AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Cuda z radzieckiej kantyny

Fot. Karol Budrewicz  

Przygoda Teatru.doc z Legnicą skłania do refleksji nad pamięcią, niekoniecznie zaś nad historią. Wiara w to, że teatr dokumentalny może zrekonstruować obiektywny obraz wydarzeń lub dotrzeć do jakiejkolwiek ponadindywidualnej prawdy, jest jednym z wielu złudzeń, jakie wiążemy z narracją non fiction. O premierze Rzeczy Teatru.doc w ramach projektu 20 lat po, zorganizowanego przez Teatrze Modrzejewskiej w Legnicy.


Wydawało się, że o PRL-u powiedziano już wszystko. Pamięć o nim, oczyszczona z ciemnych barw i ostrych kantów, trwa dziś w sentymentalnych relikwiach, takich jak pralka Frania, mały Fiat czy gumy do żucia Donald. Historię wypiera nostalgiczny mit, a ten żywi się pamięcią o przedmiotach. Tę prawidłowość udowodnił empirycznie Teatr.doc z Moskwy, przygotowując spektakl Rzeczy, w którym spróbował opowiedzieć o egzotycznej i nieopisanej dotąd niszy PRL-u, jaką była radziecka Legnica. Ale zamiast opisu powstała kolejna wersja mitu. Do pastelowej baśni o królestwie podróbek i tandety, w której trwa dziś życie pozagrobowe Polski Ludowej, dodano bliźniaczą opowieść o konsumpcyjnych cudach w enklawie rosyjskiego garnizonu.

Zaczęło się od ekspedycji badawczej. Wiosną tego roku ekipa Teatru.doc przybyła do Legnicy, by porozmawiać z mieszkańcami o tym, jak zapamiętali czasy, w których miasto było siedzibą Północnej Grupy Wojsk. Efektem pracy miał być spektakl, przygotowany z okazji 20. rocznicy wyjazdu Rosjan z Polski. Ta właśnie okoliczność skłoniła szefa Teatru Modrzejewskiej, Jacka Głomba, do zorganizowania projektu społeczno-artystycznego, który byłby przyczynkiem do refleksji nad fenomenem podzielonego miasta. Pomysł, by eksploracją pamięci legniczan zajęli się artyści z Moskwy nie był przypadkowy. To zespół wyspecjalizowany w opowieściach dokumentalnych, posiadający własny styl i metodologię. Reżyser, Talgat Batałow, streścił ją krótko:
    - Startujemy z poziomu zerowego. Przyjeżdżamy na miejsce dokumentacji bez żadnych wstępnych studiów. Ja sam o Legnicy nie wiedziałem prawie nic, podstawowe informacje zaczerpnąłem z Wikipedii. Nie miałem więc żadnych gotowych tez na temat tutejszych relacji polsko-radzieckich. Ich obraz ukształtował się dopiero w trakcie rozmów z mieszkańcami. Przyjęliśmy postawę malarza, który próbuje spojrzeć na świat nieuprzedzonym okiem.

Artyści z Teatru.doc postanowili odtworzyć ten świat, spisując go prosto z pamięci swoich bohaterów. Przy ulicy Nowy Świat, w malowniczej ruinie byłego domu kultury, ożył duch radzieckiej kantyny. Wchodząc na widownię, stąpało się po dywanie kolorowych etykiet towarów luksusowych, które po nocach śniły się legniczanom. Efekty badań terenowych trochę zaskoczyły Rosjan. Zebrane opowieści krążyły głównie wokół nielegalnych transakcji handlowych. Armia, która stała na straży systemu, pokątnie ten system sabotowała, roztaczając parasol ochronny nad bodaj największym w Polsce czarnym rynkiem. Legniczanie i mieszkańcy garnizonu wyrównywali tu swoje strefy deficytu w detalu i w hurcie, ubijając interesy na wielką skalę. Rodziły się fortuny i spełniały sny o konsumpcyjnym raju. Dla legniczan w chudych latach stanu wojennego obiektem marzeń były świetnie zaopatrzone radzieckie sklepy. Pamięć o tych towarach, intensywnie pożądanych przez wyposzczonych Polaków, wyparła na dalszy plan wszystkie inne aspekty życia Małej Moskwy.

Artyści z Teatru.doc postanowili odtworzyć ten świat, spisując go prosto z pamięci swoich bohaterów. Przy ulicy Nowy Świat, w malowniczej ruinie byłego domu kultury, ożył duch radzieckiej kantyny. Wchodząc na widownię, stąpało się po dywanie kolorowych etykiet towarów luksusowych, które po nocach śniły się legniczanom. Wśród specjałów pysznił się kopczyk z kanfietami i srebrzysty kołpaczek sowietskowo szampanskowo, zaś pod sufitem powiewały wielkie reprodukcje opakowań konserw rybnych i pasztetów. Wśród ikon nieśmiertelnych radzieckich marek zaimprowizowano nostalgiczny kabaret, żywo przypominający rytualne akademie przyjaźni. W takich imprezach mieszkańcy miasta uczestniczyli dość często przy okazji rozmaitych świąt. Władzy zależało, by kontakty między Polakami i Rosjanami wzorcowo wpisywały się w schemat propagandowej ortodoksji. Artyści z Teatru.doc nad wyraz gładko weszli w tę konwencję, choć z racji wieku nie mogli korzystać z osobistych doświadczeń. Atmosferę jednak ze znajomością rzeczy rozgrzewała para gładkich konferansjerów, uzbrojonych w ogniotrwały uśmiech i zespół muzyczny, przywołujący dziarskiego ducha garnizonowych potańcówek. Przy dźwiękach radzieckich hitów, wśród skocznych przygrywek i melodyjnych refrenów, snuto opowieści o legnickiej Klondike i jej bujnym życiu tuż pod wyrozumiale przymkniętym okiem Wielkiego Brata. Była wśród nich historia Czesława, marynarza polskiej floty handlowej, który trafił na żyłę złota w nielegalnym handlu dżinsami. Na ten niepoprawny politycznie produkt zachodniej kultury czekały wygłodniałe miasta w najbardziej odległych zakątkach Związku Radzieckiego. Samarytaninem, który zaspokajał wielkie apetyty konsumpcyjne obywateli ojczyzny proletariatu, był niejaki Żora, przedsiębiorca z wyobraźnią i budzącym szacunek etosem biznesowym. Otóż Żora słynął z wielkich transakcji, ubijanych wprost na statkach, gdzie uprzednio zabezpieczał sobie front, kupując hurtem służby celne, wywiadowcze i milicję portową. Brał przy tym towar w ciemno, nawet go nie licząc, takie było zaufanie. Ale wzbogacić się można było również, handlując wprost z rodzinami żołnierzy z garnizonu. W spektaklu przytoczono relację Zbigniewa, który zarabiał krocie, prowadząc sklep z odzieżą. Do najwierniejszych klientek należały żony oficerów, rozmiłowane w jaskrawych barwach i bogatych ozdobach, choć zdarzały się i zamówienia nadzwyczajne. Pewien oficer, który wybierał się w delegację do Sojuza, obstalował hurtową ilość płaszczy, a gdy okazało się, że na towar trzeba będzie trochę poczekać, po prostu odroczył wyjazd o kilka dni, pozorując remont samolotu kurierskiego.

Przedmiotem transakcji mogło być wszystko, włącznie z córką radzieckiego dowódcy wysokiego szczebla, gotowego zapłacić carskimi rublami w złocie za fikcyjne małżeństwo i polski paszport, który umożliwi jej wyjazd na zachód. Ale miłość na serio była niewskazana, o czym boleśnie przekonywali się ci, którzy odważyli się zawrzeć małżeństwo. Państwo radzieckie najwyraźniej nie ufało Polakom i niechętnie patrzyło na uczuciowy brak dyscypliny swoich obywateli, którym zdarzało się w Legnicy znaleźć swoje drugie połówki.

W spektaklu Teatru.doc nie ma polityki, okupantów ani okupowanych – jest za to koloryt codziennego życia, w którym największą rolę odgrywają deficytowe przedmioty. To w nich zmagazynowane są emocje, one też bywają najczęstszym tematem wspomnień. Twórcy przedstawienia, idąc tropem Slavoja Žižka, tłumaczą ten fenomen mechanizmem wypierania traum przeszłości przez nostalgię. Rzeczywiście, ten ton brzmi w spektaklu nad wyraz intensywnie. Wypadałoby więc zadać pytanie, co tkwi pod podszewką lirycznych opowieści?


Twórcy spektaklu nie interpretują historii Małej Moskwy, lecz budują jej obraz z elementów gotowych. Opowieści legniczan są jak ready-mades zainstalowane w przestrzeni garnizonowej kantyny. Talgat Batałow nie chce udzielać odpowiedzi. Spektakl zresztą co chwilę daje do zrozumienia, że horyzont kompetencji artystów jest w tej sprawie ograniczony. Reżyser stoi na balkonie i raz po raz przerywa akcję, cytując z Wikipedii definicje tak kluczowych dla tej historii pojęć, jak czarny rynek czy kontrabanda. Ten dystans nie jest wyrazem politycznej poprawności. Twórcy spektaklu nie interpretują historii Małej Moskwy, lecz budują jej obraz z elementów gotowych. Opowieści legniczan są jak ready-mades zainstalowane w przestrzeni garnizonowej kantyny. Ich wymowa jest po ludzku ciepła, w sumie jednak chyba niezbyt krzepiąca. Obie społeczności żyły obok siebie przez kilkadziesiąt lat, niewiele jednak o sobie wiedząc. Wzajemne relacje, zinstrumentalizowane przez wymianę handlową – poza wyjątkami – nie sięgały, jak się zdaje, zbyt głęboko. Mur, który dzielił radziecką enklawę od reszty miasta, miał też wymiar mentalny. Po obu stronach rozpościerały się światy obce i w gruncie rzeczy chyba niezbyt siebie ciekawe. Ta ciekawość mogła zresztą kosztować zbyt wiele.

To nie przypadek, że w spektaklu nie słychać głosów rosyjskich. Jego twórcy przeprowadzili wprawdzie rozmowy z byłymi mieszkańcami Małej Moskwy, ale materiał był zdumiewająco skąpy. Niewiele więcej wynikało z kwerendy na forum internetowym Północnej Grupy Wojsk, gdzie wymieniano się głównie anegdotami z życia koszar, wspominkami o politrukach i bankietach. Polacy byli w nich nieobecni.

Polska pamięć, choć bardziej wylewna, również okazała się selektywna. Szybko wyparowały z niej wypadki, towarzyszące wyjściu wojsk radzieckich z miasta. Wystarczy przejrzeć newsy z tamtych lat, by przekonać się, że Legnica była wówczas beczką prochu. Rosjanie nie mogli już pewnie chodzić po ulicach, musieli się liczyć z gestami niechęci i aktami jawnej agresji. Legniccy nauczyciele opowiadają, że w Małej Moskwie język rosyjski zniknął ze szkół szybciej niż gdziekolwiek indziej. Mieszkańcy chcieli wreszcie odzyskać swoje miasto, ale uczucia niechęci zapewne nie zrodziły się z dnia na dzień. Nostalgiczny obraz przeszłości przykrywa więc zapewne niejeden zgrzyt.

Przygoda Teatru.doc z Legnicą skłania do refleksji nad pamięcią, niekoniecznie zaś nad historią. Wiara w to, że teatr dokumentalny może zrekonstruować obiektywny obraz wydarzeń lub dotrzeć do jakiejkolwiek ponadindywidualnej prawdy, jest jednym z wielu złudzeń, jakie wiążemy z narracją non fiction. Poetyka naiwnego spojrzenia, jaką zastosował Teatr.doc, okazała się nieco bałamutna. Pokazała gładką powierzchnię wspomnień, nie schodząc głębiej. Dlatego słuchając skocznych refrenów Jabłoni i gruszy i Podmoskiewskich wieczorów, idealnie odzwierciedlających polskie wyobrażenia o rosyjskiej duszy, chciało się zapytać: co jest za tym lustrem?

9-10-2013

galeria zdjęć Rzeczy, Teatr.doc z Moskwy, fot. Karol Budrewicz Rzeczy, Teatr.doc z Moskwy, fot. Karol Budrewicz Rzeczy, Teatr.doc z Moskwy, fot. Karol Budrewicz Rzeczy, Teatr.doc z Moskwy, fot. Karol Budrewicz ZOBACZ WIĘCEJ
 

 

 

Teatr.doc z Moskwy
Rzeczy
reżyseria: Talgat Batałow
dramaturgia: Elena Shakhnovskaja
premiera: 13.09.2013, Teatr Modrzejewskiej w Legnicy, Scena na Nowym Świecie

Spektakl powstał w ramach projektu społeczno-artystycznego 20 lat po, zorganizowanego przez Fundację Jacka Głomba Naprawiacze Świata i Teatr Modrzejewskiej w Legnicy.

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: