AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Czechow na ekranie. Część IV. To tylko przejściowa konwulsja

Wrzesień (September), scenariusz i reżyseria: Woody Allen, USA 1987
Teatrolog i filmoznawca.
A A A
 

Pisząc o adaptacji filmowej, Alicja Helman stwierdza: „filmów nie będących adaptacjami jest bardzo niewiele. A ponadto te, które adaptacjami nie są, a powstały według oryginalnych scenariuszy, poprzedzone są przecież jakąś formą paraliteracką czy nawet wręcz literacką”. W tekście pod znamiennym tytułem Adaptacja – podstawowa technika twórcza kina autorka dowodzi również, że technika adaptacji nie jest wynalazkiem filmu czy mediów, ale jednym z najstarszych mechanizmów kultury w ogóle. Dlaczego o tym wspominam? Dotychczas przedstawione filmy można by nazwać, za badaczami kinowych adaptacji, „adaptacjami właściwymi” Wujaszka Wani Antona Czechowa, tym razem jednak chciałabym zwrócić uwagę na Wrzesień Woody'ego Allena, który wielu z filmoznawców uznałoby zapewne za typ adaptacji, w którym następuje „dalekie odejście od tekstu literackiego celem stworzenia zupełnie innego dzieła sztuki” lub, wedle innej teorii, „potraktowanie oryginału jako surowej materii, okazji do stworzenia odrębnego dzieła” (Alicja Helman, Twórcza zdrada. Filmowe adaptacje literatury, Poznań 1998, s. 8-9).

W jednym z wywiadów Woody Allen mówił o Czechowie: „To geniusz. Ale geniusz nie rozpościera swojego wpływu na innych tak łatwo. Nie sposób stworzyć duplikatów. Bo taki pisarz jak Czechow to człowiek obdarzony talentem, łaską, dzięki którym rezultat jego pracy jest wręcz magiczny. Czechow potrafił przekazać magię chwili. Proszę popatrzeć na Wujaszka Wanię, historię tak niesłychanie prostą. Czasami nic tam się nie dzieje. Ludzie rozmawiają, rozmawiają. A z tej gadaniny wypływa wielka lekcja o rezygnacji. [...] On potrafił stworzyć nastrój, tchnąć życie w tę nudę powszedniości. Nigdy nie myślę o Czechowie, ale jestem nim przesiąknięty, jego sztuki tkwią we mnie”.

W recenzjach i esejach, poświęconych kinowej twórczości Allena, często znaleźć można czechowowskie tropy, jakie chętnie podejmują krytycy i badacze. Na przykład Wnętrza (1978) porównywano do Trzech sióstr, w przypadku wielu innych filmów pisze się o „klimacie jak u Czechowa”, swoistym połączeniu dramatyzmu i humoru etc. Takie odwołania pojawiają się nawet w zapowiedziach dystrybutorów: „Siedemnasty film w karierze reżyserskiej Woody’ego Allena [Wrzesień – O.K.] jest liryczno-refleksyjnym dramatem psychologicznym. Scenariusz napisał sam, świadomie nawiązując w doborze motywów do dramatów Antona Czechowa”.

Przyjrzyjmy się zatem owemu „doborowi motywów”. Pochodzą one, rzecz jasna, nie tylko z Wujaszka Wani, ale ponieważ dotąd skupiałam się na adaptacjach tej właśnie sztuki, i teraz poświęcę uwagę śladom „historii tak niesłychanie prostej” w filmie Allena.

Zacznijmy od tytułu: akcja wcale nie rozgrywa się we wrześniu, o którym w dramacie z pewnym niepokojem mówi Helena, zastanawiając się „jak my tu przeżyjemy te zimę?”. To ostatnie dni sierpnia, kończy się sezon urlopowy, pora wrócić do codzienności. Tyle że dla każdego z bohaterów oznacza ona co innego, ale każdy z nich obawia się, podobnie jak piękna żona Aleksandra Sieriebriakowa, samotności i nieuchronnego pogrążania się w rutynie.

Wakacyjny, wiejski dom – to w nim rozegra się dramat sześciorga bohaterów – zdaje się należeć do Lane (Mia Farrow), delikatnej młodej kobiety, która kilka miesięcy wcześniej przeżyła miłosny zawód i próbowała popełnić samobójstwo. Lane dochodzi do siebie pod opieką sąsiada, wdowca Howarda (Denholm Elliott); na kilka tygodni przyjeżdża również przyjaciółka Stephanie (Dianne Wiest), chcąca odpocząć od męża i dzieci. Domek dla gości wynajmuje Peter (Sam Waterston), aspirujący pisarz. Z niespodziewaną wizytą wpada matka Lane, niegdyś znana aktorka i modelka, Diane (Elaine Stritch), z drugim mężem Lloydem (Jack Warden). Ich pobyt nieco się przeciąga –  zamiast jechać na Florydę, zaczynają aklimatyzować się w domu, który niegdyś kupili Diane i jej pierwszy mąż, ojciec Lane.

We Wrześniu łatwo odnaleźć motywy z Mewy (egotyczna aktorka, niedbale wypełniająca matczyne obowiązki i zapatrzony w nią literat), jednak bardziej interesujące wydały mi się te z Wujaszka Wani. Zwłaszcza że niezmiernie istotny element akcji – kwestia sprzedaży domu – uległ tu odwróceniu: Lane chce sprzedać dom, żeby spłacić długi (zaciągnięte między innymi na pokrycie kosztownych psychoterapii) i móc utrzymać się w Nowym Jorku. W chwilowym przypływie sentymentalnych uczuć sprzeciwia się temu Diane, dość brutalnie uświadamiając córce, że nie jest właścicielką, a tylko „opiekuje się” nieruchomością (to znaczy płaci rachunki i dba o stan techniczny). Była gwiazda chce mieć swoje miejsce na ziemi, stwierdzając po prostu: „Nie umiem myśleć praktycznie. Zmieniły mi się plany”. Przypomina w tym Sieriebriakowa, który – nie licząc się z nikim i niczym – pragnie zaspokoić wyłącznie swoje potrzeby.

Można wyliczać reminiscencje z Wujaszka Wani: ukradzione przez Lane tabletki nasenne („Chcę tylko zażyć fiolkę relanium”), zawiedzione uczucia, wreszcie finałowe pocieszenia, jakimi Stephanie usiłuje wesprzeć przyjaciółkę: „Nadejdzie jutro, zaczniesz myśleć o czymś innym. Miliony drobiazgów będzie trzymać cię przy życiu”. W niespełna osiemdziesięciominutowym filmie, którego akcja rozgrywa się w zamkniętej przestrzeni, a poszczególne sekwencje rozdzielane są, niczym w teatrze, wyciemnieniami, każda kwestia skrywa nadmiar emocji. Przesilenie następuje nie jak u Czechowa w momencie chybionego strzału, ale w chwili ujawnienia tajemnicy z przeszłości bohaterów. Jak w Wujaszku Wani, „ludzie rozmawiają, rozmawiają”, a w jednej z tych rozmów Lloyd objaśnia Peterowi, czym się zajmuje. Bada sprawy dużo bardziej przerażające niż bomba atomowa. Wszechświat jest w oczach fizyka „przypadkowy, moralnie obojętny i niewiarygodnie gwałtowny”, a wszelkie zjawiska, jakie w nim zachodzą (również tak znikome jak istnienie ludzkości) „to tylko przejściowa konwulsja”. Nieoczywista adaptacja „motywów z Czechowa” okazuje się zadziwiająco współczesna i dotkliwa.

09-10-2020

Wrzesień (September), scenariusz i reżyseria: Woody Allen, USA 1987

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: