AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Ćwiczenia ze świadomości

Ja, Sendlerowa, reż. Ana Nowicka, Teatr Barakah w Krakowie
Teatrolog i filmoznawca.
A A A
fot. Piotr Kubic  

Ana Nowicka w przedpremierowym wywiadzie mówiła, że jej inspiracją w pracy nad przedstawieniem była książka Anny Bikont Sendlerowa. W ukryciu.

„Po lekturze, razem z Moniką Kufel postanowiłyśmy zrealizować spektakl na temat tej niezwykłej kobiety. Jej postać stała się w naszych rozważaniach punktem odniesienia do polityki, opowieścią o przejmowaniu osobistej historii dla zbiorowego poczucia komfortu” – mówiła reżyserka.

Ja, Sendlerowa to skromne godzinne przedstawienie. Rozgrywa się w niemal pustej przestrzeni, tylko pod jedną ze ścian umieszczono stojącą lampę. Pośród publiczności, na schodkach przysiada kobieta w prochowcu (Monika Kufel). Będzie przyglądać się, jak młody mężczyzna (Łukasz Gawroński) wprowadza, a właściwie brutalnie wpycha do pomieszczenia troje ludzi (Alicja Czarnik, Aleksandra Konior, Karol Śmiałek). Krzyczy, bije, obraża. Każe żydowskim dzieciom – bo z jego słów łatwo zorientować się, że jest jednym z tych, którzy mają przechować wyciągnięte z getta dzieci – uczyć się katolickiej modlitwy. W jego ustach słowa modlitwy do Maryi mieszają się z wyzwiskami i przekleństwami. Potem „opiekun” wyciąga jedną z dziewcząt do sąsiedniego pomieszczenia i, jak się możemy domyślać, gwałci. Chłopcu każe ściągać spodnie, szydząc z niego i upokarzając przed dziewczynkami. Każde spojrzenie, każdy gest podopiecznych prowokują mężczyznę, dają pretekst do agresji.

Przedstawienie w Teatrze Barakah miało swoją premierę w dniu obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości – reżyserka w podziękowaniu po pokazie podkreśliła, że spektakl powstał w tym właśnie czasie nieprzypadkowo. Opowiadanie nie tyle o Sendlerowej, co o losach niektórych spośród uratowanych przez nią dzieci, wydało mi się testem na wytrzymałość widza: na ile jesteśmy w stanie przyjąć prawdy niewygodne, bolesne, wstydliwe? Ile w nas gotowości na konfrontację z faktami, które nie mieszczą się w oficjalnej wersji mitu o odwadze i bohaterstwie?
„Jestem narodowym alibi” – mówiła po latach Irena Sendlerowa. Jak dodaje Anna Bikont: „Mówiono, że Sendlerowa jest prawdziwą twarzą Polski, a nie ci, co podpalili stodołę z Żydami”. A jednocześnie z całą mocą podkreśla: „Irena Sendlerowa – nigdy dość powtarzania – była wielką bohaterką”.

W spektaklu Nowickiej Irena Sendlerowa pojawia się dopiero w końcowych scenach. Przedtem oglądamy młodą kobietę w płaszczu, niepodobną do delikatnie uśmiechniętej pielęgniarki, jaką znamy ze zdjęcia wykonanego w Wigilię Bożego Narodzenia 1944 roku. W pewnym momencie wstaje i mówi gniewnie: „Ja, Sendlerowa, wypowiadam wojnę Hitlerowi! O tak! No chodź! W ząbek czesany, wy wszyscy w ząbek czesani. Takiego wała! Co mi tu będzie jakiś psychopata wprowadzał jakieś swoje zasady higieny międzyludzkiej. Nie zostawię tego. Bo płonie we mnie gniew, bo jestem wkurwiona, bo bardzo, naprawdę bardzo nie podoba mi się to wszystko i nie mam zamiaru nic z tym nie robić”. Kobieta grana przez Monikę Kufel w początkowych sekwencjach spektaklu nazywa siebie „możliwą Sendlerową”, „Sendlerową w wersji Rambo”. Natychmiast nasunęły mi się skojarzenia z filmem Bękarty wojny Quentina Tarantino. „Możliwa Sendlerowa” z Barakah jest niczym mściciele ze specjalnego oddziału tropiącego zbrodniarzy wojennych. Kobietą kierują gniew i niezgoda na to, że wokół dzieje się zło. W swoich monologach nie używa słów „dobro” czy „sprawiedliwość”, nazistów nazywa „niemiłymi panami”. Ale jej wściekłość łatwo współodczuwać, jest taka ludzka. „Sendlerowa w wersji Rambo” nie zjednuje manifestacją prawości i siły, lecz energią, jakiej publiczność po prostu jej zazdrości.

Ta energia nie jest jednak w stanie pokonać zła, jakiego doświadczają uratowane z getta żydowskie dzieci. One same, zamknięte przez „opiekuna” w ciasnym pomieszczeniu, nieustannie poniżane, wspominają „poprzednie” życie. Mówią o gwiazdach, wszechświecie – miejscu, w którym jeszcze można mieć nadzieję, w którym można szukać schronienia. Abstrakcyjnym, odległym, a przecież w ich sytuacji jedynym możliwym. Pokazywanie – bez wątpienia jednostronne, ale przecież nie fałszywe – takiego właśnie losu dzieci, możliwe staje się właśnie dzięki zabiegowi odrealnienia postaci tytułowej. Oglądamy jeden z wariantów historii – to, że niektórzy z podopiecznych Sendlerowej trafiali do miejsc, gdzie ich bito czy molestowano, jest przecież faktem.

Z faktami mierzy się w końcowej scenie przedstawienia staruszka na wózku. Pomaga jej w codziennej toalecie młodzieniec (Łukasz Gawroński), nieustannie prowokując bohaterkę do konfrontacji. „Jak to jest być alibi za Jedwabne?” – pyta. Sendlerowa po latach nie triumfuje, ma świadomość, że zło nie zostało pokonane. I choć wie, że najistotniejsze nie jest to, czy uratowała pięćset czy dwa i pół tysiąca dzieci, że nie musi udowadniać własnej odwagi ani ogromu poświęcenia, przepełnia ją gorycz.

Ja, Sendlerowa jest przedstawieniem z kilkoma skazami, wątpliwości budzi przede wszystkim nadekspresyjne aktorstwo Alicji Czarnik i Aleksandry Konior. Wolę myśleć o tym spektaklu jak o projekcie, który ma nie tyle prezentować zamkniętą teatralnie całość, ale budzić do myślenia, prowokować, nie pozwolić widzowi na wygodne „bycie w porządku”.

07-12-2018

galeria zdjęć Ja, Sendlerowa, reż. Ana Nowicka, Teatr Barakah w Krakowie <i>Ja, Sendlerowa</i>, reż. Ana Nowicka, Teatr Barakah w Krakowie <i>Ja, Sendlerowa</i>, reż. Ana Nowicka, Teatr Barakah w Krakowie <i>Ja, Sendlerowa</i>, reż. Ana Nowicka, Teatr Barakah w Krakowie ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Barakah w Krakowie
Ja, Sendlerowa
reżyseria: Ana Nowicka
tekst: Bartek Harat
muzyka: Adrian Konarski
scenografia i kostiumy: Monika Kufel
choreografia: Katarzyna Kleszcz
obsada: Alicja Czarnik, Aleksandra Konior, Monika Kufel, Łukasz Gawroński, Karol Śmiałek
premiera: 11.11.2018

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: