AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Wojtek

Profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktor habilitowany. Teatrolog, kulturoznawca, performatyk, kierownik Zakładu Performatyki Instytutu Kulturoznawstwa UAM. Autor, redaktor, współredaktor książek z zakresu historii teatru i teatru współczesnego, twórca wielu artykułów opublikowanych w Polsce (m.in. w „Teatrze” i „Dialogu”), a także za granicą.
A A A
Autobus, fot. z arch. Akademii Ruchu  

Już go nie ma. Jest. Nie ma go wśród żywych, jest w pamięci, w emocjach, w poglądach, przeświadczeniach, w trosce o Jego dorobek – żeby nie uległ zapomnieniu, wypaczeniu, niedopowiedzeniu, przekłamaniu.

Nie ma Wojtka Krukowskiego jako osoby – nie pomnika i wzorca, lecz bardzo kulturalnego, dawniej młodego, ostatnio starszego pana, który zawsze wyrażał się jasno i precyzyjnie, którego poczucie humoru i pogoda ducha jakże często pozwalały na rozładowanie sytuacji pełnych napięcia, konfliktowych, wybuchowych, niewygodnych. Nie ma już wśród nas człowieka, którego Lech Raczak – jeden z głównych „towarzyszy broni” – nazwał jakże słusznie w opublikowanym niedawno na tym portalu felietonie-wspomnieniu „artystą, wizjonerem teatru, jednym z najwybitniejszych twórców polskiego teatru końca XX i początku XXI wieku”, który tworzył fakty artystyczne niebędące „relacją z rzeczywistości, ale nową rzeczywistością, przekraczającą potoczność życia i zastane wyobrażenia o granicach sztuki”.

Nigdy dotąd nie pisałem pośmiertnych wspomnień. Nie wiem, co mi wyjdzie spod klawiatury, jak na razie szykuje się coś między panegirykiem a wyznaniem miłosnym do jednego z „ojców w sztuce”. Spróbuję zacząć od tej „ojcowskiej” strony, pilnując się, by nie zabrnąć w, przesłodzone je t’aimais so much.

Wojtka poznałem w marcu 1977 roku na festiwalu studenckich teatrów debiutujących START w Bydgoszczy. Nie wiedziałem dokładnie, co to jest ta Akademia Ruchu, byłem debiutantem słabo zorientowanym, ale na wszelki wypadek stanąłem pod drzwiami jednego z bydgoskich klubów na godzinę przed rozpoczęciem Autobusu. I wygrałem los na artystycznej loterii: siedziałem w pierwszym rzędzie! Ci spoceni, zmęczeni, zmarnowani ludzie byli o kilka kroków ode mnie! Swym istnieniem jakże dobitnie docierali do jakiegoś ludzkiego, dalece pozaartystycznego egzystencjalnego sedna. Ich obecność była dla mnie fizycznie drażniąca, nie mogłem sobie z nią dać rady i tak siedziałem, przygwożdżony do wąskiej ławki, przez czas jakiś – godzinę, dwie… Poczucie czasu mi się skondensowało – nie mogłem później uwierzyć, że było to tylko dwadzieścia parę minut.

Jak głęboko ten przedziwny seans we mnie tkwił, uświadomiłem sobie w pełni dopiero niedawno, kiedy jako „naoczny świadek” opowiadałem młodszym koleżankom i kolegom z Teatru Strefa Ciszy o swoich doznaniach podczas kilku prezentacji Autobusu, na użytek ich autorskiej „reaktywacji” tego dzieła. Opowiadałem więc, a nawet dopowiadałem, interpretowałem, ale także gestykulowałem, performowałem, ożywiałem, wiedząc doskonale, że i tak nic nie jest w stanie oddać tego strasznego napięcia sił duchowych młodzieńca-debiutanta z 1977 roku. Tak było, jest i będzie. To jest właśnie teatr. Wojtek, człowiek o wrażliwości, ale także intelekcie, które zdecydowanie wyprzedzały Jego epokę, o tym doskonale wiedział. I dziś, gdy najwyższa pora, by oddać Jego wielkość, znowu napotykam tę nieprzekraczalną barierę czasu, zaszłości, przemiany, intersubiektywności – aż się chce zacytować na chybił trafił jakieś wersy z Eklezjasty i zamilknąć. „Wszystko je wygadane do cna”. Hej!

Jeszcze tego samego dnia dopadłem Wojtka na jednej z bydgoskich ulic. Chciałem po prostu się dowiedzieć, jak się robi takie arcydzieła! Wojtek cierpliwie i bez cienia wyższości odpowiadał na gorączkowe indagacje debiutanta, ostrożnie, z namysłem dobierając słowa i układając je w zgrabne sformułowania, niemal gotowe do przepisania i publikacji. Jego zdolność do precyzyjnego, fachowego wysławiania się była zawsze przedmiotem mojego podziwu. Gdyby nie był tak świetnym artystą, mógłby zostać wybitnym krytykiem sztuki. Tę biegłość wykorzystywał wielokrotnie na użytek swoich kontaktów z cenzorami, a także z niewygodnymi często mecenasami reprezentującymi Socjalistyczny Związek Studentów Polskich. Na co dzień w rozmowie czy w poważnym pisaniu precyzyjny i fachowy do bólu, w momentach, gdy trzeba było układać się z wrogiem, zmieniał front i ozdobiście ukwiecał styl. W opisie planowanych przedsięwzięć – najczęściej efemerycznych, niepowtarzalnych, zdanych na przypadek, a jednocześnie posiadających ogromny wywrotowy potencjał – potrafił tak zagmatwać przewodnią myśl, że każda z wymyślonych przezeń i przez zespół Akademii Ruchu wysoce subwersywnych akcji czy interwencji rysowała się jako niewinny „eksperyment artystyczny”, „kulturalnie animujący życie ulicy”.

W stosunkach z ludźmi – przyjaciółmi, wrogami, znajomymi, nieznajomymi, zaangażowanymi, obojętnymi – był wytrawnym dyplomatą. Jego słynna uprzejmość i ogłada kryły jednak w sobie liczne zasadzki. Sam niejeden raz w nie wpadałem, natykając się nagle na jadowicie ironiczny, a jednocześnie mądry i przenikliwy do bólu komentarz, wpleciony swobodnie, jak gdyby nigdy nic, w gładką towarzyską rozmowę. Wojtek jawił mi się wtedy w swym pełnym ludzkim wymiarze – jako człowiek o stalowym kręgosłupie moralnym, który potrafił każdemu oddać, co mu się należy. Łagodnie, „nieinwazyjnie”, bez ekscesów, ale też bez taryfy ulgowej, z żelazną konsekwencją. Jego wewnętrzna twardość objawiała się właśnie tak, w swoisty dla Niego, piękny i niepowtarzalny sposób.

Jeszcze w Bydgoszczy obejrzałem na jednej z głównych ulic, pod dużym „supersamem” Gazetę – naszą codzienną lekcję, a potem filmy z akcji ulicznych, i popadłem bez reszty w gorącą, młodzieńczą miłość, z której nie wyzwoliłem się do dziś. Te ultraodważne działania, podjęte na dziewiczym wówczas terenie przestrzeni publicznej, narzucały tejże przestrzeni nowe pojmowanie języka codziennej komunikacji, narzucały jej (to nic, że na chwilę) odmienne prawa, odmienny rytm, sposób działania, pozacodzienny porządek etyczny i egzystencjalny. Jakież to było wtedy ważne! Ileż to razy sam powtarzałem z moimi studentami Potknięcie czy organizowałem z nimi sprawdzanie dokumentów w kolejnych bramach i prześwitach między blokami na poznańskich Ogrodach! Dla nas była to świetna zabawa i małpowanie naszych młodzieńczych artystycznych idoli, a dla Wojtka i ludzi z Akademii Ruchu – po prostu ich własna, prowadzona bardzo serio „gra o życie”.

Wkrótce po bydgoskim STARCIE założyłem własną grupę teatru studenckiego, w której dwóch spektaklach nie raz, nie dwa odbijały się donośnym echem eksperymenty Akademii Ruchu z językiem publicznej dysputy i kultury masowej.

Gdyby nie był tak świetnym artystą, mógłby zostać wybitnym krytykiem sztuki. Potem było jeszcze wiele spektakli, akcji, interwencji, a także wiele rozmów z Wojtkiem, najczęściej pospiesznych i nieco zdawkowych, prowadzonych w „polowych” warunkach festiwali, w czasie roboczych spotkań, obrad i w tym podobnych publiczno-towarzyskich okolicznościach. Bywały jednak na szczęście momenty istotniejsze, jak w czasie trzygodzinnej podróży pociągiem na trasie Berlin-Poznań w połowie lat 90. czy w Lublinie, podczas jubileuszu trzydziestolecia Sceny Plastycznej KUL Leszka Mądzika. Wojtek opowiadał wtedy bardzo szczegółowo (i jak zwykle z chirurgiczną precyzją) o swoich kolejnych przedsięwzięciach z Akademią Ruchu. No i wspominaliśmy dawne czasy, kontemplując nostalgicznie, z nieodzownym naddatkiem dobrotliwej, acz ostrej ironii, zmiany, jakie zaszły w nas i dookoła nas.

Dorobek Akademii Ruchu jest na szczęście bogato udokumentowany, więc dzieło Wojtka na pewno nie zaginie w mrokach niepamięci. A że nieubłaganie odchodzi w przeszłość ten świat, z którym Wojtek do końca swych dni się zmagał? My, którzy jeszcze z grubsza pamiętamy świat sprzed 1989 roku i którzy jesteśmy nadal aktywni w świecie tu i teraz, odejdziemy w przeszłość z głębokim przeświadczeniem, że Wojtek poprzez swoje dzieła i swoją w nim obecność uczynił go trochę lepszym.

26-02-2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: