AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Zdzisław Jaskuła

Pracownik Instytutu Kultury Współczesnej UŁ, redaktor miesięcznika „Dialog”.
A A A
 

„Dziś pewnie też nie będziemy rozmawiali o wierszach, tylko znów o pieniądzach” – witał mnie wielokrotnie Zdzisław Jaskuła z czasem czyniąc z tego zdania naszą formułę używaną zamiast „Dzień dobry”. Zaczęło się od antologii Wydawnictwa Łódzkiego Od Staffa do Wojaczka z 1988 roku, z kilkoma wierszami Jaskuły. Z lektury zrozumiałem niewiele, bo byłem jeszcze dzieciakiem (jak to się w ogóle stało, że sięgnąłem po tę książkę?), ale powiedzieli mi w domu, że mieszkamy w jednym mieście, więc nie tylko zapamiętałem nazwisko, ale nawet podjąłem trud opanowania jakiegoś cytatu – tak na wszelki wypadek, jakbym tego poetę z dwutomowej antologii miał nagle gdzieś spotkać. Nic bardziej prawdopodobnego: słoneczny dzień, stoję uwieszony torby mamy w kolejce w mięsnym na Narutowicza i nagle wchodzi Zdzisław Jaskuła… Aż się prosi, by rozpocząć znajomość od zacytowania wiersza. Więc się nauczyłem. Fragmentu, który uczniowi klasy trzeciej wydawał się najbliższy – o gazetce ściennej, o rocznicy obchodów, o społecznej aktywności. Z wiersza Opowieść o prawdziwym.

To, że poezji w mięsnym nigdy nie zacytowałem, długo tłumaczyłem faktem, że zniesiono kartki i skończyły się kolejki. Wiersz odświeżyłem sobie na wszelki wypadek jakieś pięć lat później, gdy w Teatrze Studyjnym Zdzisław Jaskuła wyreżyserował swoje pierwsze przedstawienie Dzieci z Bullerbyn. Oczywiście nie miałem sposobności, by recytować, ale pamiętam szalenie pogodny spektakl, w którym dorośli aktorzy przenosili się w lata dzieciństwa na skrzydłach wspomnień. Nie było wielkich dekoracji. Dość umowne budowle i rekwizyty, które rozpoznawałem z książkowych ilustracji, ogrywane były przez aktorów, z których wielu współpracowało z Jaskułą później wielokrotnie: choćby w ostatnim wyreżyserowanym przez niego spektaklu, też dziecięcym, w Pippi Långstrump (Teatr Nowy, 2011; zagrało troje dawnych mieszkańców Bullerbyn – Mirosława Olbińska, Sławomir Sulej, Wojciech Oleksiewicz).

Ale prawdziwie emblematycznym spektaklem dla Studyjnego Jaskuły była Nie-Boska komedia z roku 1996 – pełen scenicznego rozmachu arcydramat Krasińskiego wciśnięty został na małą scenę przy ulicy Kopernika wbrew wszelkiej logice tekstu. Jakby pytając o miejsce mitologizowanego arcydzieła w zbiorowym doświadczeniu transformującej się Polski. Z jednej strony była tu malownicza poetyckość, czasem przywodząca na myśl teatry studenckie, ale później, jak dziwaczny dysonans, pojawiała się połyskliwość i sztuczność folii z której zrobiono sztandary rewolucji. Folii efektownej, tylko że niezadrukowanej hasłami. Jakby tej rewolucji nie dokonywano w jakiejkolwiek sprawie.

Dla wielu moich znajomych, dla mnie samego Studyjny w tamtym czasie kojarzył się z miejscem spotkań łódzkiej bohemy. Taka ocena w dużej mierze wynikała pewno z naszej tęsknoty za lokalną mutacją krakowskiej Piwnicy pod Baranami (bardzo często obecnej w tym czasie w telewizji) czy niemal równie często obecnym w rozmowach Teatrem Witkacego w Zakopanem. Ale widzieliśmy też w Studyjnym swoistą reaktywację prowadzonego w komunizmie przez Sławę Lisiecką i Zdzisława Jaskułę „salonu” przy ulicy Wschodniej. Jaskuła był duszą towarzystwa i bynajmniej nie wbrew sobie: budynek przy Kopernika stał się dla niego idealną przestrzenią do spotkań z ludźmi, których lubił i z takimi, którzy chcieli go poznać. Widzowie Studyjnego byli później wiernymi czytelnikami jego felietonów w łódzkiej „Wyborczej” Widziane ze Wschodniej. W tych tekstach – z jednej strony – widoczna była niezrozumiała dla wielu miłość do ulicy będącej łódzkim biegunem problemów społecznych (tym smutniejsze, że po latach mieszkania w tej dzielnicy Jaskule raz się mocno oberwało od jej mieszkańców), z drugiej zaś – coraz wyraźniej rysowało się jego zirytowanie stosunkiem wielu polityków do kultury. Widziane ze Wschodniej to może najważniejszy cykl literacki na temat Łodzi napisany po roku 1989 – wypracowanie z łódzkiej Hassliebe, zbiór ponadczasowych obserwacji, popis językowej wprawy autora.

Bo choć urodzony w Łasku – o czym często z uśmiechem przypominał – to był Zdzisław Jaskuła jednym z najprawdziwszych Lodzermenschów. Był wielkim orędownikiem stworzenia w mieście ważnego pisma literackiego (nie można pisać historii „Tygla Kultury” bez Jaskuły), prowadził gruntowną przebudowę gmachu Teatru Nowego, ostatnio zaś przyczynił się do reaktywacji Nagrody Literackiej Miasta Łodzi. W trakcie drugiej dyrekcji w Nowym umożliwił powstanie szeregu spektakli o mieście, mając przy tym odwagę zaprosić do współpracy ludzi spoza lokalnego środowiska. Pod jego kierownictwem dawny teatr Dejmka na nowo stał się miejscem eksperymentalnych poszukiwań. Zapraszał do współpracy młodych, sam wycofując się na dalszy plan. Przyczynił się do uczynienia z Teatru Nowego ważnego miejsca rozmów o literaturze najnowszej: zamawiał dramaty, gościł prozaików, poetów, eseistów. Podjął się mozolnej pracy budowy świadomej publiczności teatralnej.

I choć jeszcze jako uczniak wyobrażałem sobie rozmowę ze Zdzisławem Jaskułą, to pierwszy raz rozmawiałem z nim właśnie w trakcie jego drugiej dyrekcji w Nowym. Dopiero pięć lat temu. Choć przecież – jak każdy łodzianin – mijałem go setki razy na ulicy, choć wsłuchiwałem się w jego erudycyjne dowcipy w Studyjnym, choć czytałem jego teksty i jego przekłady. O czym rozmawialiśmy? O tłumaczeniu Bernharda. Wiersz Jaskuły, którego fragmentu uczyłem się, mając dziesięć lat, zupełnie zapomniałem. Dlaczego nie próbowałem go sobie przypomnieć z myślą o następnych rozmowach? W trakcie kolejnych spotkań coraz częściej mówiliśmy o pieniądzach. Nowy był skrajnie niedofinansowany. Jaskuła nie chciał iść na kompromisy – mierziły go komercyjne spektakle, których oczekiwało od niego wielu radnych. To nie był zresztą przypadek, że na premierach foteli nie grzali łódzcy politycy. Irytowało go nazywanie kulturą czegoś, co kulturą nie jest.

W 2013 roku Zdzisław Jaskuła zaproponował mi, abym był jednym z trojga kuratorów 65. rocznicy powstania Teatru Nowego w Łodzi. Spotkania stały się częstsze, ale – po okresie prac nad koncepcją projektu „Awangarda i Socrealizm” – zaczęły się rozmowy z kalkulatorem w ręku: te wszystkie pomysły trzeba było z czegoś opłacić, a ministerialny grant, który zdobyliśmy, pokrywał jedynie część wydatków. Po jednej z takich rozmów opowiedziałem Dyrektorowi o moich dziecięcych planach i o tym, że tyle lat wyobrażałem sobie, że będziemy kiedyś rozmawiać o wierszach, a ostatecznie rozmawiamy tylko o pieniądzach. Zaśmiał się. „Rozmawiamy o ROCZNICY OBCHODÓW – powiedział – a to już prawie jak poezja”. I wtedy jakbym się cofnął w czasie. Tak jak lata temu automatycznie wyuczyłem się wiersza, tak teraz automatycznie zacząłem go sobie przypominać.


Opowieść o prawdziwym

Pozwól że moją opowieść zacznę od wyznania

Chcę być obecny to znaczy zawsze czynny
Przygotowuję ręce to jest przymierzam je
na przykład do karabinu drzewca sztandaru
kamienia robię rentgen płuc badam puls

Jeszcze dyszę

Chorowałem na świnkę i odrę Ty też chorowałeś
i to jest nasza płaszczyzna porozumienia
Nie mam płaskostopia garbu rudych włosów
Mam krzywy ząb
Brak
współpracy rodziców z dentystą w dzieciństwie
ale były to lata czterdzieste może pięćdziesiąte

Moja sprawność nie jest wysokoprocentowa
jak sprawność nowoczesnych sprężarek
Postęp techniczny zadziwia mnie
Lubię piżmowce i Mickiewicza szczególnie
dramat Dziady Palę
sporty cierpię na głuchotę miewam bóle głowy
Mój gust jest wątpliwy Ach te niedobre kolory żrące się
i ta obrzydliwa mdła muzyka której słucham po zachodzie słońca
Nazwijmy ją umownie muzyką wieczorną lub muzyką nocną
Rano nie słucham muzyki wróble i to mi wystarcza
Z tym bagażem z tym życiem codziennym
podnoszę i nie podnoszę ręki
Moje tak nie potwierdza moje nie
nie zmienia i dlatego czasem pluję
między oczy polityków np. prezydentów
choć wiem że racja stanu jest jedyną racją

A jednak chcę być czynny to znaczy obecny
Powiem więcej Chcę pożegnać dzisiejszy dzień mając pewność
że to na pewno ja budowałem go od świtu do nocy

Chcę być czynny

Robię gazetkę ścienną wycinam zdjęcia z pism
ilustrowanych U góry piszę ROCZNICA OBCHODÓW

Społecznie aktywny zasypiam z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku

(1972)


Zdzisław Jaskuła umarł 24 października 2015 roku.

26-10-2015

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: