AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Dunkan nie chce umierać

Macbeth, The Oxford Pocket Theater
Profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, filolog, medioznawca, wykładowca w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWr. oraz w Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta. Autor, współautor i redaktor książek z zakresu literaturoznawstwa i medioznawstwa. Był recenzentem teatralnym, m.in. „Gazety Wyborczej” i „Dziennika Gazety Prawnej”.
A A A
Fot. M. Jędrzejczak  

Podczas piątej edycji Dziecinady, wrocławskiego festiwalu teatrów dla dzieci, obejrzeliśmy między innymi Macbetha, właśnie tak pisanego, ponieważ najważniejszym motywem spektaklu okazało się magiczne słówko „mac” – akronim hamburgerowego megasymbolu popkultury XX wieku i – mimo licznej konkurencji – także współczesności.

Kieszonkowy The Pocket Oxford Theater Company pomyślano jako firmę i formę, która wytwarza – jak zapewniają brytyjscy animatorzy – oryginalne i rozrywkowe produkcje teatralne dla młodych odbiorców. W notce reklamowej czytamy: „gramy wesołe, angażujące i ciekawe wizualnie zabawy z dziełem Szekspira w tle”. Przy czym najmniej dyskusyjny wydaje się sam Szekspir. Pojawia się sporadycznie jako cytat w tle zdarzeń, wychrypiany do mikrofonu, raczej nużąc młodziutką publiczność. Zaciekawia wyłącznie jako pastisz magii obleczonej w hogwartowski styl z zabawkowych marketów. 

1.
Intryga nie jest wyszukana. Oto gnębiony rodzinnym kryzysem finansowym kucharz William Szekspir i jego żona, kelnerka Anne Hathaway (cóż za subtelny ukłon w stronę kina familijnego), pracują w dość podłej restauracji Duncan’s Diner. Rośnie w nich marzenie, aby kuchenny wyzysk zakończyć zabójstwem szefa i wrogim przejęciem firmy. Na kanwie samospełniających się przepowiedni, czyli inspirując zdarzenia, kucharz-morderca pisze Macbetha, skoro i tak otacza go aura żądzy, krwi i mordu podsycana przez przyszłą lady Mac.

Związek restauracyjnych wydarzeń i literackiej intrygi nie zmusił aktorów do kunsztownego przekładu intelektu na działania sceniczne. Scenariusz krąży wokół hamburgerów, ćwiartowania zwłok i przebieranek, a spektakl obfituje w liczne monologi narracyjne, pokrzykiwania i parady w stylu cyrkowych błaznów, odgrywane z playbacku piosenki i – to najciekawsze – półimprowizowane scenki z wykorzystaniem talentów lub antytalentów dzieci zaproszonych do wspólnej zabawy na scenie.

Gdy William i Anne przeobrażają się w Maca i Lady Mac, zdarzenia jednak nabierają tempa.

2.
Scena otwiera się koncertowo. Oto takty szkockiej muzyki granej na dudach na tle rockowo podświetlonej kurtyny, niemal Mull of Kintyre Paula McCartneya. Pomiędzy widzami pojawiają się wiedźmy w spiczastych kapeluszach, niemal unosząc się na miotłach, błyskając latarkami. Dudy z kompa w kulisach cichną, słychać z kolei ostre riffy piosenki Queen. Miotły zmieniają, by tak rzec, oblicze – stają się gryfami upiornych gitar, straszliwe strzygi zaś wykonują wyimaginowane solówki w rytm ruchów fallicznych. Publiczność wpada w ekstazę, gdy jedna z dziewcząt z sali dołącza jako trzecia wiedźma do sceny zaklęć z I aktu Makbeta. Tekst sztuki duka po angielsku z kartki, ale to wznieca powszechny fun na widowni.

Scenografia naśladuje studia programów kulinarnych. Sążnistych rozmiarów stół kuchenny dominuje w tej przestrzeni. Jakaś kasa gryzie oczy dolarowymi symbolami. Jeszcze stojaki-wieszaki-parawany. Kurta szefa kuchni, Williama, kolorowe peruki i przyprawiane nosy dla przypadkowych amatorów gry aktorskiej, którzy zostaną wezwani na scenę. Są i quasi-kulinaria hamburgerowe. Plastikowe mięso. Sztuczne bułki, które w rękach Anne zmieniają się w wirujące cycuszki. I kuchenne rekwizyty. Tasaki. Rondle. Kolorowe butle z majonezem i keczupem.

Wiedźmy rychło stają się sprzątaczkami. We wściekle kolorowych perukach i przyprawionych nosach wywołują zdarzenia budzące nieporadnością szczery śmiech rówieśników – wszak to pokolenie Harry’ego Pottera, prawnuki Benny’ego Hilla. Sześcioro wezwanych na scenę dzieci niekiedy akcję spowalnia – na przykład rzeczone wiedźmy, niekiedy wręcz na scenie bryluje – jak kuchcikowie, Banko i Makduf oraz Dunkan, który w kulisach przybierze postać współczesnego satrapy – Donalda Trumpa.

Piosenka o ambicjach próbuje żywioł zdarzeń ogarnąć, lecz dzieci grają na siebie. Banko i Makduf są lepsi w żonglerce kuchennej od Williama/Maca. Można rzec, iż realizują osobny spektakl. Co nie dziwi, gdyż jedna z przydługich scen artystów z Pocket Oxford Theater to nauka plucia przez ramię dla odczynienia uroków. Potem kolejne, intrygujące zmywanie podłóg, tym razem do I Want To Break Free, kultowego hitu Freddiego Mercury, nieco później, na bis, do songu z ChicagoCell Block Tango.

Grube żarty stają się coraz błyskotliwsze. William/Mac obcina palec Makdufowi, potem niby to dodaje do hamburgera i zjada – ciągle na niby, żartując z kuchni wege. Dzieciaki świetnie bawią się tasakami i rondlami – są błyskotliwe niczym mali master szefowie, kradną show dorosłym. Problem zaczyna się, gdy dziewczynka grająca z początku świetnie postać Dunkana-Trumpa nagle rzuca rolę. Dosłownie! Rozbiera się na scenie z charakterystycznego kostiumu oraz peruki prezydenta USA i ze łzami w oczach zbiega pomiędzy krzesła widowni. Być może sprawił to sztuczny, zatruty megahamburger, którym dość brutalnie uderzył w jej usta – opowiadając o koniecznej śmierci – William/Mac.

Odkręcenie złego wrażenia trwało do końca spektaklu. Nie unieważniła go nawet scena mordowania Banka (topór w jego skrwawionych plecach wyglądał rozkosznie) ani wspólny striptiz Anne z Makdufem. Zmywanie krwi z podłogi, ćwiartowanie ciała i konsumpcja stopy z kawałkiem łydki to drobiazgi zbliżające nas do finału. Na widowni słychać było oklaski na zmianę z licznymi „fujami” wobec aktów scenicznego kanibalizmu.

Finał to skrzyżowanie Wakacji z duchami, gdyż na scenę wkraczają oprześcieradłowane duchy Banka i Makdufa, z Na straganie Brzechwy – lecz wygłoszonym po angielsku. Na naszych oczach upiorna restauracja mięsna Duncan’s Diner przemienia się w bar sałatkowy, który poprowadzi dziedzic Dunkana. Dzieciaki poprzebierane za warzywa przytupują na scenie w rytm Ghostbusters. Oklaski. Wymarsz klas do domu.

3.
Co można napisać, obejrzawszy rzecz powyższą? Że dzieci lubią tańczyć i – niekiedy – bawić się na scenie. Że niektóre z nich są zbyt wrażliwe na odbiór amatorskiego teatrzyku w manierze Benny Hill Show, w którym ciało człowieka jest pokracznym rekwizytem, a granice dobrego smaku bezboleśnie składają się z okrucieństwem. Że jest w tym jeszcze gruby angielski żart, jakaś próba ironii, montypythonowska groteska. Być może. Jednak Szekspira nie ma za grosz.

Tydzień później obejrzałem teatralnie pyszną premierę Burzy Marka Zákostelecký’ego we Wrocławskim Teatrze Lalek. Spektakl ze wszech miar profesjonalny i błyskotliwy. Fantastycznie zemanowski i mélièsowski do bólu, z wybitnymi kreacjami aktorskimi. Ale i on nie poradził sobie z mistrzem ze Stratford-upon-Avon. Być może dla smarkaczy autor Tytusa Andronikusa jest po prostu nieprzekładalny. Punkt dla nas! Pozbawionych przez historię 500+. Kochajmy Szekspira dla dorosłych!

06-10-2017

5. Dziecinada – Międzynarodowy Festiwal Teatrów dla Dzieci.
The Oxford Pocket Theater
Macbeth
spektakl z 21.09.2017

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: