AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Ćpaj historię!

Sienkiewicz Superstar (czyli zupełnie spóźniona anegdota biograficzna na chwalebną okazję stulecia odzyskania niepodległości), reż. Aneta Groszyńska, Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu
Doktorant Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Wrocławskim. Absolwent Filozofii oraz Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Współpracuje z czasopismem naukowym "Znaczenia".
A A A
 

Na Sienkiewicza Superstar czekałem od ponad dwóch lat. Od czasu, kiedy po raz pierwszy obejrzałem Zapolską Superstar, przedstawienie w całkiem „wałbrzyskim stylu” mocujące się z biografią tej wojowniczki o losy i prawa kobiet, pełnej spektakularnych porażek i nieoczywistych zwycięstw.

Było to dzieło lekkie i przyjemne, a jednocześnie wieloznaczne, buntownicze i wzruszające. Wybuchowa mieszanka patosu i ironii. Tragikomiczna jak samo życie. Specjalizująca się w dyptykach, tryptykach i serialach teatralnych scena nie mogła więc tak łatwo porzucić nowo powstałego brandu. Zwłaszcza że na sam koniec spektaklu padła – pół żartem, pół serio – propozycja, żeby następnym razem zebrać się z okazji teatralnego eksperymentu nad sylwetką Sienkiewicza właśnie.

Ekipa nowego przedstawienia w zasadzie pozostała ta sama. Na posterunku reżyserskim wciąż Aneta Groszyńska. tekst i dramaturgia – Jan Czapliński, scenografia i kostiumy – Tomasz Walesiak. W roli Sienkiewicza ponownie Filip Perkowski. Ponownie, ponieważ w tej roli zdążył już się pojawić w arcyzabawnej scenie rozprawy sądowej mającej ustalić fakt domniemanego plagiatu ze strony Zapolskiej. Wtedy ukazał się jako do skrajności pewny siebie patriarcha polskiej literatury, bezapelacyjnie dzielący populację ludzką na tych, co dostali Nobla, oraz tych, kogo podobny zaszczyt, niekiedy szerokim wręcz łukiem, ominął.

Tym razem zobaczymy zupełnie innego Sienkiewicza. Nie pozostanie w nim nic z tej arogancji i posągowości. Siedzi na krzesełku, moczy nogi w emaliowanej miednicy, narzeka na ból zębów i nie potrafi wymyślić na przemówienie noblowskie nic lepszego niźli brzmiące niczym zaklęcie ochronne: Thank you. Give me my money. Goodbye. Nawet butów nie jest w stanie założyć w tym samym kolorze. Jak na prawdziwego patriotę przystało, chodzi na biało-czerwono. Ale zanim zastaniemy wybitnego pisarza w tej wyjątkowo intymnej sytuacji, swoje własne przemówienie wygłosi nie kto inny, jak pan Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej.

Michał Kosela, uderzając w nuty patosu, pod dźwięki granego przez resztę zespołu marsza pogrzebowego przywołuje z pamięci wzruszającą scenę pożegnania Pana Wołodyjowskiego. Uroczyście i przejmująco deklamuje: „A ty się nie zrywasz! Na konia nie siadasz! Szabli nie chwytasz!”, natychmiast wyznając, że czytając te słowa w dzieciństwie, płakał rzewnymi łzami. „Kto podniesie upadłe serca nasze?” – powtarza w retorycznym uniesieniu. Nastrój celebracji bohaterstwa zakłóca stojąca z tyłu Pierwsza Dama (Irena Sierakowska), proponując mężowi chusteczkę. Nie wiadomo jednak, skąd i jak by ją miała wyciągnąć, bowiem w rękach trzyma cały stos książek Sienkiewicza, grzbiety których, oznaczone literami, układają się w imię i nazwisko pisarza.

Na razie jednak jeszcze nie przyszła jej kolej. Jeszcze pan prezydent nie pokazał, jak to wyciąga szablę Jan III Sobieski. Nie przyznał się, że podczas joggingu puszcza sobie w słuchawkach nagranie szumu piór husarskich. A kiedy już kolej przyjdzie, będzie czas na czytanie „z poruszeniem” Ogniem i mieczem oraz zapalczywy monolog o tym, że niewytrwałym w kupowaniu kolejnych tomów „różnie się potem na półkach grzbietami układa”, a najczęściej układa się w samo krótkie „H” pierwszego, darmowego dodatku „na zachętę”. Egzaltacja prezydenta tymczasem rośnie z sekundy na sekundę. Aktor biega po scenie urządzonej przez Tomasza Walesiaka na wzór reprezentacyjnej sali Pałacu Prezydenckiego z jej pastelowymi tonacjami urzędowej elegancji. Wcielając się po kolej w bohaterów trylogii, Kosela macha zdjętą ze ściany szablą, wpadając niekiedy w zwierzęcą niemalże wściekłość, która wstrząsa jego „nawiedzonym” ciałem. Małżonka zaś, ponownie przejmując sztafetę uroczystości, odpowiada na ten sztubacki wybryk dodatkową porcją „świętego tekstu”. Streszczając znaną już nam książkę, z zadziwiającą szybkością przeskakuje przez liczne „zbiegi okoliczności” i „motyle w brzuchach”, mknąc ku ważniejszemu i najpiękniejszemu: „Bar… wzięty!”. Cytat ten jest sygnałem, iż nadszedł czas, żeby skonsumować powstałe napięcie pod sosem punkowych rytmów z imperatywnym refrenem: „Ćpaj historię!”.

Aneta Groszyńska z powodzeniem przenosi anarchistyczno-bluźnierczą atmosferę Zapolskiej…, przemycając wraz z nią, dzięki pojawiającej się z zaświatów podscenia Marii Sienkiewicz (Joanna Łaganowska) oraz przebywającej „w domyśle” Helenie Kurcewiczównie, wyraźnie i zdecydowanie poprowadzony wątek feministyczny. Jednak tym razem, przypuszczając atak na fallologocentryczną historiozofię, jak podpowiada pojawiający się w spektaklu Przybyszewski, cytujący przy tym opinię stojącego obok Brzozowskiego, „rozliczając się z Sienkiewiczem, rozlicza się z całym społeczeństwem”. Najnowszy wałbrzyski spektakl to bowiem przewrotny teatralny esej o nieustannym, przybierającym pokraczne i niebezpieczne formy obnoszeniu się Polaków z własną polskością. Esej nieobawiający się wyraźnego artykułowania kolejnych diagnoz, niepodający jednocześnie zbyt łatwych recept na leczenie tej „choroby”. Jak gorzko zauważa tytułowy bohater: „Pomylony ten naród… Daj mu fikcję porządnie skrojoną, to zrobi sobie z niej życie”.

Aktorzy w Sienkiewiczu… „przymierzają” na siebie kolejne postacie niczym kostiumy, sprytnie poruszając się między wielością poziomów skomplikowanej konstrukcji dramaturgicznej spektaklu, śmiało łączącej absurd, groteskę i kpinę, wykrzywiającej prawa czasu i przestrzeni, mieszającej porządki żywych i umarłych. Szczególnie urzeka w tych przejściach i przebierankach Rafał Kosowski. Najpierw w roli Stanisława Brzozowskiego z esencjalnym monologiem-wyliczanką „z czego by to składał się pomnik Sienkiewiczowi…”, brzmiącym niczym bluźnierczo-prześmiewcza litania, mająca wyegzorcyzmować widzów z niestosownych form (pseudo)patriotyzmu spod znaku biało-czerwonych szaliczków; innym razem swoją parodią na Daniela Olbrychskiego, wciąż będącego pod wrażeniem zagranej niegdyś roli Kmicica. Intrygującą kreację, uzupełniającą przedstawienie o „perspektywę martwego dziecka pozytywizmu” stworzyła Sara Celler-Jezierska. Pełna uroku chłopięcej nieporadności, zbudowała postać-symbol, która swoją innością kontrapunktuje emocjonalne węzły spektaklu.

Na tym tle Sienkiewicz Filipa Perkowskiego wydaje się być osobą wyjątkowo rozsądną i odpowiedzialną, utrzymującą wobec siebie odpowiedni dystans. Pisze „przygodowe powieści dla chłopców” i wcale się tego nie wstydzi, chociaż do aktów samokrytyki ciągle namawia go „progresywna” krytyka. Stara się podnosić na duchu rodaków, nie zamierzając jednak sprzedawać im żadnej ideologii, proponując jedynie terapeutyczne dawki pokrzepiających serca historii o Pierwszej Rzeczypospolitej. Poza tym dyskutuje z naturalistami i ręcznikiem przegania ze sceny przedstawicieli władzy kuszących pisarza pomnikową egzystencją pośmiertną. Angażuje się w zbiórkę dla Polaków rannych w czasie wojny i zakłada fundację na rzecz chorujących na gruźlicę artystów. Próbuje więc naprawiać świat w miarę własnych możliwości, nie dając się ponieść pysze proroka.

Demonstracją jego pokory stanie się bodajże najbardziej „poważna” scena spektaklu, w której pisarz spowiada się do mikrofonu z tego, że od słoikowo-studenckich czasów, kiedy został świadkiem egzekucji, „dynda” mu w głowie powieszony Traugutt. I jakże mógłby teraz pobłogosławić siedzących na proscenium kolejnych „żołnierzy sprawy polskiej”, skoro skłamał i prawdziwe oblicze wojny dalekie jest od upiększonych wizji z jego książek? A mimo wszystko, czyżby był winny temu, że w Polsce rzeczywistość przegrywa z fikcją, jak pomysł na założenie szkoły przegrywa z gromadką broniących rzekomego grobu Podbipięty chłopów, gotowych wypędzać ducha postępu i edukacji śpiewem Bogurodzicy? Czy temu, że Sienkiewicza się nie czyta, bo od tego jest raz do roku organizowany Narodowy Dzień Czytania, lecz używa się do własnych rozgrywek politycznych? A skoro nie, to cóż mu w zasadzie pozostaje? Z nieskrywanym smutkiem i pobłażliwością „zaświatowca” popatrzeć na nas i skonstatować: „Ulepili mnie z potrzeb swoich i w pomnik zamkną”. Z melancholią dodając, że „pomnik przynajmniej na ból zębów nie cierpi”.

13-04-2018

galeria zdjęć Sienkiewicz Superstar (czyli zupełnie spóźniona anegdota biograficzna na chwalebną okazję stulecia odzyskania niepodległości), reż. Aneta Groszyńska, Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu <i>Sienkiewicz Superstar (czyli zupełnie spóźniona anegdota biograficzna na chwalebną okazję stulecia odzyskania niepodległości)</i>, reż. Aneta Groszyńska, Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu <i>Sienkiewicz Superstar (czyli zupełnie spóźniona anegdota biograficzna na chwalebną okazję stulecia odzyskania niepodległości)</i>, reż. Aneta Groszyńska, Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu <i>Sienkiewicz Superstar (czyli zupełnie spóźniona anegdota biograficzna na chwalebną okazję stulecia odzyskania niepodległości)</i>, reż. Aneta Groszyńska, Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu
Sienkiewicz Superstar (czyli zupełnie spóźniona anegdota biograficzna na chwalebną okazję stulecia odzyskania niepodległości)
reżyseria: Aneta Groszyńska
tekst, dramaturgia: Jan Czapliński
scenografia, kostiumy, światło: Tomasz Walesiak
muzyka: Jerzy Rogiewicz
ruch sceniczny: Mikołaj Karczewski
obsada: Sara Celler-Jezierska, Irena Sierakowska, Joanna Łaganowska, Michał Kosela, Rafał Kosowski,
Piotr Mokrzycki, Filip Perkowski
premiera: 23.02.2018

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: