AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Dziady w dwie godziny

DZIADY część II, IV i III, reż. Janusz Wiśniewski, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie
Doktor nauk humanistycznych. Wykładowca Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. Absolwentka Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie i Wydziału Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała w "Teatrze", którego była redaktorem, a także w "Dialogu" i "Więzi". Pracowała również jako sekretarz redakcji w wydawnictwie Świat Książki.
A A A
fot. Katarzyna Chmura  

Wydawać by się mogło, że Dziady są idealnym materiałem dla Janusza Wiśniewskiego. A jednak nic bardziej złudnego. Jego realizacja dramatu Adama Mickiewicza niezbicie dowodzi, że jest to założenie z gruntu fałszywe. Artysta, który stworzył oryginalną, rozpoznawalną formułę teatru, autor wielu wybitnych spektakli, pokazuje na scenie Teatru Polskiego karykaturę Mickiewiczowskiego tekstu. I nie jest to karykatura zamierzona. Ale po kolei.

Jedno trzeba powiedzieć od razu. Co prawda w arcydramacie Mickiewicza odnajdujemy figurę teatru śmierci, inspirującą Wiśniewskiego, ale reżyser redukuje wielowymiarowy, rozpięty między różnymi perspektywami tekst wyłącznie do jednego aspektu. Radykalnie skraca utwór i to, co z niego zostało, podporządkowuje wątpliwej koncepcji. W scenie nocy Dziadów biorą udział wybrani uczestnicy balu u Senatora. Jak to rozumieć? W interpretacji reżysera, jak się zdaje, czarne charaktery, sprawiające wrażenie ludzkich trucheł, pogrzebanych za życia żałosnych indywiduów, niczym widzowie czekają na spotkanie z duchami, przywoływanymi podczas obrzędu. Wiśniewski, jak mogę podejrzewać, pojmuje Dziady jako przestrzeń spotkania umarłych pochodzących z różnych porządków, a inne wątki, które nie pasują do tak przyjętej interpretacji, nie znajdują miejsca w spektaklu trwającym zaledwie dwie godziny.

Do rozpoznawalnych rysów teatru Wiśniewskiego należą plastyczny skrót, mechaniczny, sztuczny, marionetkowy ruch postaci o przerysowanych gestach i nadekspresyjnej mimice, będący dziełem Emila Wesołowskiego, odbywający się w rytm znakomitej muzyki Jerzego Satanowskiego. Teatr tak bardzo sformalizowany, którego siłą jest obraz, okazuje się formułą zbyt wąską, żeby pomieścić w niej Mickiewiczowski model dramatu, oparty na mocy słowa kreującego sceniczny świat. Z tego też powodu wpisany w tekst materiał na wielkie role nie ma szansy na urzeczywistnienie.

Nieumiejętność pracy z aktorami i ich prowadzenia najpełniej widać w roli Jakuba Kordasa jako Gustawa-Konrada. Tego bardzo utalentowanego aktora, którego potencjał w ogóle nie został wykorzystany w przedstawieniu, wdziałam  jako znakomitego Płatonowa oraz interesującego Malvolia w spektaklach dyplomowych studentów Akademii Teatralnej w Warszawie. Wiśniewski potraktował kluczową dla dramatu postać marginalnie, postrzegając ją jako kolejnego z wielu innych upiorów pojawiających się na scenie. Nawet Wiesławowi Komasie (Ksiądz Piotr), który ze wszystkich sił próbował ratować spektakl, nie udało się uciec od schematycznych gestów i recytacji zamkniętej na perspektywę interpretacyjną. Chwalony przez wielu Krzysztof Kwiatkowski konsekwentnie stworzył rysowany grubą kreską, groteskowy wizerunek Senatora. Zbyt mocne środki wyrazu osłabiły w rzeczywistości postać nieobliczalnego, zepsutego, będącego uosobieniem realnego zła despoty.

W moim odczuciu w Dziadach broni się jedynie ostatnia scena spektaklu. Żywe trupy, truchła umarłych i szatani przesuwają się w upiornym kręgu, przywodzącym na myśl taniec śmierci. Każdy jest inny, inaczej się porusza. Towarzyszy im dobrze znana muzyka Jerzego Satanowskiego, która stanowiła wehikuł napędzający żywioł i rytm przedstawień Wiśniewskiego, tym razem zredukowana niestety do ledwie dającego o sobie znać motywu, stanowiącego niewyraźne tło.

Dziady Janusza Wiśniewskiego przywodzą na myśl nieudolną, niedzisiejszą akademię na cześć wieszcza. Szkoda aktorów, skazanych na szkolne podawanie tekstu, którzy nie mają szansy na zbudowanie ról. Oczy bolą od zagraconej nadmiarem zbędnych przedmiotów przestrzeni, a efekty pirotechniczne w scenie obrzędu zamiast budować nastrój, jedynie śmieszą. Za najbardziej anachroniczny i niemieszczący się w ramach poprawności politycznej pomysł należy uznać decyzję o pomalowaniu twarzy diabłów na czarno. Wyprawę do teatru odradzam przede wszystkim uczniom podstawówek i liceów (w programie szkolnym omawianie Dziadów rozbite jest na etapy), którym z tak wielkim trudem przychodzi mierzenie się z polskim romantyzmem. Dla współczesnych nastolatków (należą do nich również moi synowie) są to postawy całkowicie obce, nieracjonalne (choć, rzecz jasna, młodzież używa zupełnie innych epitetów), wymagające od polonistów nie lada trudu, żeby uczniowie nie tylko przebrnęli przez wpisane do programu lektury z tego okresu, ale też spróbowali coś niecoś z nich zrozumieć.

20-01-2020

galeria zdjęć DZIADY część II, IV i III, reż. Janusz Wiśniewski, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie <i>DZIADY część II, IV i III</i>, reż. Janusz Wiśniewski, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie <i>DZIADY część II, IV i III</i>, reż. Janusz Wiśniewski, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie <i>DZIADY część II, IV i III</i>, reż. Janusz Wiśniewski, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie
Adam Mickiewicz 
DZIADY część II, IV i III
reżyseria, scenografia, kostiumy, reżyseria światła: Janusz Wiśniewski
muzyka: Jerzy Satanowski
choreografia: Emil Wesołowski
charakteryzacja: Dorota Sabak
efekty pirotechniczne: Tomasz Pałasz
premiera 22.11.2019 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: