AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Roman Arndt (1963 - 2016)

Źródło: http://tanznetz.de  

Są ludzie, z którymi, jak się to się mówi, kraść można konie. O każdej porze. Jeśli na dodatek życie zawodowe i towarzyskie oznacza jedno dla obu stron, radość spotkania staje się podwójna. 

O przedwczesnej śmierci Romana Arndta dowiedziałam się z opóźnieniem. Choć od wiadomości minęło już trochę dni, nadal nie mogę uwierzyć, że jego odejście jest faktem. Znaliśmy się od kilkunastu lat, a jednostronnie bodaj jeszcze dłużej, bo w latach 90., w początkach mojej pracy w redakcji „Teatru”, Roman publikował od czasu do czasu teksty w tym miesięczniku. W ostatnich latach wspólnie zorganizowaliśmy w Akademii Teatralnej w Warszawie m.in. dwie konferencje. Pierwsza poświęcona była Dziedzictwu Piny Bausch, (w ramach Festiwalu Ciało/Umysł), druga – Roli tańca w nauczaniu interdyscyplinarnym. Roman zasiadał nie tylko w radzie naukowej tej ostatniej oraz współtworzył kształt merytoryczny obu, ale umożliwiał i pośredniczył w kontaktach z gośćmi z zagranicy. Trzeba od razu zaznaczyć, że w bezmiarze jego aktywności, pełnionych na co dzień funkcji, owe wydarzenia to zaledwie kropla w morzu działań.

Roman Arndt był autorytetem i znawcą tańca współczesnego. Wiedział o nim wszytko, podobnie jak o historii tańca, którą jako docent wykładał (zaś nad metodą jej nauczania cały czas pracował) od 1999 roku na Uniwersytecie Sztuk Folkwang w Essen. W 2007 roku związał się z Wydziałem Teatru Tańca krakowskiej PWST w Bytomiu, gdzie był również współautorem programu kształcenia specjalności aktor teatru tańca. W ostatnich latach współpracował z HAT Research Center Agnieszki Jelewskiej na UAM w Poznaniu.

Urodził się 31 sierpnia 1963 roku w Głogówku. Ukończył Szkołę Baletową w Bytomiu, a następnie studia polonistyczne w Opolu i Pedagogikę Tańca w Warszawie. W Niemczech, dokąd wyjechał na stałe, kontynuował edukację w zakresie wiedzy o teatrze i filmie w Bochum, a następnie kinetografii w Essen.

Roman szybko stał się jednym z niewielu wybitnych teoretyków z praktycznym przygotowaniem – praktykiem z imponującą wiedzą teoretyczną. Pozwoliło mu to na swobodne łączenie obszarów nauki i sztuki, a także, co za tym idzie, integrowanie środowisk artystycznych i akademickich. Przyjaciół i znajomych miał wszędzie: począwszy od znakomitych naukowców z europejskich i światowych uniwersytetów, krytyków, po wielkie nazwiska choreografów i tancerzy. W ostatnich latach pracował ramię w ramię (w jednym pokoju) m.in. z Malou Airaudo i Lutzem Foersterem – niegdyś tancerzami Piny Bausch w Instytucie Tańca Współczesnego w Folkwang. Obok historii tańca odpowiadał tam za przedmiot archiwum tańca oraz dział kontaktów międzynarodowych i organizacji studiów. Prócz tego pisał, konsultował, opiniował, zasiadał w komisjach. Był doradcą i organizatorem Międzynarodowych Targów Tańca Nadrenia Północna-Westfalia (Internationale Tanzmesse NRW) – od 1997 roku, kongresu Wiedza przez taniec (Wissenschaft über Tanz) w Akademii Sztuk w Berlinie w 2001 roku, kuratorem słynnej wystawy Krokodyl w Jeziorze Łabędzim – taniec w Niemczech od 1945 roku do dzisiaj (Krokodil im Schwanensee…) w 2003 roku tamże; od jakiegoś czasu – opiekunem projektu Uni-Tanz w Lecce we Włoszech. Pracował też m.in. jako doradca kuratorium oświaty przy realizacji programu nauczania przedmiotu taniec.

Jego bieżące projekty naukowe obejmowały takie tematy, jak: Powrót do tradycji – polski taniec współczesny (Bytom), Taniec na emigracji (Wiedeń), a także Świadkowie przeszłości: osobiste wspomnienia uczniów Wydziału Tańca w Folkwang w latach powojennych 1956-1968 (Essen). Aktywnie uczestniczył w pracach nad dostępnością zbiorów archiwum Kurta Joossa w Folkwang.

Ciekawości, z jaką Roman Arndt obserwował zmiany zachodzące w dzisiejszym tańcu i sztukach wszelakich (żywo interesował go teatr w Polsce, o nazwiska i tytuły najnowszych spektakli zawsze dopytywał; nie tak dawno Francuzi Warlikowskiego zrobili na nim duże wrażenie), umiejętności wyciągania wniosków, kategoryzacji i definiowaniu zjawisk towarzyszyła prawdziwa pasja. Z podobną otwartością, z jaką przyglądał się sztuce tańca, potrafił dzielić się wiedzą na jej temat – hojnie i bezinteresownie. Pełen energii, zawsze służył pomocą z charakterystyczną dla siebie wrażliwością, dyskrecją, delikatnością. Myślę, że nikomu niczego nie zazdrościł. Cieszył go szczerze fakt, że komuś coś się udało. Unikał negatywnego wypowiadania się o innych. Jeśli ktoś dotknął go, o swoim rozczarowaniu mówił między wierszami, nigdy wprost. Ludziom, których skupiał wokół siebie, udzielały się: jego niegasnący uśmiech, poczucie humoru, optymizm, entuzjazm dla świata w jego rozmaitych przejawach, a także jakaś przedziwna „lekkość bytu”, której sylwetka Romana pozornie zdawała się zaprzeczać. Poddawał się wzruszeniom w obcowaniu ze sztuką, ale też nie krył zachwytu nad doskonałą kompozycją smakową tarty cytrynowej. Godził rozproszenie właściwe artyście z precyzją wygłaszania poglądów odpowiednią dla naukowca. A ponadto spotykały się w nim w jednej osobie: nieformalność z elegancją, opanowanie z fantazją, radość z powagą, melancholia z trzeźwością spojrzenia, zadziwienie ze spokojną akceptacją tego, co przynosi los. Roman potrafił słuchać w skupieniu, ale lubił też dużo mówić, nadając opowieściom odpowiednią dynamikę, przyspieszając, to znów zwalniając tempo, delektując się tym, że uwagę słuchacza utrzymuje w napięciu, podkreśla to, na czym mu zależy. Myślał i pisał po niemiecku, śmiał się po polsku.

I ten śmiech cały czas mam w uszach…

29-06-2016

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: