AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Diabeł tkwi w szczegółach

Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, doktor nauk humanistycznych. Referentka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych poświęconych literaturze i kulturze. Publikowała m.in. w internetowym „Dzienniku Teatralnym” oraz w miesięczniku „Teatr”. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” i Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku. Mieszka w Gdyni.
A A A
Fot. Marzena Chojnowska  

Trzech mężczyzn opowiada nam (często przekrzykując się wzajemnie) o codziennych i niezmiennych rytuałach Pana. O wyjściach i wejściach, posiłkach, spacerach, spotkaniach. Niby nic w tych opowieściach strasznego, a jednak – gdy słyszymy, że uciekł gdzieś ulubiony piesek Pana i obserwujemy nerwowe poszukiwania pupila – coś niepokojącego wisi w powietrzu. I tak jest właściwie przez cały spektakl. Pan się nigdy nie pojawia, lecz nieustannie czujemy na sobie jego przeszywające spojrzenie.

Najnowszy spektakl Teatru Gdynia Główna powstał z inspiracji myślą zawartą w Cesarzu Ryszarda Kapuścińskiego. Reżyserka Ewa Ignaczak wyraźnie zdystansowała się w swoim dziele od wszystkich fiction i non-fiction związanych zarówno z samym Kapuścińskim, jak i jego najsłynniejszą chyba książką. Słusznie, bo nie o tym opowiada jej wyczyszczony z wszelkich nazw i nazwisk (choć niepozbawiony subtelnych odwołań do pewnych aspektów współczesnej nam rzeczywistości, tej lokalnej także) spektakl.  

W niskiej sali Teatru Gdynia Główna (który mieści się w podziemiach Dworca Głównego w Gdyni) widzów posadzono na krzesłach, aktorom zaś pozostawiono do działania jedynie wąski pasek przestrzeni. Piotr Srebrowski, Wojciech Jaworski i Łukasz Dobrowolski, aktorzy Ewy Ignaczak, rozpoczynają spektakl siedząc wśród widzów. To zawłaszczenie przestrzeni widowni nie jest jednorazowym gestem ze strony trzech aktorów, lecz konsekwentnie prowadzone jest przez cały spektakl. My, widzowie, włączeni jesteśmy w ramy opowieści. Stajemy się dworem Pana, milczącym, nieruchomym, obserwującym. I brutalnie zmuszanym do skonfrontowania się z pytaniem: kim jesteśmy? Tymi czy tamtymi?

Srebrowski, Jaworski i Dobrowolski odtwarzają nam dokładny plan dnia Pana. Sami sobie nadają role: asystentów, ministrów, kamerdynerów. Płynnie przeskakując z jednego kostiumu w drugi, obrazują, często w bardzo dowcipny sposób, pozorną różnorodność najbliższego otoczenia Pana. Pozorną, bo każdy z dworzan to w swej istocie jedna i ta sama figura – bezwolnego sługi, dla którego liczy się jedynie to, aby jak najdłużej pozostać na powierzchni pałacowej gry.

Epitafium dla władzy możemy potraktować jako dowód na to, że najmłodszy teatr w Gdyni konsekwentnie kroczy obraną przez siebie ścieżką. Przestrzeń dworu Pana zbudowano w spektaklu właściwie bez użycia jakiejkolwiek scenografii czy rekwizytów. Dostojne siedzisko z wbudowaną deską klozetową to jedyny element scenografii w spektaklu Ignaczak, przez większość czasu zastygły i mocno oddalony od widza. Mimo że przez większą część trwania spektaklu tron-szalet znajduje się poza przestrzenią zajmowaną przez aktorów i widzów, jest on nieruchomym symbolem najwyższej i jedynej władzy – zawsze obecnego, a paradoksalnie wiecznie nieobecnego Pana. Tron-szalet stanowi centrum wszystkiego, spod niego dworzanie wyciągają wiadro z ekskrementami – informacjami na temat cesarstwa, które otrzymuje, przetwarza i odsyła dworzanom w niezmienionej formie Pan. Symbolizuje ów tron pozorność i zwodniczość jakiejkolwiek ewolucji. Bo w cesarstwie Pana nic i nikt nie posuwa się do przodu, nie zmienia się wewnętrznie czy zewnętrznie. Wszystko tkwi w niezmiennej i jedynej w sobie formie, bo tylko na istnienie takiej – zawsze nieruchomej – pozwala Pan. 

Największym sukcesem kameralnego spektaklu Ewy Ignaczak jest stworzenie obrazu władzy jako siły niemal pierwotnej, istniejącej przed wszystkim i wszystkimi, takiej, która gnijąc i niszczejąc od środka – przetrwa wszystko i wszystkich. Bardzo ekspresyjni aktorzy zalewają widzów potokami detali, mało istotnych (jak może się wydawać) szczegółów dotyczących egzystencji Pana i jego dworu. Nie ma wśród nich opowieści o zbrodniach, niesprawiedliwości, tyranii. Nic nie słyszymy na temat tego, jakoby Pan sprowadzał na swoich poddanych jakiekolwiek cierpienie. A jednak strachem przesiąknięte jest w tym przedstawieniu niemal każde słowo. Metodyczność, z jaką Pan oddaje się codziennym, często bardzo zwyczajnym czynnościom, budzi lęk poprzez zawartą w niej podskórnie bezwzględność i obsesyjność. Słuchając opowieści o Panu, mamy nieodparte wrażenie, że słońce wstaje, ponieważ wstał już Pan, nie na odwrót. Że świat istnieje, ponieważ istnieje Pan. A wszystkiemu temu towarzyszy jakiś pierwotny, istniejący przed wszystkimi innymi ludzkimi odczuciami strach – nie tylko przed Panem, lecz przede wszystkim przed absurdalną, sprzeczną wewnętrznie fantazją: chęcią uśmiercenia Pana i lękiem przed jego odejściem, które równoznaczne będzie z końcem wszystkiego.

Największym sukcesem kameralnego spektaklu Ewy Ignaczak jest stworzenie obrazu władzy jako siły niemal pierwotnej.Epitafium dla władzy możemy potraktować jako dowód na to, że najmłodszy teatr w Gdyni konsekwentnie kroczy obraną przez siebie ścieżką. Spektakl Ewy Ignaczak to druga po świetnym Wielkim cieście Piotra Srebrowskiego premiera Teatru Gdynia Główna i drugi spektakl, w którym za pomocą oszczędnych środków i umiejętnie wykorzystując surową przestrzeń udało się stworzyć bardzo przekonujący, lecz nie nachalny dialog z widzem. Ewa Ignaczak zrezygnowała w swoim spektaklu z warstwy muzycznej, do minimum ograniczyła scenografię, postawiła za to – co charakterystyczne dla jej twórczości – na pracę z aktorem. Dało to bardzo dobre efekty: aktorskie trio gra równo i niezwykle umiejętnie buduje studium władzy i władcy.

Spektakl nie należy do najłatwiejszych w odbiorze, momentami może męczyć natłok słów i nadekspresyjnych kreacji. Jednak ta swoista monotonia w warstwie inscenizacyjnej, którą w pewnych punktach charakteryzuje się Epitafium dla władzy, jest nieodzowna do wykreowania sugestywnego obrazu cesarstwa i jego władcy.

Jeśli zaś chodzi o samego Pana – jego tu nie ujrzymy. Ukrywa się w potoku szczegółów, drobnych opowieści, niewiele znaczących historyjek. Ale – tego jesteśmy pewni – jest.

17-03-2014

 

Teatr Gdynia Główna
Epitafium dla władzy
inspirowane myślą Cesarza Ryszarda Kapuścińskiego
scenariusz i reżyseria: Ewa Ignaczak
obsada: Łukasz Dobrowolski, Wojciech Jaworski, Piotr Srebrowski
premiera: 07.03.2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany Litości!!!
    Litości!!! 2014-03-18   20:46:22
    Cytuj

    Pisze pani: Epitafium dla władzy możemy potraktować jako dowód na to, że najmłodszy teatr w Gdyni konsekwentnie kroczy obraną przez siebie ścieżką. - Epitafium to pierwsza premiera i teatr już konsekwentnie kroczy obraną ścieżka??? Tyle pani wystarcza do ferowania takich górnolotnych sądów? Litości!!!