AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Widz niestabilny psychicznie albo pedagogika wstydu

 

Ci tu grają w najlepsze, rozpędzają się do bardzo wysokiej temperatury emocjonalnej, a tu „taram taram dam taram ta dam tam dam!” – na widowni dzwoni komórka. Ktoś zapomniał i nie wyłączył!

Czerwony ze wstydu grzebie w torebce lub plecaku, rzuca przepraszające spojrzenia i nawet nie może się usprawiedliwić, że miał ciężki dzień, kłopoty żołądkowe, dziecko odbierał z przedszkola, a potem dostał telefon, że mu ten projekt odrzucili. Nieważne. Nie ma litości. Nienawidzą go.

W świątyni sztuki nie wolno. Świątynia to świątynia.

Fala nienawiści płynie od wszystkich widzów, a reżyser, jeśli był przypadkiem na przedstawieniu, uspokaja się dopiero następnego dnia przed snem, a i to po zażyciu nerwosolu. Aktorzy wybici z transu życzą właścicielowi (lub właścicielce) bolesnej i długotrwałej kary (najlepiej śmierci), no ale trudno – show must go on.

Człowiek nie chciał, człowiek się pomylił.

Wie, że pomyłka jest trudna do wybaczenia, ale z drugiej strony uruchamia się psychologiczny mechanizm, myśli pędzą w kierunku: „No co, nic się takiego nie stało, zaledwie parę sekund, przeprosiłem, wyłączyłem, no już, już, odczepcie się ode mnie, zresztą to przedstawienie nie takie znowu, żeby…”.

Nie ma wyjścia, prawo jest prawem, powinien zrozumieć, że postąpił w sposób niewybaczalny i przywrócenie kary śmierci specjalnie na tę okoliczność jest prostą konsekwencją jego zachowania.

Pozyskanie większości sejmowej dla ukarania czynu tak haniebnego to kwestia czasu, zjawisko trzeba wyplenić radykalnie, wybaczenie, nawet po ewentualnej skrusze i przewidzianej pokucie, nastąpi, ale raczej już po wykonaniu tak zwanej kary głównej.

Żartuję sobie, ale żart wyolbrzymia jedynie problem wcale niemały.

Bo, oczywiście, widzowie wychodzą z przedstawienia i szybko zapominają o zdarzeniu. Przestępca pamięta dłużej, ale w końcu też zapomina. Może najdłużej pamiętają poszkodowani, czyli ci, którzy stali na scenie.

Co jest najważniejszą radą, jaką można im dać w tej sytuacji?

Powiedzcie sobie – zdarza się. Powiedzcie sobie – zamienię to w anegdotę. Powiedzcie sobie – było, minęło, hej! Powiedzcie sobie – taki jest świat, trzeba żyć dalej.

Bolesna prawda, że my, którzy ani komórki nie włączaliśmy, ani nie obserwowaliśmy spektaklu, tylko wykonywaliśmy swoją trudną emocjonalnie robotę, nie umniejsza naszej traumy, a raczej ją konserwuje.

A odpowiedź na pytanie, kto i dlaczego dzwonił do tej roztrzepanej postaci na widowni, jest problemem nieistotnym i nic nie zmieni w fakcie, że popsuli nam robotę. Stało się.

Mógł to naturalnie być spisek wrogich sił, a może nawet intryga naszego osobistego rywala. Mogła to być przemyślana prowokacja mająca na celu zniszczenie naszej wielomiesięcznej pracy.
Mogła dzwonić ciocia przestępcy w sprawie lekarstwa na bolące stawy.

Rozmyślania nad źródłami tego wydarzenia mogą nam zająć znaczną część naszego życia, a nawet zmienić nasz światopogląd.

Problem wdarł się do naszej świadomości, zranił i odreagowanie nie jest proste, zwłaszcza dla osób wrażliwych – jak wszyscy artyści. Trauma to trauma.

Czy przypadkiem rozwiązaniem nie jest ta sama odpowiedź, której udziela się zwykle na pytanie, z czego zrobione są parówki? Brzmi ona: „Nie chcesz tego wiedzieć”.

Mądrością w pewnych wypadkach byłoby nie chcieć tego wiedzieć. Zapomnieć.

„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili…”

Dziwna ta mądrość. Jakaś taka strasznie tolerancyjna i niekonsekwentna.

22-04-2016

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę:
komentarze (3)
  • Użytkownik niezalogowany czepialska
    czepialska 2016-05-06   18:09:50
    Cytuj

    Jak się nie ma tematu na felieton, to się go nie pisze, a nie czepia głupot.

  • Użytkownik niezalogowany Sieniek
    Sieniek 2016-04-25   17:24:39
    Cytuj

    A o tych co siedzą przy takim "przestępcy" to Pan zapomniał? Oni, niewinni, mogą się tylko odsunąć jak z linii strzału ale w granicach swojego krzesła, robiąc miny: "to nie ja", "to nie moja", "ja nie jestem z tą osobą!", "jak tak można?". A jak toto odezwie się u partnera z którym się przyszło, to jak się zachować?

  • Użytkownik niezalogowany Telefon Komórkowy
    Telefon Komórkowy 2016-04-25   07:43:41
    Cytuj

    Ma Pan humor Drewniaka i problemy pierwszego świata. Kiepskiej baletnicy wadzi rąbek u spódnicy. Puknij się.