AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Biedny Bolesław…

Doktor nauk humanistycznych. Adiunkt w Instytucie Sztuki PAN i Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Sekretarz redakcji kwartalnika „Pamiętnik Teatralny”. Ostatnio wydał książkę Inspiracje starotestamentowe w dramacie polskiego renesansu 1545–1625 (Warszawa 2012).
A A A
 

Niestety, ani Śmiały, ani Szczodry… Po prostu biedny… Przed wiekami jeden z najwybitniejszych Piastów przegrał walkę z biskupem Stanisławem. Po wiekach jedna z najciekawszych sztuk Stanisława Wyspiańskiego przegrała – jak czytamy w programie spektaklu -  w wyniku „różnych stanowisk estetycznych i interpretacyjnych reżysera Bartosza Zaczykiewicza oraz dyrektora Andrzeja Seweryna”.

Zakulisowej historii tego sporu nie znam. Trudno mi przeto ocenić, czy dyrektor popsuł dzieło reżysera, czy też próbował ratować nieudany spektakl. Pozostaje faktem, że efekt tej „współpracy” jest nader rozczarowujący.

Scenariusz ułożył profesor Jacek Popiel, który obok tekstu Bolesława Śmiałego postanowił wykorzystać fragmenty innych pism Wyspiańskiego, powiązanych z historią konfliktu króla i biskupa. Wizję miejsca akcji pozostawił ludziom teatru: „Świadomie nie określiłem w didaskaliach przestrzeni, w której rozgrywa się tragedia Bolesława” - wyjaśnił w programie spektaklu.

No i niestety… Twórcy spektaklu postanowili przedstawić wydarzenia w miejscu niedookreślonym. Być może akcja toczy się w teatrze. Objęto ją bowiem inscenizacyjną ramą zbudowaną z monologów Andrzeja Seweryna (prolog dramatu i epilog wykrojony z Argumentum do dramatu Króla Bolesława i Biskupa Stanisława). Można zgadywać, że cały ten koncept powstał poprzez analogię do Wyzwolenia…

Tyle że historia sporu króla z biskupem toczyła się w konkretnym, nieprzypadkowym miejscu. Wyspiański, nie mając możliwości dokładnego odtworzenia realiów, zbudował własną wizję piastowskiego Wawelu. Podniósł do potęgi to, co przetrwało w budownictwie chłopskim, i w ten sposób zdołał stworzyć przestrzeń prawdziwie mityczną.

Być może szkicowe dekoracje Izy Toroniewicz miały uczynić historię bardziej uniwersalną… Tyle że ceną za podjęcie takiej strategii jest zacieranie atrakcyjnych dla teatru konkretów. Niebezpieczeństwo to doskonale określił Jean Baudrillard: „Sądzimy, że przeznaczeniem wartości jest windowanie ich na poziom uniwersalny, nie dostrzegając śmiertelnego niebezpieczeństwa, jakie wiąże się z tym wyniesieniem: oznacza ono raczej redukcję albo wyniesienie wartości na poziom zero”1.

Docenić trzeba malarskość niektórych obrazów, nastrojowe światło i umiejętne ustawianie aktorów w przestrzeni.W spektaklu da się dostrzec parę interesujących pomysłów. Grający tytułową rolę Piotr Cyrwus ma na sobie prostą białą koszulę i buty z cholewami, dzięki czemu może się skojarzyć z chłopskim królem. Ważnym elementem scenografii jest potężna belka, na której zjeżdża korona. Później belka ta służyć będzie za tron, a także za ganek; krzywo zawieszona – skojarzy się z wagą, przechylającą się ku następcy Bolesława. W końcu spełni tę funkcję, którą Wyspiański przeznaczył biskupiej trumnie, przygniatającej Króla. Główna przestrzeń gry wysypana jest brunatną ziemią. Na niej leżeć będzie Król z Krasawicą, na niej uklęknie Biskup. Garściami tej ziemi ciskać się będzie w wyklętego władcę, jak gdyby podkreślając jego symboliczne przeniesienie w sferę śmierci.

Docenić trzeba malarskość niektórych obrazów, nastrojowe światło i umiejętne ustawianie aktorów w przestrzeni. Widza może urzec wyłaniająca się z głębi sceny procesja, niosąca kościelne chorągwie, czy grupa postaci ze świecami (kojarząca się z estetyką Gardzienic). Magia pryska, kiedy piękne obrazy ożywają. Szczególnie irytuje zbliżający się ku Bolesławowi tłum. Postaci są w nienaturalnych, napiętych pozach. Nie bardzo wiadomo, czy to jacyś zombies, czy może paralitycy. Tak się niekiedy zdarza, gdy reżyser chce uczynić tłum bardziej ekspresyjnym, ale ogranicza się do środków nazbyt powierzchownych.

Rozwiązania zastosowane w inscenizacji Bolesława Śmiałego częstokroć budzą wątpliwości. Czemu taki chłopski król i jego przyodziana w sukmany świta trzymają miecze, i to kojarzące się raczej ze starożytnym Rzymem? Czy nie lepiej byłoby wyposażyć ich chociażby w siekiery? Nie bardzo też spodobał mi się uwspółcześniony Biskup Stanisław z szerokim amarantowym pasem na oblamowanej sutannie. Jeżeli nie pojawia się w stroju pontyfikalnym, to czy nie lepiej by było, aby do chłopskiego króla przychodził wiejski ksiądz w wyszarzałej sutannie?

Bolesław Śmiały to zaiste śmiały dramat. Jednym z jego głównych elementów jest to, co dziś określilibyśmy jako psychodeliczne. Pierwiastek ów, widoczny już na początku utworu dzięki obecności Krasawicy, w kolejnych częściach gęstnieje. W akcie trzecim monarcha jest właściwie zatopiony w galaretowatej mgle, która emanuje dziwnymi głosami i kształtami. W Teatrze Polskim zlekceważono ten niezwykły potencjał. Słabo wykorzystano wątek Rycerza Piotra, ostatni akt jest dość nudny, a Bolesławowe monologi nie przyciągają uwagi widza.

Niestety… Piotr Cyrwus nie przekonuje jako Bolesław Śmiały. Jeszcze słabiej wypada Karol Modzelewski w roli Biskupa. Z pierwszoplanowych postaci uwagę przykuwa Krasawica (Lidia Sadowa) oraz epatujący siłą Sieciech (Dominik Łoś).

Efekty specjalne robią żenujące wrażenie. Od czasu do czasu scenę spowija sztuczny dym. Jego obecność jest pozbawiona jakiegokolwiek sensu, a przecież mógłby stać się jednym z głównych środków scenograficznych (np. ciągnąca od Wisły mgła czy para spowijająca królewską łaźnię). Kłopotliwie komentować użycie w jednej z ostatnich scen zraszacza, który w smętny sposób spryskuje Bolesława. Ten pomysł może głównie posłużyć rozbawieniu publiczności, zastanawiającej się, czy właśnie uruchomił się system przeciwpożarowy.

Na stronie internetowej teatru zamieszczono następujące zdanie: „»Bolesławem Śmiałym«, na zamknięcie obchodów 100-lecia Teatru Polskiego im. Arnolda Szyfmana w Warszawie, wracamy do tematu porządku władzy i krzepnięcia zależności między państwem a kościołem”. Brzmi interesująco, ale wizyta w teatrze przekonuje, iż owe tematy zostały potraktowane zupełnie powierzchownie. Powierzchowność jest zresztą główną cechą omawianego spektaklu. W tym porządku cienka warstwa ziemi na scenicznych deskach nabiera znaczenia symbolicznego. Biedny Bolesław…

1 J. Baudrillard, Przed końcem, rozmawia Philippe Petit, przełożyła Renata Lis, Warszawa 2001, s. 21–22.

7-02-2014

 

Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie
Stanisław Wyspiański
Bolesław Śmiały
scenariusz: Jacek Popiel
reżyseria: Bartosz Zaczykiewicz, Andrzej Seweryn
scenografia: Iza Toroniewicz
choreografia, ruch sceniczny: Katarzyna Anna Małachowska
opracowanie muzyczne: Katarzyna Brochocka
obsada: Piotr Cyrwus, Lidia Sadowa, Paweł Krucz, Dominik Łoś, Małgorzata Lipmann, Krystian Modzelewski, Wojciech Czerwiński, Antoni Ostrouch, Ewa Makomaska, Maksymilian Rogacki, Aleksandra Radwan, Piotr Bajtlik, Andrzej Seweryn
premiera: 29.01.2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: