AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Bajkowo-kolorowo

Doktorant Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Wrocławskim. Absolwent Filozofii oraz Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Współpracuje z czasopismem naukowym "Znaczenia".
A A A
 

Jaś i Małgosia we Wrocławskim Centrum Twórczości Dziecka to kolejna wciągająca zabawa dla najmłodszych i nie tylko. Urocza bajka o odwadze i zaufaniu, ale też o tym, że idąc do lasu warto wziąć ze sobą mapę. Warto też być podejrzliwym wobec cukierkowych domków. I nie tylko dlatego, żeby uniknąć próchnicy zębów.

Historia rodzeństwa, które próbując wydostać się z głębin ciemnej puszczy, trafia do złej czarownicy z kanibalistycznymi zapędami, ma już grubo ponad dwieście lat. Odnajdziemy ją w pierwszym tomie Baśni braci Grimm, wydanym jeszcze w 1812 roku. Dokładna data wydania to 20 grudnia, dzień, w którym Napoleon po nieudanej kompanii rosyjskiej, porzuciwszy resztki Wielkiej Armii, wraca do Paryża. Wzmiankuję o tym tylko dlatego, żeby na chwilę pochylić się nad oryginałem baśni, który poniekąd jest dzieckiem tej okrutnej porewolucyjnej epoki. Bo zważcie sami, w pierwotnej wersji tej dobranocki macocha (w innych wersjach matka) namawia męża, żeby porzucił własne dzieci w lesie, ponieważ nie mogą ich wyżywić. I ojciec ulega. Więcej nawet: po jednej nieudanej próbie pozbycia się potomstwa rodzicielka bez wahania decyduje się na następną.

Po drugiej wojnie światowej w Niemczech doszło do poważnej dyskusji na temat wzorców zachowania, jakie mogą upowszechniać podobne historie. W 1951 roku cenzura w Polsce nie dopuściła do wznowienia Baśni. Wątpię, żeby i teraz wielu widzów i czytelników doceniło pedagogiczne walory podobnych wątków. Być może dlatego właśnie odpowiedzialna za adaptację Jasia i Małgosi Gabriela Mikityn lekką ręką skreśliła je z wrocławskiego przedstawienia. Nie ma w nim ani macochy, ani głodu, który popycha rodziców do porzucenia dzieci w lesie. Jest natomiast bliższa współczesnym dzieciakom postać zapracowanego ojca, który z rzadka bywa w domu. Nie oceniam tego faktu, tylko sygnalizuję, że będzie to Hänsel und Gretel (taki jest oryginalny tytuł) w znacznie łagodniejszym wydaniu. We wrocławskim spektaklu nawet czarownica unika spalenia żywcem w piecu. Zamiast tego w odpowiednim czasie zamieniono ją w wielką żabę. Ale nadszedł czas, żeby poznać bohaterów tego wieczoru.

Oto i oni! Jaś, starszy i mądrzejszy brat Małgosi, oraz Małgosia – młodsza i milsza siostra Jasia. Dwie duże drewniane lalki animowane przez Igora Fijałkowskiego oraz Agatę Durę. Jaś o czarnych rozczochranych włosach przypomina hipsterską wersję Tomka Sawyera. Pasiasta koszulka, krótkie spodnie na pomarańczowych szelkach, kolorowe skarpetki i niebieska muszka. Natomiast Małgosia wygląda na Pippi Pończoszankę. Tylko że jest nieco młodsza, a marchewkoworude włosy nie zostały jeszcze splecione w warkoczyki. Ale duże buty są na miejscu.

Jaś i Małgosia mieszkają pod wielkim ciemnym lasem razem ze swoim ojcem, biednym drwalem. Rodzina niewielka, a mimo to pieniążków, jak to bywa, wystarcza tylko na podstawowe potrzeby. Żadnych tam iPodów i iPadów dzieci nawet nie oglądają. Zamiast „światowej pajęczyny” – taka zwyczajna. O tym wszystkim, może oprócz ostatnich dwóch zdań, dowiadujemy się od Dagmary Włoszek, która w przedstawieniu gra na przemian trzy pozostałe role. Teraz jest Narratorką. Ubrana na czarno podnosi do twarzy coś w rodzaju aureoli splecionej z choinkowych światełek. Robi się zaraz świątecznie i bajkowo. Taki prosty zabieg, ale jakie wrażenie! Nie tylko na najmłodszych.

Tak samo jest ze scenografią Dominiki Chochołowskiej-Bocian. Najpierw zupełnie nie przyciąga uwagi. Po lewej stronie jakieś zwisające liny mające imitować drzewa oraz kilka wielkich kolorowych grzybów bliżej nieokreślonego gatunku. Po prawej stoi zbita z desek konstrukcja o tajemniczym na pierwszy rzut oka przeznaczeniu. Tylko że już w połowie spektaklu zacząłem się domyślać, że to może być ten słynny cukierkowy domek z dachem z ciastek. Bieg wydarzeń potwierdził moje podejrzenia. Ale wtedy już byłem wciągnięty w magiczny świat spektaklu. Las ożył i rozbłysnął światłami. Dosłownie i w przenośni. Szczególnie zapamiętałem scenę, w której Jaś i Małgosia wypytują o drogę u gwiazd. (Było w tym coś ze starych rosyjskich bajek z mojego dzieciństwa). Gwiazdy natomiast, w postaci zawieszonych pod sufitem większych i mniejszych bombek, odpowiadając, mrugały delikatnym kremowym światłem. „Wszystko jest możliwe, jeżeli bardzo w to wierzysz” – wyszeptały dzieciom na pożegnanie. W tym momencie ja (a trzeba wam wiedzieć, że ostatnie dni poświęciłem lekturze Krytyki cynicznego rozumu Sloterdijka i byłem ostatecznie pogodzony z tezą, że świat schodzi na psy i koniec już blisko) instynktownie zacząłem potakiwać – uwierzyłem w przesłanie gwiazd. Tak, wszystko jest możliwe… Niewiarygodne. Ale wróćmy do naszego rodzeństwa.

Jaś i Małgosia postanawiają pomóc swoim rodzicom. Wyruszają do lasu. Po maliny i grzyby, rzecz jasna, bo jakże inaczej zebrać kasę na wymarzoną przez ojca siekierę Speed 2000. Jednak ten niefortunny pomysł zbyt szybko spełza na niczym. Dokładnie na niczym. Ani malin, ani grzybów. Są szyszki, ale ich potencjał komercyjny jest dość wątpliwy. Na domiar złego mapa gwarantująca bezpieczny powrót została w domu. A gdzie jest dom, teraz, po godzinach błąkania, można tylko zgadywać. W lesie, jak to w lesie, szybko staje się ciemno. Po godzinie u naszej pary zgrzytają zęby. Ze strachu i zimna zarazem. Nie pomagają nawet piosenki. W takich momentach i do gwiazd się zwrócisz, i ptaka wysłuchasz. Zwłaszcza jeżeli ten ostatni nazywa się Konstanty von Dziubek (druga rola Dagmary Włoszek) i mówi po ludzku. To za jego namową nasi bohaterowie trafiają do wspomnianej już czarownicy (trzecia rola Dagmary Włoszek). 

Agnieszce Mielcarek, która nie tak dawno we Wrocławskim Centrum Twórczości Dziecka zaprezentowała swoją Kosmiczną podróż, udało się być może najważniejsze – wciągnąć do zabawy tak dzieciaki, jak i rodziców, utrzymując równowagę pomiędzy powagą a żartem. Żadnej nudy i żadnego oszukiwania. We wszystkim dało się odczuć pasję i zaangażowanie. Znalazło się nawet miejsce dla drobnych perełek, jak chociażby reprodukcja obrazu Jane Avril Henriego de Toulouse-Lautreca w izbie leśnej czarodziejki. No i, rzecz jasna, po raz kolejny zło zostało ukarane, a dobroć wynagrodzona. Czego jeszcze sobie życzyć?

19-12-2014

 

Wrocławskie Centrum Twórczości Dziecka
Jaś i Małgosia
wg braci Grimm
adaptacja: Gabriela Mikityn
reżyseria: Agnieszka Mielcarek
scenografia: Dominika Chochołowska-Bocian
obsada: Agata Dura, Dagmara Włoszek, Igor Fijałkowski
premiera 06.12.2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (5)
  • Użytkownik niezalogowany Anton
    Anton 2014-12-25   15:23:28
    Cytuj

    Oceniam - bajkovo,dokladnie...!

  • Użytkownik niezalogowany GG7
    GG7 2014-12-24   18:17:56
    Cytuj

    In english...:? The Super review!

  • Użytkownik niezalogowany Jann
    Jann 2014-12-23   23:42:19
    Cytuj

    The Good lad!

  • Użytkownik niezalogowany Doktor
    Doktor 2014-12-23   22:47:34
    Cytuj

    The Good lad! Big future! Always interesting writes!

  • Użytkownik niezalogowany taka siaka
    taka siaka 2014-12-20   14:35:36
    Cytuj

    Dawno już nie czytałam takich bzdur. Pozdrawiam. Tak na marginesie- te lalki nie są wykonane z drewna.