AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Czekając na autobus

IRONBOUND. Za torami, za mostem, reż. Grzegorz Chrapkiewicz, Teatr Narodowy w Warszawie
Doktor nauk humanistycznych. Wykładowca Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. Absolwentka Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie i Wydziału Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała w "Teatrze", którego była redaktorem, a także w "Dialogu" i "Więzi". Pracowała również jako sekretarz redakcji w wydawnictwie Świat Książki.
A A A
fot. Krzysztof Bieliński  

Industrialna, odpychająca, podejrzana okolica. Śmieci, zużyte opony, rozsypane puste puszki, po których co i rusz stąpają rzuceni w ten rewir ludzie. Wybrakowany, nieudany dystrykt, istniejący na marginesie rzeczywistości, stanowi jej rewers i wstydliwy dowód na niedoskonałość najlepszego z możliwych światów. W głębi tunel prowadzący donikąd. U jego wylotu porzucona tablica z napisem street closed. Na pierwszym planie zardzewiały, zużyty znak przystanku autobusowego. Nie zatrzymuje się tu żaden autobus. Zanim rozpocznie się przedstawienie w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza wymownej przestrzeni można się wnikliwie przyjrzeć.

Daria – imigrantka z Polski, od dwudziestu lat przebywająca w Stanach Zjednoczonych – czeka na autobus, który nigdy nie przyjeżdża. Jej położenie w sposób oczywisty kojarzy się z sytuacją, w jakiej znajdują się Estragon i Vladimir, wypatrujący nieuchwytnego Godota. Miejsce drzewa zajmuje nieczynny przystanek autobusowy. Lato czy zima pracująca w fabryce kobieta, dorabiająca jako sprzątaczka, niezmiennie pragnie wsiąść do autobusu, mającego zawieźć ją w bliżej nieokreślone miejsce, gdzie jej los mógłby się odmienić. Jednak przywoływana niechronologicznie historia jest monotonna, nie rozwija się, nie ma wyraźnych zwrotów akcji. Losy Darii odsłaniają się w rozmowach z obecnym partnerem, byłym mężem, przypadkowo spotkanym nastolatkiem. Każda ze scen, odwołująca się do innego momentu w życiu bohaterki, w sposób zamierzony powiela w istocie ten sam schemat. Można odnieść wrażenie, że czas się zatrzymał, a jej życie utknęło w martwym punkcie. Na dodatek zamiast magicznego, baśniowego krajobrazu, ukrytego „za górami, za lasami”, akcja rozgrywa się w robotniczej dzielnicy Ironbound w Newark, w prozaicznej, niepodatnej na zmiany przestrzeni – „za torami, za mostem”.

Martyna Majok przyznaje, że impulsem do napisania dramatu stała się historia jej matki, która wyemigrowała z Polski. Jej decyzja o wyjeździe, nie zawsze udane związki z mężczyznami były podyktowane potrzebą zapewnienia materialnej stabilizacji dzieciom. Nierzadko rezygnowała z własnych potrzeb, szła na kompromisy; uczucia, miłość schodziły na plan dalszy. W dramacie jest przejmująca scena, kiedy pobita przez partnera Daria ląduje na ulicy. W innej odsłonie bohaterka godzi się na powtórny związek, a raczej kontrakt z kochankiem, który ją zdradzał i upokorzył, za cenę połowy czynszu za mieszkanie i ubezpieczenie zdrowotne. 

Daria, świetnie grana przez Ewę Konstancję Bułhak, ma wyrazistą osobowość, jest twarda, zahartowana w konsekwencji kolejnych bolesnych konfrontacji marzeń z rzeczywistością, ale też zdeterminowana, żeby bronić swojego miejsca w życiu i nie dać sobie odebrać resztek godności. Kiedy wychodzi na jaw, że porywczy, ale słaby Tommy (Karol Pocheć) ją zdradzał, a potem postanowił porzucić dla innej kobiety, nie potrafi ukryć wściekłości. Rozpoczyna gorzką tyradę, dając mu do zrozumienia, że czuje się zraniona, oszukana i poniżona. Jednak nawet przez chwilę nie sprawia wrażenia ofiary – jest przybita, ale nie złamana przez los. Przeciwnie, natychmiast pojawia się w jej głowie plan zemsty. Realizuje go, nie zastanawiając się nad konsekwencjami impulsywnego działania. Spontaniczność, wrażliwość, uczciwość, brak zgodny na mijanie się z prawdą i nielojalność są jej siłą. 

Podobnie związek z Maksem (bardzo dobra rola Marcina Przybylskiego), który sprawia wrażenie idealnie pasującej do Darii połowy, przynosi rozczarowanie i kryzys emocjonalny. Maks odchodzi od niej w momencie, kiedy jest najbardziej potrzebny kobiecie spodziewającej się jego dziecka. Jednak źródłem najgłębszej frustracji staje się jej relacja z uzależnionym od narkotyków synem. Bezwarunkowo kochająca matka dzwoni, czeka i nie traci nadziei, że Aleks wróci i podda się leczeniu. Nagle pojawiający się w jej życiu nastolatek Vic (udany epizod Henryka Simona) przez krótką chwilę zdaje się zastępować bohaterce syna i usiłuje pomóc obcej, zmaltretowanej kobiecie, która znalazła się bez dachu nad głową.

Konstrukcja dramatu zakłada, że każda scena ma zbliżoną puentę. Daria pozostaje sama, przeraźliwie samotna, z poczuciem pustki na przystanku autobusowym, z którego nie można nigdzie odjechać. Jakby rzucono na to miejsce czary. Jakby jej historia nie była w stanie rozwinąć się linearnie, tylko toczyła się po kręgu i wracała do punktu wyjścia, a Daria została skazana na zaczynanie wszystkiego stale od nowa. Obecność tajemniczej postaci obserwatora, granej przez Pawła Paprockiego, który w sposób lakoniczny, niedopowiedziany komentuje akcję, pogłębia symboliczny wymiar przestrzeni zaprojektowanej przez Annę Skupień i Katarzynę Szczurowską.

Martyna Majok ma dopiero trzydzieści cztery lata. Wychowywała się w śląskim familoku w Bytomiu. Po wyemigrowaniu do Stanów Zjednoczonych, gdzie przebywała już jej matka, dorastała w wielokulturowej robotniczej dzielnicy Kearny w Newark. Talent, pracowitość i determinacja, towarzysząca realizacji zamierzonych planów, otworzyły jej możliwość studiów na prestiżowych uczelniach amerykańskich. Dziś jest wziętą dramatopisarką, scenarzystką i wykładowczynią akademicką, a także pierwszą pochodzącą z Polski laureatką nagrody Pulitzera w dziedzinie dramatu za rok 2018. Majok zrobiła w Ameryce błyskotliwą karierę, a jest na początku profesjonalnej drogi. Ma to wielkie szczęście, że nie powiela losów bohaterów swojej antybaśni, choć czuje się mocno związana z tą rzeczywistością. Inaczej niż Daria nie czeka na przełom, na cudowne zrządzenie losu, pozostając w żelaznym uścisku dzielnicy o wiele sugerującej nazwie Ironbound, z którego nie sposób się uwolnić.

12-04-2019

galeria zdjęć IRONBOUND. Za torami, za mostem, reż. Grzegorz Chrapkiewicz, Teatr Narodowy w Warszawie <i>IRONBOUND. Za torami, za mostem</i>, reż. Grzegorz Chrapkiewicz, Teatr Narodowy w Warszawie <i>IRONBOUND. Za torami, za mostem</i>, reż. Grzegorz Chrapkiewicz, Teatr Narodowy w Warszawie <i>IRONBOUND. Za torami, za mostem</i>, reż. Grzegorz Chrapkiewicz, Teatr Narodowy w Warszawie ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Narodowy w Warszawie
Martyna Majok  
IRONBOUND. Za torami, za mostem
przekład: Szymon Wróblewski
reżyseria: Grzegorz Chrapkiewicz
scenografia: Anna Skupień, Katarzyna Szczurowska
muzyka: Piotr Łabonarski
reżyseria światła: Piotr Pawlik
obsada: Ewa Konstancja Bułhak, Paweł Paprocki, Karol Pocheć, Marcin Przybylski, Henryk Simon  
prapremiera polska: 30.03.2019

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany VeViVi
    VeViVi 2019-04-15   04:30:21
    Cytuj

    Przedstawienia nie widzialem, moze sie wybiore, choc Chrapkiewicz to zazwyczaj nadeta kiepscizna i glownie chala. Czasem lubie troche poczytac, troche nowych dramatow, czasem troche o ich wystawieniach. O Majok w Stanach raczej nikt nie slyszal, moze najwyzej w waskim srodowisku. Pulitzer naciagany, bo ona sama ciagnie mocno i w lewo, a teraz to na fali. Uzyce slowa kariera mocno przesadzone, nie mowiac juz, ze blyskotliwa, to przegiecie. Na razie moze zostala zauwazona, wzieta dramatopisarka jeszcze nie jest, choc zycze jej zeby byla, ale watpie. Obym sie mylil.