AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Dwa wieczory teatralne

Teatrolog. Pracowała w Wydawnictwie KRĄG, w Instytucie Sztuki PAN, w Teatrze na Woli, w Teatrze Narodowym, w Agencji Filmowej TVP, obecnie w Muzeum Narodowym w Warszawie. Prowadzi zajęcia w Akademii Teatralnej im. Zelwerowicza, publikuje w miesięczniku "Teatr".
A A A
 

Teatr środka. Teatr mieszczański. Teatr kulturalnego miasta. Wszystkie te pojęcia wymyślono, ogłoszono, wywleczono, przenicowano, zakwestionowano i odesłano do książek teatrologów. Czego zatem doświadczyłam w te dwa lutowe wieczory, karnie poddając się woli redaktorów teatralnego.pl?

Wieczór pierwszy: Kazanie Esther Vilar
Nie mam cienia wątpliwości, że ludzie przyszli do Ateneum na Teresę Budzisz-Krzyżanowską. Głośny (choć nie u nas) tekst z początku lat 80. wprawia widzów w konfuzję. Telewizyjna mowa intronizacyjna Joanny II, kadencyjnej papieżycy, pierwszej kobiety na tronie Piotrowym, zrazu przyjmowana jest jako zbiór uszczypliwości pod adresem rzymskiego Kościoła i jego hierarchów. Kiedy z upływem czasu okazuje się żarliwą obroną katolicyzmu w konserwatywnym (wedle standardów współczesnego świata) wydaniu, zaskoczenie widowni odczuwalne jest omalże fizycznie. Wszakże uwielbienie dla Budzisz-Krzyżanowskiej wystarcza, by rzecz podsumować stojącą owacją.

A przecież nie jest to wielka rola w dorobku wybitnej aktorki. Przyczyn porażki jest kilka.

Najpierw: tekst. Pełen pasji, przewrotny, na przemian przenikliwy i miałki. Ale, jak każda publicystyka, wytrzymuje tylko lekturę. Scena obnaża efekciarską słabość formy, ostatecznie odbiera też wątpliwą siłę wywodowi. Bo Esther Vilar przyznaje się do niewiary. Do niewiary przyznaje też się Joanna II. Następczyni św. Piotra nie wierzy, po prostu dokonuje wyboru – bo tak wynika z jej doświadczenia i kalkulacji. Człowiek, powiada Vilar, a za nią papieżyca, nie potrafi być wolny. Potrzebuje ram i zasad: ideologii, religii, partii, stowarzyszenia. Ze wszystkiego, co wymyślił zachodni świat, religia Chrystusowa w rzymskim wydaniu, głosząca miłosierdzie, ubrana w zapierający dech rytuał, jest najlepszą ofertą. Joanna przejmuje Kościół zdziesiątkowany na skutek szaleństw liberalizacji. I proponuje remedium: powrót do korzeni, twardy kurs i wyznanie wiary – choć bez wiary. Rzecz w tym, że brak wiary odbiera Kościołowi całą moc, stawia go w szeregu sekt i ideologii, i tego zdaje się nie rozumieć Vilar. Budzisz-Krzyżanowska rozpaczliwie szuka żarliwości finałowego Credo, ale wszystko, co powiedziano wcześniej, przekreśla skuteczność tych wysiłków. Aktorki nie wspiera też ilustracyjna inscenizacja, która w przypadku monodramu wydaje się wręcz dziwactwem. Niepotrzebne są dopiski w tekście: Vilar wymyśla galerię papieży, następców Jana Pawła II, nie bez przebłysków jasnowidzenia (przypominam, że tekst opublikowano w 1982 roku). Czy trzeba było koniecznie wpisywać w ten poczet Benedykta XVI i Franciszka, w efekcie, kosztem pewnego uniwersalizmu, wzmacniając publicystyczną wymowę tekstu?

Wieczór drugi: Przekleństwo spełnionych marzeń
Ruby w Teatrze WARSawy to przypadek jednego z modnych i licznych transferów scenariuszy filmowych na scenę. Calvin (Mateusz Banasiuk) ma wszystko, co męski bohater seryjnej (by nie rzec: secondhandowej) komedii romantycznej mieć powinien: twórczy zawód i kryzys twórczy, atrakcyjną psychoterapeutkę (Edyta Olszówka), hałaśliwą siostrę, przy okazji lesbijkę (Sonia Bohosiewicz) oraz zwariowaną matkę (Sławomira Łozińska), która uprawia religijny synkretyzm (ze szczególnym wskazaniem na systemy Wschodu), ogródek ziołowy i seks tantryczny. Calvin z pewnością chciałby dołączyć do grona neurastenicznych bohaterów Woody’ego Allena, ale, bądźmy szczerzy, nie jest nawet ich bladym cieniem. Stanowczo brakuje mu wdzięku i autoironii; z drugiej wszakże strony każdy, komu zdarzył się wieczorny stupor przed telewizorem wie, że w przypadku komedii romantycznej klasy C wdzięk głównego bohatera nie jest warunkiem koniecznym skierowania scenariusza do realizacji.

Kiedy Pan Bóg chce człowieka pokarać, spełnia mu marzenia. Calvinowi materializuje się kobieta jego snów, blond dziewczę imieniem Ruby (Maja Bohosiewicz). Ruby jest… No cóż: jaki Pigmalion, taka Galatea  nic nie obnaża bardziej niż pragnienia ukryte tak głęboko, że za ich wydobycie trzeba zapłacić niemałe kozetkowe. Co się dzieje dalej, łatwo przewidzieć, ale na wszelki wypadek nie będę psuła zabawy fetyszystom komedii romantycznych, którzy zamierzają się wyprawić na Rynek Nowego Miasta. 

Autorzy przedstawienia posadzili publiczność wokół prostokątnego pola gry. Aktorzy, odegrawszy swoje sceny, z braku kulis lądują w narożnikach; stamtąd obserwują rozwój wydarzeń, gotowi do następnych wejść. Trafną intuicją, która podpowiedziała cokolwiek farsowe ujęcie, wykazały się Sonia Bohosiewicz i Sławomira Łozińska; obie wniosły do przedstawienia energię i kilka zabawnych kwestii. Z lekkiej drzemki wybijał mnie także dżingiel z przebojowego numeru Pink Martini. Przedstawienie nie jest zbyt długie i to olbrzymia zaleta  kończy się, nim dopadnie nieodparta chęć zmiany kanału.


*

To trochę jak z jogurtem z dużymi kawałkami owoców na śniadanie: zhomogenizowana, przesłodzona papka daje nam złudzenie zdrowego odżywiania. Mnie i reszcie widowni ofiarowano namiastkę obcowania ze sztuką wysoką. Siedzimy w teatrze, oglądamy dobrych, czasem wybitnych, a najczęściej po prostu znanych aktorów i czujemy się lepsi od tych, co poszli do kina albo zostali w domu, przed telewizorem.

2-03-2015

 

Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie
Esther Vilar
Papieżyca
przekład: Karolina Bikont
reżyseria: Edward Wojtaszek
scenografia: Paweł Dobrzycki
muzyka: Wojciech Borkowski
obsada: Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Kamil Banasiak, Maciej Hanczewski, Mateusz Łapka, Aleksander Sosiński
premiera: 24.01.2015

Teatr WARSawy w Warszawie
Zoe Kazan
Ruby
scenariusz i reżyseria: Adam Sajnuk
scenografia: Ewa Kania, Adam Sajnuk
kostiumy: Ewa Kania
muzyka: Michał Lamża
wizualizacje: Martyna Spryszyńska
obsada: Mateusz Banasiuk, Maja Bohosiewicz, Sonia Bohosiewicz, Edyta Olszówka, Sławomira Łozińska
premiera: 11.02.2015

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany anna w
    anna w 2015-03-06   21:27:21
    Cytuj

    Potwierdzam. Ta sztuka to porażka kompletna.

  • Użytkownik niezalogowany Justyna
    Justyna 2015-03-04   19:59:54
    Cytuj

    Idiotyzm przenoszenia scenariuszy filmowych najnowszych hollywoodzkich filmów do teatru w przypadku Ruby sięgnął zenitu.