AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Jedyny

Historyk teatru, krytyk teatralny i literacki oraz tłumacz książek. Pracowała w Instytucie Sztuki PAN, Ministerstwie Kultury, była redaktorem naczelnym wydawnictwa Egmont. Współpracowała z TVP. Jest stałą współpracownicą Polskiego Radia. Publikowała w czasopismach poświęconych sztuce, literaturze i teatrowi (m.in. w „Dialogu” i „Teatrze”).
A A A
 

Wydawałoby się, że postać Aleksandra Bardiniego została zapomniana. Tymczasem na spotkanie w Teatrze Żydowskim im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w ramach cyklu „Bagaże Kultury” trudno się było dostać.

Wszystkie miejsca zajęte, ludzie stoją pod ścianami, frekwencja, o jakiej marzy każdy dyrektor teatru – widocznie ten bagaż jest wyjątkowo cenny i ciężki. Średnia wieku wysoka, ale co się dziwić – od jego śmierci minęło lat prawie dwadzieścia; dwudziestolatki, którym dane było oglądać Dziady w jego reżyserii w stulecie śmierci Autora mają osiemdziesiątkę, a z absolwentów przedwojennego PIST-u żyje tylko Danuta Szaflarska. Ale było komu wspominać Profesora. Właśnie Profesora, bo nie tylko taki miał tytuł i taki wykonywał zawód jako wykładowca PWST, ale też takie miał aktorskie emploi. Mądrość płynęła z jego ruchów, postawy, intonacji i barwy głosu, a przede wszystkim ze spojrzenia jego ciemnych oczu. Spoglądał nimi na nas 23 lutego przenikliwie z ekranu nad sceną.

Na tym ekranie przypomniano fragmenty Krajobrazu po bitwie w reżyserii Andrzeja Wajdy, w którym to filmie Aleksander Bardini kreował postać Profesora właśnie i dwukrotnie dawał koncert na skrzypcach. Do kariery wirtuoza sposobił się w młodości. Andrzej Wajda, zasiadający na widowni i wywołany do wypowiedzi przez prowadzącego spotkanie Remigiusza Grzelę, przytoczył jeden z aforyzmów Profesora. „Ja wcale nie jestem głupi – mówił o sobie – tylko przyszło mi żyć w głupich czasach”. Dalej zastanawiał się nad fenomenem wielkiego aktora w małej roli. Pojawia się na scenie czy w kadrze na moment, po chwili już go nie ma – a w pamięci pozostaje dobitniej niż cała fabuła, trwalej niż inni artyści. Taki był właśnie Aleksander Bardini.

Fragmenty autobiografii Drogiego Nieobecnego czytał Dyrektor Andrzej Seweryn siedzący przy środkowym stole. Bo na scenie stały trzy okrągłe kawiarniane stoliki, każdy z parą foteli i parą gości. Siedzący przy trzecim Ignacy Gogolewski (Gustaw-Konrad w pierwszych powojennych Dziadach) wspominał, jak przez przypadek za sprawą choroby ucha środkowego starszego i dojrzalszego o lat dziesięć Stanisława Jasiukiewicza, dostał – prawie debiutant – tę ważną rolę. Wspominał też, co znaczył rok 1955. To był schyłkowy stalinizm (chwalić Boga już bez Stalina, ale z żyjącym wciąż Bierutem; rok przed październikiem 1956) – więzienia były jeszcze pełne. W porównaniu z tym premiera Dziadów A.D. ’68 zagrana została w atmosferze niemal liberalnej.

Siedząca przy tym samym stole Olga Lipińska zwróciła uwagę na zainteresowania muzyczne Bardiniego. Mówił o sobie, że mógłby żyć bez teatru, ale bez muzyki – nie. I przypomniała jego nadzwyczaj mądrą maksymę, że reżyserując widowisko muzyczne (na przykład operę), reżyseruje się muzykę, a nie libretto, które najczęściej jest błahe i głupawe. Odsłoniła też kulisy powstania jego bardzo popularnego programu dla „Studia 2”. Otóż oboje (Profesor i pani Olga) pracowali w ministerialnej komisji, która przyznawała uprawnienia do wykonywania zawodu artystom nieprofesjonalnym (to znaczy bez dyplomu szkoły aktorskiej). I tu następowało zderzenie inteligencji i złośliwości Bardiniego z nerwami i nie najwyższymi intelektualnie lotami adeptów estrady. Olga Lipińska sypała anegdotami z prac takiej komisji w telewizji. Twierdziła, że to materiał na gotowy program satyryczny. Podsłuchał to Mariusz Walter – et voila! Powstał program, który był – jak głosi podtytuł polskiej osiemnastowiecznej encyklopedii Nowe Ateny – „MĄDRYM dla memoryału, IDIOTOM dla Nauki, POLITYKOM dla Praktyki, MELANCHOLIKOM dla rozrywki”.

Wydawałoby się, że postać Aleksandra Bardiniego została zapomniana. Tymczasem na spotkanie w Teatrze Żydowskim im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w ramach cyklu „Bagaże Kultury” trudno się było dostać.Tu rozwiązał się worek z anegdotami. Wspomniano na przykład taką recenzję z dokonań pewnej aktorki: „Zauważyłem, że jest pani zakochana w sobie. Z wzajemnością. Jedna z pań będzie się, niestety, musiała odkochać”. Albo opowieść o Janie Kobuszewskim, który w rozgłośni radiowej preparował w kółko swoisty practical joke. Schowany za kotarą trzymał chodnik, ten zaś, szarpnięty, wywracał nieszczęśnika, który miał nieszczęście nań wstąpić. Kiedyś trafiło na Bardiniego, który wywinął kilka koziołków. Kobuszewski rzucił się przepraszać, na co Profesor: „Dziękuję panu, panie Janku, bo ja już myślałem, że mam takie zawroty głowy”. Albo – z tej samej beczki – opowiedziany przez Andrzeja Seweryna, a zasłyszany od Janusza Głowackiego. Bardini z okazji jakiejś fety na swą cześć został zaproszony na kulig. Na którymś ostrym zakręcie sanie się „nie wyrobiły” i Bardini wylądował w zaspie. Ledwo się wygramoliwszy, oświadczył z przekonaniem: „Coraz bardziej się przekonuję, że najwłaściwszym miejscem dla starego Żyda jest kawiarnia!” Bo był on kawiarnianym intelektualistą i bystrym, zdolnym do natychmiastowych zwischenrufów ironistą. Takim trochę Francem Fiszerem PRL-u.

A przecież jego losy były tragiczne, tak jak tragiczna była jego rola w Korczaku (znowu Wajda), gdzie kreował najtragiczniejszą z możliwych postać: Adama Czerniakowa, przewodniczącego Judenratu w warszawskim getcie. Okupacja spędzona w norze i wyjazd z kraju po traumie pogromu kieleckiego predysponowały go do odegrania tej postaci. Nieznane tragikom greckim dramatyczne rozterki Czerniakowa znamy chociażby z jego Dzienników, wydanych i skomentowanych przez Romana Zimanda.

Osobne uwagi należą się Barbarze Osterloff, profesor warszawskiej Akademii Teatralnej (pierwszy stolik od prawej), która przedstawiła koleje losu i dokonania Aleksandra Bardiniego. Była też jednym z autorów poświęconego mu monograficznego zeszytu „Pamiętnika Teatralnego” (444 strony). Uświetniał on (zeszyt 3-4 roku 2010) piętnastą rocznicę odejścia Profesora. Prelegentka zwróciła uwagę, że – mimo iż nie był on ani bardzo wybitnym aktorem, ani też bardzo wybitnym reżyserem czy wirtuozem – był wybitną postacią polskiego życia teatralnego i genialnym pedagogiem. Uczył właśnie Kultury, tej przez duże „K” i pisanej wytłuszczoną czcionką. Był ważną częścią bagażu polskiej kultury. Na pytanie Remigiusza Grzeli, czy w swym sposobie nauczania stworzył jakąś pedagogiczną szkołę, czy pozostawił uczniów, Barbara Osterloff odpowiedziała jednoznacznie, że nie. Bo nie mógł. Bo był jedyny, niepowtarzalny.

28-02-2014

galeria zdjęć Bagaże kultury. Aleksander Bardini - w Teatrze Żydowskim w Warszawie Bagaże kultury. Aleksander Bardini - w Teatrze Żydowskim w Warszawie Bagaże kultury. Aleksander Bardini - w Teatrze Żydowskim w Warszawie Bagaże kultury. Aleksander Bardini - w Teatrze Żydowskim w Warszawie ZOBACZ WIĘCEJ
 
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: