteczku chodziła grupa dzieci z rodzin polskich i żydowskich. Stosunki między nimi układały się jak między plemionami Pusztunów, kiedy nie było wojny. Młode Żydówki budziły zainteresowanie wiejskich chłopaków, ci z kolei solidarność klasową (nie mylić z przymiotnikiem marksistowskim) przekładali nad solidarność kulturową wobec własnego etnosu. Aż przyszła wojna. W Białostockiem przed Niemcami pojawili się Sowieci. Mieli już za sobą próby włączania kawałków województwa do Rosji w czasie wojny polsko-bolszewickiej, kiedy narzucano tamtejszym Polakom (i Żydom) takie organizmy, jak Komuna Miasta Łomży, którą w apologetycznej powieści, jak gdyby Łomża była Paryżem, opisywał Leon Pasternak. Żydzi prześladowani przez polskich nacjonalistów, bici kijami w szkole i na ulicy, widzieli w Sowietach ochronę. Niektórzy poszli na współpracę z okupantem. Kto tu winien? Zemsta. Polacy bili swoich kolegów ze szkoły. Więc oni winni. Zemsta. Żyd doniósł, więc on winien, bo ojca jednego z polskich chłopców posłano na Syberię. Zemsta. Przyszli Niemcy. Partyzantka polska pamiętała o Żydach komunistach. Zemsta. Wykonano szereg wyroków. Ale nienawiść sięgała dalej. Wyprowadzono Żydów z miasteczka, już nie tylko uczniów, na rynek, a potem zagnano do stodoły i zarzynano jak zwierzęta. Potem palono. Chłopcy z polskich rodzin gwałcili swoje koleżanki Żydówki. Zemsta. Po wojnie jeden z Żydów przechowywanych przez koleżankę ze szkoły, wiejską cwaniarę, trafił do UB, a potem przesłuchiwał i torturował kolegów z klasy, którzy zarzynali Żydów. Zemsta. Koledzy z klasy trafiali do więzienia na wiele lat. Przyszedł rok 1956. Powychodzili z więzień. Zemsta. Mimo że przed wojną tłukli Żydów, w czasie wojny gwałcili Żydówki i palili w stodole całe ich rodziny, w czasie odwilży stali się patriotami i bojownikami o demokrację – desowietyzację. Żydzi wyjechali, gdzie kto mógł – do Ameryki, do Izraela. Zemsta. Przyszedł marzec 1968. Antysemickie czystki, które wcześniej ogarnęły wojsko za sprawą generała Jaruzelskiego, stały się nieoficjalnym programem PZPR. Zemsta. Opisać? Obrażanie narodu polskiego! Milczeć? Będzie się tliło po cichu. Najlepiej umrzeć i zostawić to wszystko przyszłości… Może postawić Muzeum Historii Żydów Polskich… A tam powiesić trzy portrety antysemity Staszica i ani jednego Batorego. A przecież to Batory ustanowił karę śmierci dla każdego, kto oskarży Żyda o dolewanie krwi chrześcijańskich dzieci do macy.

W przedstawieniu Słobodzianka nie można zmieścić generałów Komara i Freya-Bieleckiego, którzy rozkazali swoim jednostkom walczyć, gdyby Rosjanie wkroczyli. Nie ma jak pokazać w tle płótna Matejki o tym, jak Żydzi dziękują Władysławowi Hermanowi za schronienie w Polsce. Spektakl według Słobodzianka mimo podtytułu Historia w XIV lekcjach nie wypełnia roli podręcznika. Jest historią jednego miasteczka, w którym ksiądz nie potrafi zająć stanowiska w sprawie pogromów antyżydowskich, bo biskup mu nie kazał.

Spektakl reżyserował Słowak Ondrej Spišák. U siebie ma on klasę pełną kompatriotów, lecz także Rusinów i Cyganów. W Colombo sztuka zabrzmiałaby jako przypowieść o Tamilach i Syngalezach. W Iranie – o Persach i Arabach. W Turcji o rodakach prezydenta Erdogana i Kurdach. W Chorwacji o koszu pełnym oczu, który wymyślił Malaparte, i Serbach. W Los Angeles o Gringos i Chicanos. Zagraniczne sukcesy Słobodzianka radują, ale nie powinny odwracać uwagi od polskiego miasteczka, w którym Żydzi stanowili połowę jego mieszkańców, jeśli nie większość. Warto pamiętać, że w bibliotece dramatów polskich mamy niejedną Zemstę. Nie tylko Fredry.

19-12-2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: