AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Blue Jasmine: Blanche po „kuracji Edisona”

Teatrolog i filmoznawca.
A A A
 

Blue Jasmine Woody’ego Allena odczytywane było niemal przez wszystkich krytyków jako transpozycja Tramwaju zwanego pożądaniem, ale porównań dokonywano raczej do filmu Elii Kazana z 1951 roku.

W dziele Allena wiele jest, to jasne, nawiązań do Kazana, a także – co szczególnie interesujące – do wielkiej roli Vivien Leigh. Ale jeszcze ciekawsze wydaje się śledzenie rozwiązań, jakie w Blue Jasmine wynikają nie ze słynnej adaptacji, ale z samego dramatu Tennessee Williamsa.

Allen czyta Williamsa bez nostalgii: dlatego też tytułowa bohaterka, Jasmine (Cate Blanchett), i jej przyrodnia siostra Ginger (Sally Hawkins) były w dzieciństwie adoptowane. Nie ma już rodzinnej posiadłości Belle Reve ani nawet jej wspomnienia, nie ma mitu Południa – jest wydziedziczenie, brak korzeni i niepamięć. Siostry mówią o „swoich rodzicach” – ludziach, którzy je wychowywali, ale nie wspominają ani słowem tych biologicznych. Ginger jedynie kilkakrotnie podkreśla, że Jasmine ma „lepsze geny”, stąd jej lepsze życie. Które zresztą właśnie się skończyło.

Film Allena rozpoczyna się w samolocie: Jasmine, wciąż piękna, elegancka, błyskotliwa, zamęcza towarzyszkę podróży opowieścią o swoim wspaniałym życiu. Które właśnie się skończyło. Ale po tej scenie następuje sekwencja, w której Allen rozpoczyna grę z Williamsem – grę, która, śledzona scena po scenie, ujawnia swoją subtelność, a zarazem w swojej istocie stanowi diagnozę współczesności.

Jest więc scena pod domem, w którym nikt na Jasmine nie czeka, jest szukanie alkoholu, przybycie siostry, pierwsze rozmowy. Można po kolei analizować każde rozwiązanie – albo zostawić to widzowi. W cyklu rekomendującym „letnie lektury filmowe” wyliczenie analogii i zapożyczeń byłoby nieznośnym spoilerem. Warto jednak wskazać kluczowe tropy i elementy diagnozy, jaką przewrotnie, choć zupełnie serio, formułuje reżyser.

Jasmine i Ginger są, rzecz jasna, około 10 lat starsze niż u Williamsa, bo przy dzisiejszym rytmie życia ich życiowe doświadczenia zajęły nieco więcej czasu. Ginger wychowuje dwóch synów, zdążyła się rozwieść – bo rozwody są już możliwe i społecznie akceptowane. Jasmine za to ma za sobą kilkunastoletnie małżeństwo – tylko kilkanaście lat przy boku malwersanta i oszusta może stanowić stygmat podobny do tego, jakim była seksualna swoboda Blanche, bohaterki Williamsa. To jedno z najciekawszych Allenowskich przesunięć: w tamtym świecie posiadanie wielu partnerów, których usiłuje się naciągnąć na małżeństwo, czy szerzej – seksualna swoboda – wykluczało kobietę ze społeczności „porządnych” ludzi. W naszym świecie wykluczyć może jedynie oszustwo, które pozbawia majątku innych – innych, konkretnych ludzi, a nie abstrakcyjne „społeczeństwo”. Dlatego Jasmine z goryczą wspomina, że musiała podawać do mierzenia buty swoim niedawnym przyjaciółkom – jej upokorzenie jest równie dotkliwe, jak to Blanche, kiedy ujawniono, że bywała prostytutką.

Ale interesujące wydaje się też co innego: i Blanche, i Jasmine zatracają się w świecie seksu i pieniędzy nie w poszukiwaniu rozkoszy czy spełnienia, ale by wypełnić rozpacz i pustkę. Blanche mówi wprost o powodach swoich przygód: „Nie zostało już nic, oprócz… śmierci. […] Jej zaprzeczeniem jest pożądanie. […] Jak można się dziwić? Zanim straciliśmy Belle Reve, nieopodal stacjonowało wojsko – młodzi żołnierze. W soboty jeździli do miasta i upijali się, a wracając zataczali się na naszej łące i wołali: »Blanche! Blanche!« […] A ja się czasem wymykałam […]. Potem przyjeżdżała ciężarówka, zbierała ich jak stokrotki… i zawoziła do domu…” (fragmenty Tramwaju zwanego pożądaniem w przekładzie Jacka Poniedziałka). Jasmine, paradoksalnie, jest mniej szczera: mówi o odpowiedzialności, jaka płynie z bogactwa, i o swojej działalności charytatywnej.

Poplątało nam się – zdaje się mówić Woody Allen, bezkompromisowo portretując tyle swoich bohaterów, co widzów. Jasmine żyje w świecie – i to rozwiązanie Allena jest w istocie porażające – dużo bardziej zakłamanym niż ten, w jakim funkcjonowali Blanche, Stella i Stanley Kowalski w dramacie Tennessee Williamsa; więcej nawet: niż ten z filmu Kazana. W adaptacji z 1951 roku nie pojawia się wyjaśnienie przyczyn niepowodzenia pierwszego związku Blanche, jej małżeństwa z homoseksualistą – wątek orientacji seksualnej jest tu skutecznie zatuszowany (podobnie zresztą jak w innych adaptacjach dramatów Williamsa). Ale i u Williamsa, i u Kazana świat wydaje się prostszy, a mówienie o kwestiach bytowych – bardziej otwarte. Świat nowojorskiej elity, jaki tworzy Allen, hermetyczny i nieprzyjazny, nie kręci się wokół seksu czy pieniędzy, ale koncentruje się na symulakrach, które kreuje i którym składa hołdy. Świat Blanche – w całym swoim okrucieństwie odrzucenia nieprzystosowanych – jest prawdziwszy niż bańka, w jakiej żyła Jasmine. Nawet jej imię (mąż mówi przyjaciołom: „zakochałem się w imieniu Jasmine”) okazuje się fałszywe – albo raczej wyznacza nową tożsamość; ta związana z „Janette” była zbyt banalna. Z imieniem łączy się zmyślona opowieść o tym, że matka lubiła zapach jaśminu. Kiedy mąż zostanie aresztowany, Jasmine zaczyna posługiwać się również zmyślonym nazwiskiem. Fakty ulegają przetworzeniu, konfabulacje wsączają się w umysł, prowadząc do obłędu.

Blanche popadła w obłęd, bo przebrała się miara jej cierpienia – panienki nieprzygotowanej na umieranie świata, w jakim dorastała, i miłosny zawód, wypaczający jej seksualność. Jasmine popada w obłęd, bo jej życie królewny u boku zarabiającego miliardy na piramidzie finansowej męża skończyło się nagle za sprawą rolexa pozostawionego przypadkiem w luksusowym paryskim hotelu. Pasek i żakiet od Chanel, torba od Hermesa i walizka L.V. to ostatnie rekwizyty świata, który runął.

Jasmine wypowiada kwestie wyjęte z dramatu Williamsa (Blanchett grała zresztą Blanche w przedstawieniu w reżyserii Liv Ullmann), ale jej szaleństwo istotnie różni się od szaleństwa pani DuBois. Bohaterka Allena – to kolejny znak współczesności – ma za sobą elektrowstrząsy, które nazywa „kuracją Edisona”, liczne próby leczenia stanów depresyjnych i nieustannie łyka xanax. Blanche z dramatu Williamsa zostaje odwieziona do szpitala psychiatrycznego, Jasmine – po załamaniu nerwowym, kuracji i otrzymaniu recepty – zostaje pozostawiona sama sobie. „Poplątało mi się” – mówi bezradna, siedząc na ławce i rozpoczynając po raz kolejny opowieść o tym, w jakich okolicznościach poznała męża. Poplątało nam się – zdaje się mówić Woody Allen, bezkompromisowo portretując tyle swoich bohaterów, co widzów.

30-07-2014

Blue Jasmine

scenariusz i reżyseria: Woody Allen

USA 2013

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: