AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Ich piknik, moja Golgota

Historyk teatru, krytyk teatralny i literacki oraz tłumacz książek. Pracowała w Instytucie Sztuki PAN, Ministerstwie Kultury, była redaktorem naczelnym wydawnictwa Egmont. Współpracowała z TVP. Jest stałą współpracownicą Polskiego Radia. Publikowała w czasopismach poświęconych sztuce, literaturze i teatrowi (m.in. w „Dialogu” i „Teatrze”).
A A A
Fot. David Ruano  

Moja Golgota, ponieważ doznałam poniżenia i umęczenia. Krytyk teatralny to osoba, która ocenia spektakl (nie zawsze musi krytykować, może też pochwalić). Jestem krytykiem teatralnym z długim stażem: wiele widziałam, wiele pisałam, wiele razy się wypowiadałam. Znam paru krytyków teatralnych, którzy recenzowali spektakle, które opuścili w połowie. Znam nawet takich, którzy pisali o spektaklu, którego nie zaszczycili swoją obecnością. Jednak komentowanie spektaklu, który się nie odbył, to pewne novum, które mnie przerosło. Zrozumiałam, że do współczesnej krytyki teatralnej nie przystaję i nie dorastam. Pora umierać.

A wszystko dlatego, że dyrektor poznańskiego festiwalu Malta, Michał Merczyński, odwołał pokaz spektaklu Rodriga Garcii Golgota Picnic. Odwołał dlatego, że metropolita poznański, arcybiskup Stanisław Gądecki zagroził możliwymi spotkaniami „krytyków teatralnych”, które policja oceniła na 50 tysięcy uczestników. Mieliśmy tutaj do czynienia z konfliktem dwóch wartości zagwarantowanych w konstytucji: wolności wypowiedzi i wolności zgromadzeń. Dyrektor festiwalu Malta rozstrzygnął ten dylemat na rzecz wolności zgromadzeń. Do dwóch zapowiadanych spektakli poznańskich nie doszło, ale za to w 32 teatrach w Polsce (oprócz Łodzi) odbyły się czytania tekstu sztuki albo pokazy wideo, sam tekst zaś został opublikowany w weekendowym wydaniu dziennika o najwyższym nakładzie. Wcale liczne grono teatrologów skupionych wokół arcybiskupa Gądeckiego, używając chytrego zabiegu pozornej niezgody z treściami zawartymi w spektaklu Garcii, dokonało nadzwyczajnego sukcesu w dziedzinie reklamy, zwiększając wiele tysięcy razy grono jego odbiorców. Taki sukces w upowszechnianiu nie ma precedensu w dziejach teatralnego marketingu. Niech się schowają amerykańskie broadwayowskie chwyty. Polskiej krytyce teatralnej nikt i nic nie dorówna.

W dniu 27 czerwca grono krytyków teatralnych skupionych wokół Radia Maryja zaplanowało seminarium przed teatrem TR Warszawa na godzinę 16. Udałam się tam. Pomysł wyprowadzenia krytyki na ulicę nie jest w polskiej myśli teatrologicznej świeży, że przypomnę rok 1968 i Dejmkowskie Dziady. Jednak dzisiaj został on twórczo zrewitalizowany. Zamiast narzekać na stan współczesnego teatru, krytycy owi postanowili wesprzeć starania o jego naprawę modlitwą. W tym celu zapewnili odpowiednie nagłośnienie. Do nowatorskich pomysłów należał też – ewidentny w wypadku takich zgromadzeń – udział policji. Szef Pomarańczowej Alternatywy, Major Fydrych, zwykł mawiać, że już pojedynczy milicjant jest dziełem sztuki, nie mówiąc o większej ich liczbie. A liczba była taka, jaka była zawartość osobowa radiowozów na sygnale, których o godzinie 15.45 naliczyłam pędzących, a raczej przepychających się w godzinie szczytu przez Marszałkowską, sztuk 12.

Do równie świeżych pomysłów należało przybycie na owo seminarium z transparentami. Nie było tutaj pełnej zgody co do ideowych stanowisk krytyków – ale przecież spór i dyskusja jest podstawą rzetelnej postawy badawczej. Jedni bowiem uważali, że są oto obrażane ich uczucia (postawa ideologiczna), inni zaś stali na stanowisku, że źle są wydawane ich podatki (postawa materialistyczna). Spór miłośników Melpomeny nie miał jednak zbyt dramatycznych form. Moderator seminarium odwoływał się do głosowania, apelując co i raz przez megafon: kto Polak i katolik, ręka do góry. Nie powołano wprawdzie komisji skrutacyjnej, ale na oko ręce podnosiło od połowy do jednej czwartej zebranych. Zauważyłam, że najmniejszy procent Polaków i katolików występował wśród funkcjonariuszy policji. Rąk nie podnosiłam również ja – jako Polka, a nie Polak – oraz stojąca obok mnie starsza pani. Nie mogła. Miała bowiem jedną rękę obciążoną składanym rybackim krzesełkiem, w drugiej zaś trzymała dwie różnej wielkości, zgrabnie zachodzące na siebie pokrywki od garnków, służące do wykonywania tzw. „kociej muzyki”. Koncept podkładu muzycznego przy seminariach teatrologicznych jako kreatywne novum domaga się upowszechnienia.

Polska krytyka teatralna weszła na nowe tory i z żalem zdaję sobie sprawę, że trudno mi będzie do niej dołączyć. Mam głębokie poczucie wykluczenia i zepchnięcia na margines polskiej refleksji nad teatrem, pozostawania poza mainstreamem współczesnej teatrologii. Wzięłam też udział w kontynuacji, po przerwie, Warszawskiego Seminarium Teatrologicznego poświęconego spektaklowi Golgota Picnic na Placu Defilad pod Pałacem Kultury. Ulica Marszałkowska, przy której znajdują się zarówno teatr TR Warszawa, jak i Studio, może śmiało uchodzić za warszawskie centrum ulicznej refleksji nad teatrem. Absolutną nowością było włączenie do teatrologicznego dyskursu cuchnącego kwasu masłowego. Dotąd krytyka teatralna opierała się na zmyśle wzroku i słuchu, teraz twórczo dołączono do niej też zmysł powonienia. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że zarówno przed przerwą, jak i po niej dochodziło do tak zwanych przepychanek – zmysł dotyku był także w sensosferze refleksji obecny. Osobiście dotknąć palących problemów współczesnego teatru to wyżyny, na które – wiem i jestem tym głęboko sfrustrowana – nigdy się nie wespnę. Widziałam też, jak jeden z kolegów krytyków dobywał z bagażnika prostokąt ze sklejki na kiju (pomoc poglądowa szalenie użyteczna, bo mogąca służyć zimą do odgarniania śniegu) ze słusznym postulatem: „Boże, wybacz im, bowiem nie wiedzą, co czynią”.

30-06-2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2014-07-19   16:30:17
    Cytuj

    To jest tekst niemądry i proponowałbym nie czcić pamięci Haneczki właśnie tym... Niemądry, bo polityczny. Zakłamany, bo przekręcający fakty (byliśmy pod TR oboje) i dopisujący kiepskie żarty. I nie do obrony merytorycznie! "Dziadów" Dejmka Haneczka też nie widziała a się wypowiadała (a poniekąd magisterium napisała), bo spektakl to fakt społeczny, a niekoniecznie coś z figurami. I właśnie o konsekwencjach społecznych rozmowa. A GP mógł zobaczyć kto ciekawy, chociaż to był czas stracony. Czyli przejaw słabości zdolnej mojej przyjaciółki. Cześć jej niezafałszowanej pamięci

  • 2014-06-30   16:24:09
    Cytuj

    http://uszatyfotel.pl/2014/06/30/picnic-na-skraju-drogi/ Zapraszam do lektury.