AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Kołonotatnik 71: Postępowy środkowiec, czyli Karolak i Mieszkowski

 

Więc teraz serca mam dwa, smutki dwa (...)
Więc całuj mnie częściej, bo nie wiem,
Jak będzie, gdy odejdziesz.
Beata Kozidrak

1.
Warszawska IMKA przeszła w stan hibernacji. Tomasz Karolak ogłosił, że brakuje mu pieniędzy, jedni sponsorzy zakończyli współpracę z teatrem, następnych nie widać. Nie odbędą się zaplanowane na ten sezon premiery, jeszcze tylko cztery jesienne prezentacje festiwalu Polska w IMCE i szlus. Posprzątane. Nie będzie teatru. Jeśli Karolak nie znajdzie trzech milionów złotych na bieżącą działalność, zamyka interes, już teraz zredukował zatrudnienie. Niby wszyscy się spodziewaliśmy, że to pewnego dnia nastąpi, brukowce co jakiś czas informowały o kłopotach z płynnością finansową w teatrze, ale Karolak zawsze dementował, tłumaczył, jak teatr zarabia na siebie i jak on na niego zarabia: grając w reklamach i słabych filmach albo serialach. Coś za coś. W przypadku Karolaka to działało, niezależnie od tego, ile było w tych opowieściach altruizmu, a ile autoreklamy. IMKA była (jest?) ewenementem na tle innych „prywatnych” scen. Owszem, też wyciągała rękę po ministerialną jałmużnę na festiwal, korzystała z pracy aktorów zatrudnionych w innych teatrach i jak wszystkie warszawskie teatry unikała w ten sposób troski o socjal dla pracowników. Repertuarowo Karolak szukał jednak bardziej na lewo niż Polonia, chciał zagospodarować publiczność środka, ale taką, która jednak chce czegoś więcej, nie jest niechętna młodym twórcom, gwiazdy – tak, ale bez przesady, nie tylko one. Karolak budował teatr pokoleniowy, dla czterdziestolatków i młodszych, którzy nie do końca odnaleźli się w formułach teatrów autorskich Jarzyny (TR) i Warlikowskiego (Nowy Teatr) i teraz stoją w rozkroku między estetykami. Zaplecze warsztatowe i autorytet reżyserski zapewniał Karolakowi Mikołaj Grabowski, w robieniu festiwalu, a właściwie sceny impresaryjnej, pokazującej ciekawe i nowatorskie spektakle z kraju, pomagał mu selekcjoner Jacek Cieślak. I jest to chyba jedyne miejsce w Warszawie, gdzie można je zobaczyć poza WST.

Karolak prawie od samego początku wpuszczał debiutantów i reżyserów niechcianych gdzie indziej w stolicy, miał swój udział w sukcesie artystycznym tandemu Aleksandra Popławska – Marek Kalita. Wiedział, że sporo zyska na koprodukcjach z progresywnymi scenami (Teatr Łaźnia Nowa, Teatr Polski w Bydgoszczy), bo one potrzebowały miejsca do grania w Warszawie, a on dostawał od nich topowych reżyserów (Strzępka, Kleczewska). IMKA nie ścigała się z Nowym i TR, bardziej z Dramatycznym i Powszechnym, no i grała na nosie innym prywatnym scenom – Polonii, Och-Teatrowi, Kamienicy, 6. Piętru. Karolak miał swoją narrację: robię teatr dla inteligenta w średnim wieku, przecież on ma większe potrzeby niż to, co wy mu oferujecie. Z frekwencją pewnie bywało różnie poza spektaklami Grabowskiego, ale w planie ideowym samozaparcie Karolaka wyglądało imponująco. Lubiłem ten teatr. Bo czuć było w nim klimat łódzkiego Teatru Nowego z czasów dyrekcji Grabowskiego, gdzie Karolak terminował. No i nawet celebryctwo Karolaka było jakieś takie przaśne i sympatyczne, ścianka nie kłuła w oczy. Premiera Dziennika Gombrowicza z prezydentem Komorowskim na widowni, reagującym żywo i zdającym się rozumieć, po co przyszedł, była pięć lat temu nawet złudnym wrażeniem, że coś się w Polsce zmienia w traktowaniu teatru przez oficjeli.

Tyle dawnej IMKI. Nacieszyliśmy się nią, krótko, bo krótko, ale jednak. Co dalej? Doniesienia prasowe zabrzmiały naprawdę hiobowo, a oficjalne oświadczenie Karolaka miało w sobie coś z ultimatum: chcecie, by upadł fajny, ambitny, prywatny teatr? Przecież pokazałem, że można prowadzić niekomercyjną scenę z prywatnych funduszy, od czasu do czasu tylko wspomaganych grantami z ministerstwa. A teraz będę musiał ją zamknąć! Proszę o wsparcie.

Mam nadzieję, że oświadczenie szefa teatru miało na celu mobilizację potencjalnych sponsorów, może nawet ministerstwo lub prezydent Warszawy uroni choć jedną łezkę. Dziennikarze mogą tylko sprawę nagłośnić, publiczność niewiele ma do zrobienia, bo jak wiadomo, wpływy z biletów nie pokryją tych brakujących trzech milionów. IMKA jest dla dużych graczy.

Może rzeczywiście jest tak, że część z tych sponsorów pomagała teatrowi, bo widziała, że Karolak jest blisko z PO, był w komitecie poparcia dla Komorowskiego, nie ukrywał swoich sympatii politycznych. Datki dla IMKI brały się po części z rozpoznawalności Karolaka i sympatii, jaką budzi w kadrach kierowniczych wielkich firm. No bo równy chłop, dziary ma, żarcikami sypie jak z rękawa… Przy Żebrowskim można się z nudów na krawacie własnym powiesić, a z Karolakiem i to, i tamto. A jednak kranik został zakręcony. Czy Karolakowi zaszkodził wywiad dla „Do Rzeczy”, w którym wycofywał się z poparcia dla Komorowskiego i trochę przymilał do przyszłej, nowej władzy? Czy może po programie Tomasza Lisa, w którym wyśmiewał się z fałszywych jak się później okazało wpisów Kingi Dudy, zraził do siebie dżentelmenów z wielkiego biznesu? No bo Karolak będzie teraz w Pałacu na cenzurowanym, a nawet jeśli nie, firmy mogą tak sobie zakładać. I z kunktatorstwa, zwłaszcza spółki Skarbu Państwa, unikać trefnego przedsiębiorcy teatralnego. Albo to jedno niefortunne wystąpienie telewizyjne odwróciło trendy sympatii i Karolak znalazł się w niezaplanowanej i niechcianej roli oprawcy młodej, pięknej dziewczyny, prezydentówny. Analogicznie Justyna Steczkowska straciła sympatię Polaków na dobrych kilka lat przez sesję zdjęciową na cmentarzu, ilustrującą wywiad, w którym mówiła między innymi o śmierci ojca. Pamiętam francuski film Śmieszność, pokazujący upadek wszechwładnego arbitra elegantiarum na dworze Ludwika XVI, ulubieńca króla i dworu, błyskotliwego sofisty, który posunął się o jeden żart za daleko. Oby Karolakowi jednak nie zdarzyło się to samo, bo myśl, że IMKA upadnie pośrednio przez Kingę Dudę, wydaje się dewastująca dla świadomości przeciętnego polskiego teatromana.

Co zrobić z IMKĄ?
IMKA to przecież nie miejsce ani pieniądze, ani jego młodzi pracownicy i nawet nie zespół aktorski. IMKA to Tomasz Karolak z zapleczem, jego energia, skuteczność, wizja repertuarowa, rozpoznawalność, dezynwoltura wreszcie. Ratowanie IMKI powinno w takim razie polegać na czymś innym niż ratowanie Teatru Polskiego we Wrocławiu czy sceny lalkowej w Będzinie. Prawdę mówiąc, od początku nie wierzyłem, że projekt IMKA będzie już na zawsze. Jednak Karolak to nie Szyfman.

Tak naprawdę IMKA była (jest?) czyśćcem Tomasza Karolaka, miejscem przeobrażenia popularnego komediowego aktora w człowieka-instytucję, gwaranta programu i smaku. W IMCE Karolak zrzucał dawną gębę i nakładał nową, poważniejszą maskę. Zdawał egzamin wiarygodności i dojrzałości artystycznej – jako dyrektor, a nie aktor! Uczył się zarządzania, czyli dogadywania z ludźmi i urzędami. Świecił oczami po porażkach, rozkwitał w ogniu sukcesu. Chyba nie tylko ja nie mam wątpliwości, że Karolak ten egzamin zdał. Nie przypadkiem nobilitowali go Strzępka z Demirskim, którzy jeszcze w 2012 roku „zapraszali do teatrów publicznych”. A nie tak dawno przecież już koprodukowali z Karolakiem trzy części Klątwy. Jeśli nie da się dalej pracować w formacie IMKI, to jej dyrektor powinien wykonać następny krok. A będzie nim dyrekcja w teatrze publicznym. I to właśnie powinien zrobić teraz Tomasz Karolak. Przecież jego wizja dyrekcji teatralnej jest zbieżna z oczekiwaniami wielu marszałków i prezydentów miast, którzy chcą mieć w swoich teatrach kogoś znanego, kim można się pochwalić lokalnie i krajowo, kogoś z szerokimi kontaktami i inicjatywą sponsorską, kogoś lubiącego nowoczesny teatr, aczkolwiek bez przesady. Karolak nie jest od generowania skandali. W IMCE takich nie było.

Zgoda, nie ma już za wiele teatrów w Warszawie do rozdania (chyba że Dramatyczny po Słobodzianku?), ale może znajdzie się coś blisko stolicy.

Karolak stoi przed dylematem – walczyć o miejsce czy o pomysł. Moim zdaniem dokładnie to samo, co robił w IMCE, może realizować na jakiejkolwiek prowincjonalnej scenie w Polsce. Miejsce w Warszawie można by nawet zachować jako filię tej pozastołecznej sceny prowadzonej przez Karolaka. Dalej robić na niej festiwal, a przy okazji pokazywać swoje premiery, promować swoich aktorów.

Maciej Nowak swoim emigracyjnym gestem (współdyrekcja Teatru Polskiego w Poznaniu) pokazał drogę innym. Czasem trzeba wyjechać, żeby potem wrócić.

Nie płaczę po IMCE, bo nie umiem jej pomóc. Nie jestem prezesem żadnej wielkiej firmy, nie zasiadam nawet w jakimkolwiek zarządzie. Działki uzbrojonej pod Krynicą – choć Karolaka lubię – nie sprzedam. Przyjrzałem się budżetowi domowemu i najwyższa suma, jaką mógłbym miesięcznie wspomóc teatr IMKA, to 37 złotych 40 groszy. Jak się domyślam, nie starczy to nawet na pierwszą próbę czytaną Wiedźmina.

Nie płaczę po IMCE, namawiam Tomasza Karolaka do podjęcia prawdziwego wyzwania. Do tej pory w polskim teatrze obowiązywały następujące kierunki ruchu zawodowego dyrektorów: z teatrów publicznych na swoje i z teatrów offowych do teatrów publicznych. Przejście prywatnego przedsiębiorcy, szefującego przez kilka lat ambitnemu teatrowi prywatnemu, do teatru publicznego byłoby wyznaczeniem trzeciego kierunku. I ważną lekcją dla polskiego teatru.

2.
Jak zareagować na doniesienia prasy, że Krzysztof Mieszkowski pojawi się na listach Nowoczesnej i w październiku będzie walczył o mandat poselski we Wrocławiu? Cieszyć się? Smucić, bo dobry dyrektor osieroci teatr borykający się z problemami finansowymi? Czy dla Mieszkowskiego będzie to awans, logiczny krok w karierze, nagroda za wieloletnią działalność społeczno-kulturalną, czy raczej dyrektor Polskiego próbuje tak zwanej ucieczki do przodu, od kłopotów, utarczek personalnych we Wrocławiu?

Sam nie wiem, co myśleć, nie siedzę w głowie Krzysztofa, gdybam sobie jednak do woli, póki za to jeszcze nie biją i po sądach nie ciągają. Krzysiek z liberałami? Z liberałami? To Petru ma jakąś wizję dotowania i rozwoju polskiej kultury? Awersję do PIS-u rozumiem, rozczarowanie PO tym bardziej. Z Millerem iść pod rękę raczej wstyd i co jak co, ale na ludowca Mieszkowski absolutnie nie wygląda. Może więc nie było z kim, tylko z Nowoczesnymi? No to idzie. Ale dlaczego teraz zachciało mu się do parlamentu? I to do ław opozycji, bo nawet jeśli ugrupowanie Petru przejdzie próg wyborczy, na koalicję i współrządzenie z powodów oczywistych nie ma żadnych szans. To co po Krzysiek kandyduje? Chce pomóc w stanowieniu prawa uwzględniającego postulaty środowisk twórczych? Marne szanse; choćby nie wiem jak przepracowywał się w komisjach, prawdopodobna popaździernikowa większość sejmowa już wie, jak powinna wyglądać tak zwana „sztuka wspólnotowa”, czyli sztuka umacniająca wspólnotę narodową i wie też, którzy nienarodowi artyści nie zasługują na publiczne pieniądze. Czy Mieszkowski widzi swoją przyszłość jako autora interpelacji poselskich? Będzie rejtanił i spełniał się w polemikach z nowymi ideologami od kultury? Przecież można to robić i poza Sejmem! A może powodów obrania nowego kursu zawodowego należy szukać w sferze nie politycznej, a artystycznej? Czyżby Krzysiek zrozumiał, że lepszego sezonu niż poprzedni w Teatrze Polskim nigdy już nie będzie w stanie zaaranżować i czas zacząć grać na innym boisku? Może też ta nagła chęć kandydowania to gest autokoronacji: to ja, a nie Nowak, Karolak czy Klata jestem głosem i sumieniem polskiego teatru. Mieszkowski nigdy nie prezentował poglądów skrajnych, jako dyrektor kocha artystów, dba o widzów. Jeśli dostanę się do parlamentu, polski teatr będzie miał swojego speakera, ja będę reprezentował racjonalny głos środowiska. O, to całkiem prawdopodobne! Brakowało nam dotąd takiej postaci. Która ludzkim językiem wyjaśni politykom i elektoratowi „o co kaman”. I Mieszkowski miałby siłę przebicia – w mediach i w kuluarach sejmowych. Może – idąc dalej tym tropem – naprawdę uznał, że dalszą walkę o polski teatr można dziś prowadzić już tylko na Wiejskiej, że w obecnej sytuacji wszystkie lokalne i środowiskowe strategie już się wyczerpały i trzeba poznać, kogo trzeba, i lobbować w miejscu, gdzie zapadają naprawdę kluczowe decyzje. Łatwiej byłoby wtedy przeprowadzić akcję na rzecz przyznania wrocławskiemu Teatrowi Polskiemu statusu trzeciej Sceny Narodowej i zabezpieczenia go przed zakusami lokalnych partyjnych notabli. Tą jedną decyzją uleczono by chore finanse instytucji.

Posłowanie Krzyśka to także najprawdopodobniej inwestycja na przyszłość. Za cztery lata, kiedy polityczna szala znów się przeważy, łatwiej będzie znaleźć nowego ministra kultury w poselskich ławach niż na gorącej dyrektorskiej posadzie we Wrocławiu. I to jest moim zdaniem prawdziwa aspiracja Krzysztofa Mieszkowskiego. Powtarzam – ja tylko spekuluję, ale jeśli taka myśl przemknęła przez głowę Krzyśka, jak mówi młodzież: pełen szacun.

Za mojej pamięci ludzie teatru do Senatu RP startowali bez sukcesu. Jacek Głomb i Mikołaj Grabowski. No i jeszcze Ewa Wójciak kandydowała z Łodzi do europarlamentu z list Ruchu Palikota. Nie wyszło. Parlamentarzystą jest od wielu kadencji Jerzy Fedorowicz, ale chyba zawsze od teatru bardziej pasjonował go tenis. Czy uda się Mieszkowskiemu? Nie mam pojęcia, ale jego wrocławska rozpoznawalność dobrze rokuje.

Mieszkowski – poseł! Być może nawet pierwszy długowłosy polski parlamentarzysta od czasu agenta Tomka. Ale przecież wizualnie jest to inna liga.

3.
Przypomniało mi się teraz, jak nie tak dawno ogromnie zaskoczyła mnie odpowiedź starosty będzińskiego na list otwarty Krzysztofa Mieszkowskiego, zatroskanego groźbą likwidacji Teatru Dzieci Zagłębia. Nie był to list sygnowany przez aktywistów od kultury, pospolite ruszenie Obrońców Wszystkiego, które podpisuje, co tylko się da, z godną podziwu regularnością. Nie. Mieszkowski jako dyrektor Teatru Polskiego napisał do starosty samodzielnie, ale za to w tonacji: „Co wy tam wyprawiacie, towarzyszu? Co się u was dzieje”.? Starosta, niereagujący dotąd na głosy krytyki i sprzeciwu, ignorujący artykuły prasowe i akcje poparcia w Internecie, siadł i z pomocą sekretarza przygotował objaśnienie sytuacji dla Mieszkowskiego. To był prawdziwy pokaz siły medialnej i autorytetu Krzyśka. Michała Centowskiego i Jacka Zembrzuskiego zazdrość pewnie z miejsca zżarła. Mógłbym też ja sobie napisać do Będzina z piętnaście apeli i byłoby cicho w starostwie. A Krzysiek zainteresował się z grzeczności i zaraz urzędnik poczuł się w obowiązku odpowiedzieć.

Więc – uprzedzając nieco wypadki, może nawet wykorzystując wieloletnią znajomość z Krzyśkiem i licząc na jego wejście do Sejmu, załatwię teraz coś pro publico bono. Krzysztofie, wiem, że to należy do kompetencji władz samorządowych, ale one ignorują monity w tej sprawie, cała nadzieja w Tobie! Może mógłbyś w przyszłym Sejmie, najlepiej gdzieś w listopadzie, złożyć następującą interpelację na ręce szefa MSWiA lub ministra transportu. Chodzi mi o to, żeby przy wyjeździe z Jasła na Podkarpaciu był znak drogowy pokazujący rowerzystom właściwy kierunek do Gliniczka. Obecnie nie ma tam na skrzyżowaniu żadnego kierunkowskazu i kompletnie nie wiadomo, gdzie jechać. Nie wszyscy mieszkańcy chcą informować rowerzystów, nawigacja internetowa wariuje, mapy papierowe są nieprecyzyjne. Pod koniec lipca kolega patrzył, patrzył, szukał Gliniczka, sprawdzał GPS na tablecie podczas pedałowania i się spektakularnie wytentegował na jezdnię. Szybka tabletu do wymiany! Jakby ten znak tam był, Krzysztofie, to byśmy szybciej i bez strat w ludziach i sprzęcie dojechali boczą drogą do Krosna, właśnie przez Gliniczek. Da się coś zrobić w tej sprawie? Wiem, że kandydujesz z innego okręgu, ale może posadzą Cię w ławach poselskich gdzieś obok reprezentantów Podkarpacia i wtedy… Pamiętaj: Gliniczek.

Nadmienię, że obaj z kolegą jesteśmy z tak zwanego środowiska i planujemy głosować na Ciebie we Wrocławiu. Stosowną karteczkę już pobrałem.

2-09-2015

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę:
komentarze (8)
  • Użytkownik niezalogowany ta narracja nie przejdzie
    ta narracja nie przejdzie 2015-12-28   20:52:50
    Cytuj

    "Dwa lata temu Maciejowi Nowakowi skończyła się druga pięcioletnia kadencja w Instytucie Teatralnym. Nikt go stamtąd nie wyrzucał, po prostu ogłoszono konkurs, jako że nie ma stanowisk dożywotnich. Dwie kadencje to naprawdę dosyć." Ł.Drewniak

  • Użytkownik niezalogowany szczawa
    szczawa 2015-09-16   00:10:59
    Cytuj

    Teraz jeszcze tow. Mrozek parafelietonizuje... Prawdziwy pojedynek tytanów!

  • Użytkownik niezalogowany Julka
    Julka 2015-09-09   04:02:38
    Cytuj

    Postępowe drewno

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-09-07   10:40:56
    Cytuj

    troll do nauki

  • Użytkownik niezalogowany zembrzóska
    zembrzóska 2015-09-04   17:30:55
    Cytuj

    Mieszkowski na ministra finansów!

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-09-04   11:08:06
    Cytuj

    "wiedźminowi" pozwolę sobie polecić własne "Fryzury Drewniaka" (nie chce mi się szukać, przepraszam) na blogu, gdzie naśladując Tyrmanda opisującego fikołki ideologiczne Rakowskiego wskazuję na związek uwłosienia z pojemnością komórek i szarej substancji pod sklepieniem Łukaszka. I kiedy to było, a przecież rzeczony robi postępy - przodem do przodu czyli postępowo... Więc nic mnie nie "zżera" bo gdybym pokazał korespondentki od niejakiego Jaśkowiaka, to Drewniak i tak by nie zczerwieniał ze wstydu, bo już czerwony i wstydu nie ma; dlatego przekazałem je prokuratorowi! Krzysiu daje dowód sytuacji... A ta wygląda tak, że jest PANIKA i ogólne ratuj sie kto może. A przez Zaleszczyki będą korki - łajba tonie, to i towarzysze w potrzebie. Moja rada taka: od 26 października wziąć się do uczciwej roboty, bo kwalifikacji starczy na co najwyżej sprzątanie sceny po lepszych od siebie (Waszego Maciusia to nie dotyczy). Felietonik taki, jak i opisywany teatrzyk: III RP w pigułce i skondensowaniu. PR udający krytykę, kolesiostwo i żebranina. Na chałturę i propagandę! Bo tym był (mam nadzieję, że czas przeszły dokonany jest uzasadniony) klasyczny przejaw "kapitalizmu politycznego" w pseudokulturze. Takiej ilości bezczelnego kiczu, jak tam u Strzępki, Kleczewskiej, Klaty, Lupy (Grabowskiego nie widziałem) w życiu nie widziałem: amatorszczyzna, hucpa i nudziarstwo - za to jakieś nagie torsy u zrywających z siebie koszule biznesmenów i ogólne włażenie w cztery litery komu trzeba. Se to nie vrati kompaniole, i to wg mojej oceny na 20 lat, więc idą na was chudziutkie perspektywy. Powtórzę: praca uszlachetnia a matura się przydaje. Powodzenia

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-09-04   10:41:55
    Cytuj

    "wiedżminowi" pozwolę sobie polecić własne "Fryzury Drewniaka" (nie chce mi się szukać, przepraszam) na blogu, gdzie naśladując Tyrmanda opisującego fikołki ideologiczne Rakowskiego wskazuję na związek uwłosienia z pojemnością komórek i szarej substancji pod sklepieniem Łukaszka. I kiedy to było, a przecież rzeczony robi postępy - przodem do przodu czyli postępowo... Więc nic mnie nie "zżera" bo gdybym pokazał korespondentki od niejakiego Jaśkowiaka, to Drewniak i tak by nie zaczerwieniła ze wstydu, bo już czerwony i wstydu nie ma; dlatego przekazałem je prokuratorowi! Krzysiu daje dowód sytuacji... A ta wygląda tak, że jest PANIKA i ogólne ratuj sie kto może. A przez Zaleszczyki będą korki - łajba tonie, to i towarzysze w potrzebie. Moja rada taka: od 26 października wziąć się do uczciwej roboty, bo kwalifikacji starczy na co najwyżej sprzątanie sceny po lepszych od siebie (Maciusia to nie dotyczy). Felietonik taki, jak i opisywany teatrzyk: III RP w pigułce i skondensowaniu. PR udający krytykę, kolesiostwo i żebranina. Na chałturę i propagandę! Bo tym był (mam nadzieję, że czas przeszły dokonany jest uzasadniony) ten klasyczny przejaw "kapitalizmu politycznego" w pseudokulturze. Takiej ilości bezczelnego kiczu, jak tam u Strzępki, Kleczewskiej, Klaty, Lupy (Grabowskiego nie widziałem) w życiu nie widziałem: amatorszczyzna, chucpa i nudziarstwo - za to jakieś nagie torsy u zrywających z siebie koszule biznesmenów i ogólne włażenie w cztery litery komu trzeba. Se to nie vrati kompaniole, i to wg mojej oceny na 20 lat, więc idą dla was chudziutkie perspektywy. Powtórzę: praca uszlachetnia a matura się przydaje. Powodzenia

  • Użytkownik niezalogowany wiedźmin
    wiedźmin 2015-09-03   20:16:43
    Cytuj

    Nie da już się czytać Łukasza Drewniaka. Może i ma swoje poglądy, ale ostatnio jest nazbyt bojowy tzn. boi się je wyrażać. Dwa razy podpadł ostatnio środowisku więc stara mu się przypodobać. To jest żałosne. Już więcej czytać go nie będę.