AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Brzechwa w czerni

Doktorantka w Zakładzie Performatyki Instytutu Kulturoznawstwa UAM. Autorka artykułów dotyczących performatywnego wymiaru fotografii oraz recenzji teatralnych. Współpracowała m.in. z Fundacją Malta oraz z Nową Siłą Krytyczną.
A A A
Fot. Karolina Machowicz  

Szczeciński Teatr Lalek „Pleciuga” z okazji sześćdziesięciolecia swojej działalności po raz kolejny zaprosił do współpracy Annę Augustynowicz. Z jej reżyserskich pomysłów narodziły się Bajki samograjki – spektakl oparty na czterech tekstach Jana Brzechwy, bardzo dobrze znanych zarówno młodszym, jak i starszym widzom.

Śledzimy więc przygody archetypicznych bohaterów – Kopciuszka i Czerwonego Kapturka oraz perypetie robaczka, któremu zbrzydły jabłka, a także warzyw prowadzących dysputy „w dniu targowym”. W wersji dyrektorki artystycznej szczecińskiego Teatru Współczesnego historie te stają się pretekstem do zabawy słowem, rytmem, dźwiękiem. Trudno orzec, czy większą frajdę z tej zabawy mają młodsi widzowie teatralni, czy też ich opiekunowie.  

W miarę trwania spektaklu nie mogłam oprzeć się wrażeniu, iż głównym jego bohaterem nie jest wcale żadna z postaci unieśmiertelnionych przez Brzechwę, lecz rym i rytm, które autor Kaczki dziwaczki opanował do perfekcji i z powodzeniem bawił się nimi w swych wierszach. Mówi się, że słowa – odpowiednio ze sobą dobrane – posiadają własną melodię. W Bajkach... Augustynowicz ta melodia ożywa na scenie, a towarzyszą jej instrumenty muzyczne, śpiewy aktorów i klaskanie widzów.

W tej melodii słychać jednak pewne zgrzyty, fałszywe nuty i szumy komunikacyjne, a dźwięk nie zgadza się z obrazem. Nie potrafię bowiem uciec od pewnych skojarzeń teatralnych, jakie Bajki... przede mną odsłoniły. Mówiąc w wielkim skrócie: odniosłam wrażenie, że kolorowy świat bajek Brzechwy ktoś połączył z postindustrialnym, szaro-czarnym pejzażem nastrajającym widza (i młodego, i starszego) dość pesymistycznie. Aktorzy, ubrani w czarne stroje, przypominali swym wyglądem (ale i ruchem, zwłaszcza w scenach o Kopciuszku) kukły ożywające za sprawą melodii tekstów bajkopisarza. Momentami wręcz uruchamiały się w moim umyśle obrazy z Umarłej klasy Kantora.

Aktorów grających w Bajkach samograjkach (zaznaczyć trzeba, iż w spektaklu Augustynowicz występują wszyscy aktorzy „Pleciugi”) reżyserka postanowiła zrównać wizualnie. Sceniczni wykonawcy pozostali w czarnych strojach od początku do końca przedstawienia i tylko niewielka liczba rekwizytów oraz różne nakrycia głowy pozwalały na identyfikację postaci, którą grał dany aktor. Zabieg ujednolicenia postaci scenicznych przy pomocy stroju miał taki skutek, że czasem wydawało mi się, iż wystarczyłoby zamknąć oczy (choć może nawet i to nie byłoby konieczne), a prezentowana forma nie odbiegałaby zbytnio od słuchowisk radiowych. Być może zresztą to właśnie nagrania płytowe bajek Brzechwy stanowiły dla reżyserki bezpośrednią inspirację przy tworzeniu spektaklu. W wywiadzie zamieszczonym na łamach „Gabitu. Gazety Teatru Lalek Pleciuga” Augustynowicz wspomina: „W moim rodzinnym domu było radio z adapterem. Trzeba było podnieść wieko, nastawić płytę i człowiek przenosił się w inny świat. Jedną z ulubionych bajek było Na straganie, dzisiaj mam świadomość, że słuchałam wykonania znakomitych aktorów! To był początek lat 60. ubiegłego wieku, ale do tej pory mam w uchu ich głos”1.

Ten „inny świat” pojawił się także na scenie szczecińskiej „Pleciugi”, tyle że (przynajmniej dla mnie) za dużo w nim lat 60., z ich przaśną, „chałupniczą” konsumpcją epoki małej stabilizacji i jednakowo szaro prezentującymi się ludźmi z sąsiedztwa. Być może jednak mój osąd nie jest słuszny, nie mogę bowiem odnieść się do inspiracji zawartych w cudzej biografii, a zwłaszcza takiej, której początki rozgrywały się w czasach, których nie dane mi było poznać. (Oczywiście można mi tutaj zarzucić chociażby to, że pojawiłam się na świecie dopiero dwadzieścia parę lat później i PRL-u nie pamiętam. Tyle że moje zabawy nie ograniczały się jednak do komputera czy telewizora, wręcz przeciwnie – opierały się raczej na próbach „stworzenia czegoś z niczego”). Nie twierdzę także, iż „mniej” (np. kolorów) nigdy nie znaczy „więcej” (np. skojarzeń i znaczeń), jednak nie jestem skłonna do utożsamiania bogactwa barw, kostiumów i scenografii w teatrze dla dzieci z infantylizmem. Tymczasem scenograf Bajek samograjek, Marek Braun, nie wykazał się rozbuchaną wyobraźnią przy konstruowaniu spektaklowej przestrzeni: ograniczył się do podestu i ekranu, na który od czasu do czasu rzutowano ruchome obrazy wyczarowywane przez komputer. Trochę to mało, jeśli wziąć pod uwagę dziecięcą perspektywę patrzenia na świat.

Pierwsza scena Bajek, czyli inscenizacja wiersza Na straganie, przypomina trochę poranną gimnastykę albo ćwiczenia mnemotechniczne czy też może kurs tańca – aktorzy za pomocą gestów i kroków „symbolicznie wizualizują” słowa wiersza. Dosyć dobrze oddają w ten sposób formę dziecięcych zabaw, zwłaszcza takich, w których dzieci naśladują ruchy dorosłych albo po prostu ich małpują. Powtórzenie fragmentu tej sceny w końcowej części spektaklu uważam za strzał w dziesiątkę – widzowie, obeznani z ruchami, które towarzyszyły poszczególnym słowom rymowanki, a także z samymi tekstami (wyświetlono je w stosownych momentach na ekranie), mogli włączyć się w tę swoistą grę, a czynili to skwapliwie i z radością dopowiadali kolejne fragmenty tekstu, niejednokrotnie dodając do tego odpowiednie (podpatrzone u aktorów) gesty.

Moją uwagę przykuła również postać Wilka (Maciej Sikorski), sugestywnie przeniesiona we współczesne realia, w których zagrożenia dla bezpieczeństwa najmłodszych czyhają chociażby na internetowych czatach. To właśnie tam, w przestrzeni wirtualnej pod rówieśnika naszego dziecka podszywać się może dorosły zwyrodnialec, stąd (patrząc tym razem na rzecz całą z pedagogicznego punktu widzenia) za bardzo dobry pomysł uważam przeniesienie części dialogu Czerwonego Kapturka z Wilkiem na ekran, na którym ów dialog wyświetlał się w formie „chmurek” z czatów w Internecie.

Ważnym elementem przedstawienia Augustynowicz jest jego warstwa muzyczna. Tak jak już sugerowałam, uwypukla ona melodię rymów Brzechwy, jednakże momentami staje się zbyt monotonna, jednostajna (zwłaszcza w części o Czerwonym Kapturku, gdzie słyszymy o wiele za często te same nuty wygrywane na basie); sugeruje ona wręcz, że Brzechwa pisał swoje poezje dla dzieci, posługując się jednym schematem. To samo dotyczy warstwy choreograficznej – od wciąż tych samych kroków, z uporem powtarzanych przez aktorów, można dostać lekkiego zawrotu głowy.

A teraz, na sam koniec muszę chyba posypać głowę popiołem i przyznać się do tego, że najprawdopodobniej dzieci by się z moją krytyczną postawą nie zgodziły. Podczas spektaklu obserwowałam ich skupione na aktorach spojrzenia, a po jego zakończeniu podsłuchiwałam ich wrażenia, którymi dzieliły się bądź z rodzicami, bądź z kolegami. Być może nie śmiały się tak często, jakbym tego oczekiwała. Jednak nic nie wskazuje na to, żeby np. przeszkadzała im czerń kostiumów. Ach, wiele bym dała, by móc cofnąć czas, na powrót stać się dzieckiem i po prostu upajać się opowiadaniem mi bajki w wyjątkowej teatralnej przestrzeni!

1 Istotą zabawy w teatrze jest fantazja na temat schematu, wywiad z Anną Augustynowicz, „Gabit. Gazeta Teatru Lalek Pleciuga w Szczecinie”, nr 40, listopad 2013, s. 13.

25-11-2013

galeria zdjęć Bajki samograjki, reż. A. Augustynowicz, fot. Karolina Machowicz Bajki samograjki, reż. A. Augustynowicz, fot.  Karolina Machowicz Bajki samograjki, reż. A. Augustynowicz, fot.  Karolina Machowicz Bajki samograjki, reż. A. Augustynowicz, fot.  Karolina Machowicz ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Lalek „Pleciuga” w Szczecinie
Jan Brzechwa    
Bajki samograjki
reżyseria: Anna Augustynowicz
scenografia: Marek Braun
kostiumy: Wanda Kowalska
muzyka: Jacek Wierzchowski
obsada: Mariola Fajak-Słomińska, Rafał Hajdukiewicz, Danuta Kamińska, Dariusz Kamiński, Katarzyna Klimek, Mirosław Kucharski, Paulina Lenart, Grażyna Nieciecka-Puchalik, Edyta Niewińska-Van der Moeren, Maciej Sikorski, Janusz Słomiński, Krzysztof Tarasiuk, Zbigniew Wilczyński, Przemysław Żychowski
premiera: 16.11.2013

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: