AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Papież lokówki, Napoleon ondulacji

 

W holu warszawskiego Teatru Wielkiego, tuż przy głównych schodach, zawieszono pokaźnych rozmiarów portret w złoconej ramie. Na obrazie widać mężczyznę o lekko androgynicznych rysach, ubranego w orientalny kostium. Za szczupły jak na śpiewaka, zbyt przygarbiony jak na tancerza – kim jest? Mogłoby się wydawać, że to jakiś aktor, może przebrany w kostium muzyk albo kompozytor, choreograf lub reżyser. Ale nie. Mężczyzna na portrecie jest fryzjerem.

To Antoni Cierplikowski – genialny stylista fryzur, którego talent rzucił na kolana Paryż, Londyn i Nowy Jork, artysta, wynalazca, milioner, celebryta, przyjaciel Jeana Cocteau, znajomy Coco Chanel, Pabla Picassa czy Salvadora Dali. Jego historię wyglądającą jak hollywoodzki scenariusz przypomina wystawa zorganizowana przez Muzeum Teatralne „Antoine. Oddany pięknu” pod kuratelą Katarzyny Wodarskiej-Ogidel.

Gabloty z eksponatami, obrazy, rysunki, plakaty i zdjęcia ciągną się dyskretnie przez dolne foyer Teatru Wielkiego. Ekspozycja została tak pomyślana, by dało się ją zobaczyć w całości podczas antraktu.

Dzisiaj zapomniany, kiedyś Antoni Cierplikowski obracał się wśród najbogatszych, najpotężniejszych i najbardziej rozpoznawalnych osób epoki. Wyznaczał trendy i był uznawany za wyrocznię w sprawach dobrego smaku. Urodził się w Sieradzu w 1884 roku. Ojciec był szewcem, matka krawcową. Posiadającego piątkę rodzeństwa Antoniego rodzice posłali na przyuczenie zawodu do krewnych, którzy prowadzili zakład fryzjerski w Łodzi. Nastolatek okazał się pojętny i szczerze zainteresowany rzemiosłem. Często zastępował przy pracy swojego nadużywającego alkoholu nauczyciela. Klientki były zaskoczone umiejętnościami i pomysłowością chłopaka. Wyraźnie różnił się od innych łódzkich fryzjerów. Stawało się jasne, że młody terminator marnuje się w tym mieście. Łódź była wówczas prowincjonalnym rosyjskim ośrodkiem przemysłowym. Jakie perspektywy dawała delikatnemu i wrażliwemu na piękno Cierplikowskiemu, który odkrywał w sobie powołanie nie rzemieślnika, ale artysty? Sprawę komplikował jeszcze fakt, że chłopak zaczął uświadamiać sobie swój homoseksualizm.

Decyzja o wyjeździe do Paryża musiała go wiele kosztować. Miał zaledwie 17 lat, gdy samotny, z majątkiem mieszczącym się w walizce, wysiadł z pociągu na Gare du Nord. Znający do tej pory wyłącznie rodzinny Sieradz i pobliską Łódź chłopak znalazł się w stolicy ówczesnego świata.

Paryska kariera Cierplikowskiego to klasyczne „od zera do milionera”. Zaczynał na samym dole fryzjerskiej hierarchii, układając treski i peruki w suterenie znanego salonu prowadzonego przez pana Decoux. Mieszkał w podrzędnym hoteliku, z trudem zarabiał na bilety do teatrów i muzeów. Ale wielkomiejski świat kusił. Młody Polak nadrabiał braki w edukacji, uczył się języka, poznawał panujące w modzie trendy. Po trzech latach dopuszczono go do strzyżenia klientek. Nazywany „małym Rosjaninem” chłopak od razu zrobił furorę. Cierplikowski nie powielał schematów. Na każdą ze swoich klientek patrzył jak na niepowtarzalne dzieło sztuki. Układając włosy, szukał kombinacji, która najlepiej podkreślałaby urodę i charakter strzyżonych kobiet. Te odpłacały mu absolutnym zaufaniem. Każde jego dzieło stawało się żywą reklamą. Polecany z ust do ust Cierplikowski wkrótce stał się najpopularniejszym fryzjerem w salonie. W zakładzie monsieur Decoux ustawiały się długie kolejki kurtyzan, aktorek, tancerek, śpiewaczek, wkrótce także żon przemysłowców i posiadaczy ziemskich. Fryzjera wzywano do paryskich apartamentów, podmiejskich posiadłości, w sezonie letnim także do nadmorskich kurortów. Mężczyzna zaczął dbać o swój wizerunek. Zamiast modnej wśród mężczyzn czerni zakładał jasne jednolite stroje. Preferował biel i błękit. Klientki zwracały się do niego per „Antoine”. To imię przekuło się wkrótce w markę rozpoznawalną przez cały Paryż.

Przełomem w karierze okazała się wizyta u znanej aktorki Èvy Lavallière. Ponad czterdziestoletnia kobieta, dochodząca do siebie po ciężkiej chorobie, nie wyglądała najlepiej. Tymczasem przygotowywała się do powrotu na scenę dwiema komediowymi rolami, które wymagały od niej zagrania nastoletnich dziewcząt. Antoine zdecydował się na radykalne rozwiązanie. Ściął długie włosy aktorki, zostawiając jej krótką grzywkę i pukle ledwo zakrywające uszy. W ten sposób powstało słynne uczesanie nazywane w Polsce fryzurą na pazia, a we Francji a la garçonne – na chłopczycę. Działo się to w roku 1909 – w czasie, w którym damscy fryzjerzy używali raczej grzebieni niż nożyczek, a krótkie włosy mogli nosić wyłącznie mężczyźni. Powrót Lavallière na scenę okazał się sukcesem. Jej sceniczny wygląd był szokujący. Rysunki krótkowłosej kobiety obiegły prasę. Było jeszcze za wcześnie, by fryzura na pazia zyskała popularność – stało się to dopiero na skutek zmian obyczajowych po pierwszej wojnie światowej. Wówczas wizerunek krótkowłosej kobiety zaczął funkcjonować jako symbol nowoczesności.

Wyczyn Cierplikowskiego rozsławił go przede wszystkim w kręgach artystycznych. Do fryzjera przychodziły największe sławy francuskich scen i estrad. Antoine strzygł Sarę Bernhardt, Isadorę Duncan, Eleonorę Duse, Cécile Sorel, Matę Hari, Josephine Baker. Ich popularność przyciągała z kolei arystokratki i bywalczynie salonów.

Trudno jednoznacznie określić jego styl. Jego twórczość była różnorodna i rozciągała się od użytkowych, możliwie naturalnych i minimalistycznych fryzur, przez fantazyjne, ozdobne kompozycje po kompletnie teatralne, wielkie i niepraktyczne uczesania z szeregiem doczepianych elementów, tresek i zakamuflowanych peruk. Lubił odtwarzać historyczne fryzury, inspirując się dawnym malarstwem. Odwzorowywał między innymi uczesania postaci Velázqueza i Botticelliego. Krytycy zarzucali mu, że uczesane przez niego kobiety są za mało kobiece, że zaciera różnice między męskim i żeńskim i że chociaż dzięki Antoine'owi jego klientki młodnieją, to jednak przypominają bardziej efebów niż urocze dziewczęta. Fryzjer na podobną krytykę zwykł odpowiadać, że nikogo nie zmusza, by przychodził do jego zakładu.

Na wystawie Muzeum Teatralnego podziwiać można szereg grafik przedstawiających kompozycje Antoine'a. Utrzymane w modernistycznym stylu rysunki tchną estetyką i harmonią. Widz instynktownie czuje jednak, że obraz fryzury jest tylko cieniem oryginału. Klientki Cierplikowskiego poruszały się: odgarniały włosy, przechylały głowy, obracały się, chodziły, wstawały i siadały. Były żywe. Ich uczesanie współgrało ze strojem, z mimiką, z otoczeniem. Intencją fryzjera było, aby fryzura uwypuklała cechy urody i charakteru. Tego rysunek nie jest w stanie oddać. Nie umiemy wyobrazić sobie wrażenia, jakie robiła kobieta, która świeżo po wizycie u Antoine'a pojawiała się na przyjęciu. Okazuje się, że fryzjerstwo jest sztuką bardziej może jeszcze ulotną niż teatr.

Wkrótce sławny paryski fryzjer założył własny salon pod numerem 5 przy rue Cambon w pierwszej dzielnicy Paryża, niedaleko Luwru i Comédie-Française, tuż obok słynnego, funkcjonującego do dzisiaj butiku Coco Chanel (rue Cambon 31). Jego zakład miał być absolutnie nowatorski. Antoine jako jeden z pierwszych oferował klientkom mycie włosów – do tej pory robiono to rzadko i wyłącznie w domu. Był pionierem w wykorzystywaniu sprayów do włosów i elektrycznych suszarek, jako pierwszy zaproponował także układ sali, w której klientki były sadzane obok siebie i mogły ze sobą rozmawiać. Wcześniej praktyką było odgradzanie strzyżonych osób ściankami, tworzącymi klaustrofobiczne boksy. Cierplikowski chciał, żeby kobiety korzystające z jego usług czuły się komfortowo, ekskluzywnie i absolutnie wyjątkowo. Zaprojektowanie wystroju powierzył polskiej malarce i rzeźbiarce, Sarze Lipskiej, która wstawiła eleganckie i miękkie meble buduarowe, ozdobne dywany i liczne wazony ze świeżymi kwiatami. Ściany zdobiły obrazy współczesnych malarzy – między innymi Picassa i Modiglianiego, których dzieła wówczas nie osiągały jeszcze astronomicznych cen, jakie znamy dzisiaj.

Na czekające na swoją kolej klientki czekał bar oferujący alkohole i gorące napoje. Na życzenie przynoszono także posiłki z pobliskich restauracji. Założyciel skrupulatnie dbał o personel. Najchętniej sam szkolił fryzjerów, dbając nie tylko o ich umiejętności rzemieślnicze, ale także o takt, dobre maniery i dyskrecję. Idealny fryzjer miał być jednocześnie stylistą, przyjacielem i spowiednikiem. Nic z tego, co klientka powiedziała w salonie, nie mogło wyjść na zewnątrz.

Oferta zakładu była kompleksowa. Poza strzyżeniem oferowano także między innymi zabiegi regeneracyjne dla włosów, manicure, masaże, makijaż, pomoc w doborze garderoby. Kobieta po wizycie przy rue Cambon miała wyjść całkiem odmieniona.

Oferowane w zakładzie Antoine usługi były drogie, skierowane do najzamożniejszych z Paryżanek i kobiet odwiedzających miasto. Autorka biografii Cierplikowskiego, Marta Orzeszyna, oszacowała koszt wizyty w salonie swojego bohatera na około 2000 dzisiejszych dolarów, czyli przy obecnym kursie około 8000 złotych. O wiele droższa była jednak indywidualna sesja z mistrzem – mogła kosztować nawet trzy razy więcej.

Gigantyczny przypływ gotówki szedł równolegle ze wzrostem popularności Antoine'a. Pisano o nim artykuły, porównywano go z Chopinem i Mozartem, organizowano wystawy jego peruk i pokazy fryzur z udziałem modelek. Napisano nawet inspirowaną jego karierą sztukę teatralną – komedię pod tytułem Coiffeur pour dames, która w 1930 roku została wystawiona w Krakowie w Teatrze im. Słowackiego pod tytułem Napoleon ondulacji i którą także dwukrotnie zekranizowano. Działalność „pierwszego fryzjera świata” rozszerzała się, przybierając w ciągu kilku lat rozmiar imperium. W znacznym stopniu przyczyniły się do tego tak zwane les années folles – szalone lata, dekada, która nastąpiła po pierwszej wojnie światowej i która cechowała się optymizmem, zmianami obyczajowymi, boomem ekonomicznym i niepohamowaną konsumpcją. To w tym czasie powstawały kolejne salony pod marką Antoine między innymi w Cannes, Londynie, Nowym Jorku, a także w Warszawie przy Mazowieckiej 12. Równolegle pod marką Antoine uruchomiono linię kosmetyków produkowanych w fabryce w Gravigny przez firmę Produits de beauté Antoine. Koncern działał dosłownie na całym świecie, sprzedając swoje produkty nawet w Japonii, Australii, Kanadzie czy Wyspach Kanaryjskich i skutecznie walcząc z takimi kolosami jak Palmolive czy L’Oréal. Cierplikowski jako pierwszy wprowadził chociażby kremy samoopalające. Założył także szkołę kosmetyczną działającą pod nazwą École professionelle de soins de beauté Antoine, a także poświęcone kobiecej urodzie czasopismo „Antoine. Dokument pour la femme moderne”.

Wiele eksponatów z wystawy w Teatrze Wielkim to pozostałości po tym imperium. Plakaty reklamowe, gustowne pudełka, tubki i etui, szyldy, loga, wizytówki, strony żurnali. Mnóstwo drobnych, eleganckich przedmiotów, z których w wyobraźni można odtworzyć smak tamtej epoki.

Skupiony przede wszystkim na swojej sztuce Cierplikowski nie poradziłby sobie z pewnością z rozwojem działalności bez wsparcia żony. Ożenił się, pomimo swojego homoseksualizmu, jeszcze w 1909 roku, u progu kariery. Kobieta, z którą przeżył 60 lat, nazywała się Marie-Berthe Cierplikowska, lecz znano ją jako Madame Antoine. Była manicurzystką. Niska, otyła, obdarzona ładnym, śpiewnym głosem szczerze chyba kochała genialnego fryzjera. Kiedy zdała sobie sprawę, że jej małżeństwo nie będzie typowym związkiem kobiety i mężczyzny, przyjęła na siebie funkcję przyjaciółki, matki i biznesowego wspólnika. Znakomicie radziła sobie z inwestowaniem gromadzonych przez męża pieniędzy, kupując nieruchomości i rozszerzając zakres działalność firmy. Dbała także, by rozrzutność małżonka nie przekroczyła bezpiecznej granicy. Pozostawała w cieniu Cierplikowskiego, rzadko widywano ją razem z nim, była mu jednak absolutnie oddana i niezbędna.

Chociaż rok 1918 przyniósł Polsce niepodległość, słynny fryzjer ani myślał wracać do kraju. Paryż był jego domem – tu dano mu szansę, tu się na nim poznano, tu umarł Antoni, a narodził się Antoine. Na wystawie w Muzeum Teatralnym zobaczyć można mapę miasta z zaznaczonymi adresami milionera: domy, mieszkania, biura, salony. Szalone lata odpowiadały paryskiemu bogaczowi, który zaczynał zachowywać się coraz bardziej ekscentrycznie. W swojej nowoczesnej, wypełnionej lustrami rezydencji nazywanej „szklanym domem” trzymał organy i szklane łóżko w kształcie trumny. Regularnie farbował sobie włosy – przeważnie na biało lub niebiesko. Stroje, które nosił na co dzień, były połączeniem mody męskiej z kobiecą: lubił zakładać na przykład sandały na stopy w pończochowych skarpetach albo męskie pantofle z lustrzanymi obcasami. Kochał świeże kwiaty, uwielbiał szczególnie białe lilie, którymi otaczał się na każdym kroku. Podróżował luksusowymi limuzynami, latał dwoma prywatnymi samolotami. W jednym z nich odwiedził Polskę. Przelatując nad rodzinnym Sieradzem, zrzucał kwiaty w nadziei, że spadną na cmentarz, na grób ukochanej matki.

Chociaż międzywojenny Paryż, podobnie jak Berlin przed dojściem do władzy nazistów, był miejscem przyjaznym dla homoseksualistów, Cierplikowski prowadził podwójne życie i grę pozorów. W swojej autobiografii, tak samo jak mający z nim wiele wspólnego showman i pianista Liberace, nie mówił wprost o swojej orientacji. Czasy nadal nie sprzyjały coming outom. Niemniej w pewnych środowiskach gej czy lesbijka mogli czuć się swobodnie. Przewodnikiem Antoine'a po tym podziemiu był poeta i dramatopisarz Jean Cocteau. Antoine przygotowywał peruki na bale transwestytów, sam uwielbiał się przebierać w orientalne stroje i występować na środowiskowych imprezach. Liane de Pougy, jedna z najsłynniejszych paryskich kurtyzan, w swoich dziennikach wydanych pod tytułem Mes Cahiers Bleus (Moje niebieskie zeszyty), wspominała pobyt z homoseksualnym paryskim towarzystwem na wakacjach w Wenecji: „Cała ta wesoła i zdeprawowana banda przyszła do mojego pokoju, żeby przygotować się przed wyjściem na bal. […] Jedna para była pierrotami z różowymi różami w ustach. Antoine, fryzjer, przebrany za wspaniałą bizantyjską cesarzową, a za nim jego ukochany w stroju Chińczyka. Antoine miał pozłacaną gondolę ze świecami i kwiatami, w której byli muzycy. Antoine jest bogaty. Ma gust rzeźbiarza, którym chciałby być, i śmiałość zboczeńca, którym jest”. Z kolei pianista Jan Smeterlin pisał w 1929 roku ze Szwajcarii do swojego przyjaciela, Karola Szymanowskiego, swoją drogą także homoseksualisty: „Czy ci opowiadałem, że Antoine (słynny fryzjer i jeszcze słynniejsza ciota) mieszka w tym hotelu? Wczoraj widziałem go, kiedy szedł na bal – w masce, przebrany za Meksykanina, z dwoma chłopczykami prawie uwieszonymi u jego ogona (to znaczy u ogona jego sukni!). Zapewne odniósł szalony sukces”.

Szkoda, że akurat ten aspekt życia Cierplikowskiego nie został w jakiś sposób poruszony na trwającej właśnie wystawie. Daleki jestem od stwierdzenia, że barwne gejowskie życie Antoine'a były najważniejszą częścią jego życiorysu, niemniej musiało być dla niego istotne i trudno chyba w pełni zrozumieć jego osobowość i objąć jego biografię bez tego kontekstu. Dociekliwemu widzowi pewnie uda się wyczytać coś między wierszami chociażby z wpisów do pamiątkowej księgi, w której swoją obecność uwiecznili uczestnicy balu w rezydencji Anoine'a z lipca 1944 roku.

Z życiem Cierplikowskiego wiąże się nierozwiązana do dzisiaj tajemnica. Jak to możliwe, że został zapomniany i co stało się z jego ogromnym majątkiem? W latach trzydziestych i czterdziestych związany był z Hollywood – strzygł gwiazdy takie, jak Bette Davis czy Joan Crawford, mówi się, że farbował także Charliego Chaplina. Był rozchwytywany przez środowisko artystyczne i kręgi władzy: przychodziła do niego Zelda Fitzgerald, Hemingway wysyłał do niego swoją siostrę, fryzurą stworzoną specjalnie dla niej chwaliła się Jacqueline Kennedy, pracował przy uroczystościach związanych z koronacją Elżbiety II. Jego biografie rozchodziły się w milionowych nakładach. Co się stało, że wszystko nagle zniknęło?

Wydaje się, że starzejący się Antoine coraz bardziej dziwaczał. Nie rozumiał mody, którą przyniosła kontrkultura lat sześćdziesiątych – swobodnej i niedbałej. Niespodziewanie zwrócił się w stronę kościoła, przekazując różnym instytucjom wielomilionowe ofiary i starając się o przyjęcie w poczet zakonu kawalerów maltańskich. Otaczał się przy tym młodymi mężczyznami, którzy traktowali go użytkowo i bez umiarkowania sięgali po jego pieniądze. Zdesperowana żona zagroziła separacją, obrażony mąż posunął się dalej i wniósł o sprawę rozwodową. Majątek podzielono po połowie, interesy zaczęły się sypać, małżeńska relacja przestała istnieć. Antoine, gdy kilka lat później zatelefonowano do niego z wiadomością o śmierci żony, miał odpowiedzieć: „Nie mam teraz czasu. Zamknijcie ją w lodówce”. Na pogrzeb nie przyjechał.

Jeszcze w latach sześćdziesiątych widywano go podróżującego po świecie. Coraz częściej odwiedzał Polskę. W 1965 roku osiemdziesięcioletni Antoine brylował razem z Arnoldem Szyfmanem w Warszawie podczas otwarcia Teatru Wielkiego. Z założycielem Teatru Polskiego przyjaźnił się co najmniej od roku 1922, kiedy to czesał Milę Kamińską, grającą w Diabłach Ferenca Molnara wystawianych na scenie przy Karasia. Wkrótce jednak osamotniony i całkiem prawie zbankrutowany fryzjer powrócił do rodzinnego Sieradza. Jego przyjaciele umarli, odwrócili się od niego lub zapomnieli o nim. Mężczyzna zamieszkał w skromnym domku bez toalety, ze sławojką na dworze. Mieszkał sam. Dzień zaczynał od rąbania drewna. Zmarł w 1976 roku, przeżywszy 91 lat.

Dzisiaj można go wymienić obok takich kolegów po fachu, jak Léonard Autié – fryzjer Marii Antoniny i autor poczytnych wspomnień, albo słynny Figaro – cyrulik ze sztuk Pierre'a Beaumarchais. Można do tej niezbyt licznej grupy dorzucić jeszcze Lambo – tytułowego bohatera zapomnianej sztuki pod tytułem Balwierz zakochany Zygmunta Kaweckiego, którą z powodzeniem niemal sto lat temu grała warszawska Reduta.

Skromna ilość eksponatów wystawy w Teatrze Wielkim wiąże się ze wspomnianą tajemnicą. Cały majątek Antoine'a rozpłynął się. Nie wiadomo, gdzie są gromadzone dzieła sztuki, gdzie przedmioty osobiste, gdzie pamiątki. Będąc na spektaklu w Teatrze Wielkim, czy może tylko przechodząc przez Plac Teatralny, warto jednak zajść na wystawę i z okruchów, które zostały po wielkim fryzjerze, spróbować ułożyć sobie jego portret.

14-10-2019

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany Joanna Malewska
    Joanna Malewska 2019-10-26   08:46:23
    Cytuj

    Powtórzę komentarz, który umirściłam na stronie fb Muzeum Teatralnego: "Książka Marty Orzeszyny streszczona koncertowo bez wspomnienia żródła. Niesmak". Dlatego wyręczę autora "artykułu" Wszystkie informacje i cytaty pochodzą z książki "Antoine de Paris". Polski geniusz światowego fryzjerstwa" autorstwa Marty Orzeszyny wydanej przed miesiącem przez wydawnictwo Rebis. Dodatkowo przytoczone cytaty są w tłumaczeniu autorki biografii. Jak na skromne okruchy autorowi tekstu udało się jednak wyrąbać wielki artykuł w oparciu o czyjąś pracę. To ma swoją nazywę - pasożytnictwo intelektualne.