AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Twórcze Święta

 

Jest w Zakopanem Dom Pracy Twórczej. Na czas świąt Bożego Narodzenia nie tak łatwo było się do niego dostać, zwłaszcza w latach siedemdziesiątych, kiedy szarość równo zalewała ojczyznę, a władza skutecznie reglamentowała wszelkie przywileje.

Kto chciałby, nie znając tamtego czasu, uchwycić coś z owego klimatu, powinien poczytać o domu Gribojedowa i o Pierediełkinie w Mistrzu i Małgorzacie.

Naturalnie nikt już nie karmił artystów kawiorem, ale co by nie mówić – podawano śniadanie do łóżeczka!

A jednak udało nam się. Żona wystarczająco wcześnie zajęła kolejkę i oto byliśmy w raju.

Cieplutko i miło, podłogi wypastowane, wszyscy uśmiechnięci. Wygląda na to, że większość osób zna się od dawna. Oprócz nas. Jesteśmy najmłodsi i nie znamy nikogo.

Z prawej mieszka Słynny Pisarz Historyczny, z lewej Wybitny Dramaturg, naprzeciwko Autor dla Młodzieży, opodal Modna Poetka, a wokół – na górze i na dole – Literaci, Tłumacze, Powieściopisarze oraz w najgorszym wypadku Uznani Krytycy i Badacze.

Plan był taki, że jak już trochę odpoczniemy, to coś napiszemy – ostatecznie po to się jeździ do takiego Domu.

Plan doskonały, ale jak tu pisać, gdy od świtu zza wszystkich ścian tuk-tuk, tuk, tuk-tuk, tuk, bo wszyscy przywieźli maszyny do pisania i zaledwie przełknęli kawusię, rogaliki z masłem i pyszną konfiturą, już zabierają się do wzbogacania kultury narodowej.

Może dla kogoś ten stukot byłby obojętny, a nawet inspirujący, ale nam całkiem odjęło zapał do mnożenia słów i zdań – włóczyliśmy się do Doliny Chochołowskiej i z powrotem, nigdzie nie dostrzegając nic ciekawego poza śniegiem i tłumem ludzi równie jak my spragnionych przyśpieszonej rekreacji i równie jak my zdezorientowanych.

To nie były czasy radosnego bazaru z setkami kolorowych światełek na każdej chałupie, automatów do gry, balonów w promocji i nieustannych zachęt do czerpania radości z życia, czyli wydawania pieniędzy.

Góry owszem, piękne, zaśnieżone, spacery zdrowe, tu i ówdzie widać już nadchodzące święta Bożego Narodzenia, czyli jakieś niezbyt wyszukane stroiki choinkowe na prawie pustych wystawach, ale gdyby nie doskonałe posiłki w Domu Pracy Twórczej, to nastrój wokół raczej niewesoły.

Z tym większą uwagą patrzymy na wszystko, co robią i mówią Luminarze.

Przy obiedzie siedzimy z Badaczką Ruchu Rewolucyjnego (jest tylko trochę wyżej od nas w hierarchii towarzyskiej) i szybko orientujemy się, że oprócz opisu fantastycznie precyzyjnej metody układania fiszek bibliotecznych nie ma nam nic interesującego do opowiedzenia.

Wieczorem idziemy do pokoju telewizyjnego, gdzie na dość dużym i już trochę kolorowym ekranie widać kolejne atrakcje programu pierwszego (Bolka i Lolka albo Reksia), programy lokalne, Dziennik, prognozę pogody…

Wszyscy siedzą i patrzą. I to jak patrzą!
Bolek goni Lolka.
- Przewróci się – mówi Pisarz Historyczny.
- Mały go nie dogoni – odpowiada Dramaturg.
- Dajcie popatrzeć – strofuje ich Poetka.
- Mówiłem, że dogoni – cieszy się Pisarz.

Dziennik oglądają w zupełnym milczeniu. Spiker chrzani dyrdymały: spust surówki w hucie imienia Lenina, towarzysz Gierek z braterską wizytą, ciekawostka przyrodnicza – sikorki przyleciały za późno. Milczą. Wpatrują się w te sikorki ze zdumiewająco napiętą uwagą – trudno zrozumieć, co chcą zobaczyć.

A może to tylko dyplomatyczna czujność? Dużo w życiu widzieli, nie tacy głupi, żeby komentować cokolwiek – obrady Biura Politycznego czy spóźnione sikorki.

Nie, to coś więcej, znacznie więcej. Czuje się, że oni chłoną świat obrazów z bezkrytycznym podziwem i z całkowitą ufnością. Po prostu uzależnili się od czegoś, co się pojawiło – nowe, nieznane, cudowne. Magiczna kula.

I nagle… trzaski, błyski, burza śniegowa nad Domem, a telewizor zaczyna migać!
- Ruszcie anteną – mówi Krytyk. – Jest pod złym kątem.
Ruszają, ale nie pomaga.
- Trzeba stuknąć – radzi Poetka. – Ja u siebie stukam tak ręką na płask i zawsze pomaga.
Stuka. Nie pomaga. Jeszcze raz. Nie pomaga.
- Może trochę pomachać anteną – proponuje Dramaturg. – Znajdziemy najlepszą pozycję.
Macha, a inni pokrzykują:
- Oooo, już prawie dobrze! Popsułeś, było lepiej. Rozłóż tak ręce. Pomaga… Stój, nie ruszaj się! Znowu popsułeś!
 - Pan z telewizji – zaczepia mnie nagle Słynny Tłumacz. – Może pan coś poradzi?
Panika.
Nic nie poradzę, bo wiadomo – burza, a poza tym ja nic nie wiem o naprawianiu telewizorów!
Jeden program w telewizji zrobiłem, a ci już wiedzą, że z telewizji !
I jak tu w czasie burzy tłumaczyć tym wszystkim Mistrzom Słowa, że nie mogę ugasić ich potężnego pragnienia, ich tajemniczego głodu, który chcą nasycić oglądaniem Wicherka z prognozą pogody, a następnie programem rozrywkowym Z wizytą u was?

Na szczęście dla mnie gaśnie światło. Nie ma prądu.

Ktoś z personelu wnosi kilka świeczek, ale nikt nie wychodzi, bo w pokojach jeszcze gorzej – pisać się nie da, bo ciemno, zresztą może włączą prąd i telewizor zadziała?

Stopniowo, powoli, zaczyna się wspólna rozmowa.

O czym? Pisarz Historyczny opowiada o paryskich latach Mickiewicza tak sugestywnie, że zaczyna się widzieć tego nieszczęśliwego wygnańca i jego los. Tłumacz deklamuje wiersz Zima, którego nie znamy i który natychmiast pragniemy zapamiętać. Autor dla Młodzieży przytacza parę przezabawnych anegdot z życia filaretów. Krytyk zdradza sekret: „Kobieto! Puchu marny!” to wersja, którą zaproponował Zan; oryginalna wersja stworzona przez wieszcza brzmi: „Kobieto! Boski diable!”.

Badaczka Ruchu Rewolucyjnego włącza się tak, jakby znała osobiście Ksawerę Deybel i Towiańskiego. Potem dowiadujemy się, że matka Adama była z domu Majewska, czyli pewnie Żydówka.
 
Na zakończenie Poetka czyta parę swoich utworów. O miłości do książek. Prześliczne!

Zasypiamy o trzeciej w nocy z uczuciem, że byliśmy na Parnasie. I to Parnasie pełnym Muz i Myśli Opozycyjnej.

Rano naprawiają elektryczność, ale telewizor nadal nie działa.

Po kolacji obserwujemy dziwne zjawisko – kilka osób czeka w pokoju telewizyjnym, nie wiadomo w jakim celu.

My też czekamy. Może zdarzy się cud i ten cholerny telewizor będzie popsuty przez całe święta?

Niestety. Pojawia się młodzieniec, na oko w wieku lat dwudziestu, ze śrubokrętem w ręku.
- Pan to tak pokręci, pokręci i zadziała – podlizuje się bezwstydnie Badaczka Ruchu Rewolucyjnego.
- I jeszcze zdążymy zobaczyć Zwierzyniec – wtóruje Dramaturg.

Młody obrzuca staruszków pogardliwym spojrzeniem i nie odpowiada. I tak im robi łaskę, że tuż przed świętami oddaje swój cenny czas. Kierowniczka załatwiła sprawę po znajomości i musiał przyjechać aż z Nowego Targu.

Wieczór przebiega bez zakłóceń, to znaczy wszyscy śledzą z niewiarygodną czujnością ucieczkę Reksia przed buldogiem.
- Nie dogoni go – oświadcza Pisarz.
- Jeszcze by tego brakowało – dodaje Poetka.
I patrzą. Jak oni patrzą! Pożerają każdy obraz z dziecinną naiwnością, z religijnym wręcz skupieniem!

Nie wyśmiewam się z nich. Mieli swoje lata, byli zafascynowani niezwykłym, nowym wynalazkiem. Dziś wszyscy nie żyją. Niektórzy pozostali w historii literatury, o innych mało kto pamięta.

Temu jednemu wspaniałemu wieczorowi zawdzięczam fakt, że nieco później odważyłem się napisać moją pierwszą sztukę. O Mickiewiczu.

A opowiadam tę historię po to, aby przyznać się do grzechu zaniechania. Myślałem o tym. Pragnąłem tego całym sercem. Marzyłem. Niestety zabrakło mi odwagi.

Nie popsułem telewizora w Domu Pracy Twórczej i działał przez całe Święta Bożego Narodzenia.

Nawet opłatkiem nasi wspaniali współmieszkańcy dzielili się szybko, bo pędzili obejrzeć kolejną dobranockę.

Spowiadam się ze swojej winy, bo czuję, że gdybym zdobył się na ten mały sabotaż, nie tylko tamte święta, ale i cały świat byłby odrobinę lepszy.

Przez moje tchórzostwo nie było następnych spotkań przy świecach, głębokich pytań, fascynujących opowieści, sekretów literatury, tajemnic warsztatu humanisty, rozmów o celu i sensie życia, deklamowania pięknej poezji.

Właśnie przeczytałem w Internecie, że uczeni amerykańscy stwierdzili wyraźną zależność między ilością chorych na chorobę zwaną autyzmem a liczbą osób posiadających telewizję kablową.

Internet to wspaniały wynalazek.
Bawię się nim jak dziecko.

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany Krzysztof Piasecki
    Krzysztof Piasecki 2016-10-15   15:40:11
    Cytuj

    Maciek, Bardzo miłe . Bywałem tam i opisałeś jak było Pozdrawiam serdecznie Krzysztof Piasecki P.S.Zmieniłeś emaila prześlij mi prosżę nowy adres K.