AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Dzieła wszystkie publiczności

Pracownik Instytutu Kultury Współczesnej UŁ, redaktor miesięcznika „Dialog”.
A A A
 

W tym spektaklu bardzo dużo zależy od publiczności – jeśli będzie chciała się śmiać, to wieczór zaliczy do udanych. No i musi to być publiczność, która przyjdzie do Teatru Małego na kabaret. Bo na scenie żartów Shakespeare’a nie ma – zaś żartów z Shakespeare’a jest co niemiara.

To zresztą dość symptomatyczne, że wśród parodiowanych na scenie utworów jest Otello, Makbet, Juliusz Cezar, Hamlet, a nie ma żadnej komedii Shakespeare’a. Kondensacja tego spektaklu i pomysł na humor wykluczają bowiem możliwość zabawy konceptami stratfordczyka: te wymagałyby czasu na przygotowanie paradoksalnych sytuacji, rozwinięcie komicznych dialogów czy zarysowanie śmiesznych charakterów. W zamian – konsekwentnie – realizuje się strategię kpiny ze stereotypowej znajomości wielkich dramatów, a jeszcze bardziej z kilku szekspirowskich zdań, które zna każdy, i z kilku postaci, które żyją już także poza literaturą. 

A zatem należałoby ten spektakl włączyć raczej do tej samej kategorii, w której niegdyś Kabaret Potem umieścił Bajki dla potłuczonych czy swoją parodię Halki – tę, w której rywalowi Jontka towarzyszyło śpiewanie Białego Misia. W tej grupie znalazłby się pewno także Victor Borge, klasyk kpienia z muzyki klasycznej, zamieniający Giuseppe Verdiego na Joe Greena w słynnym skeczu Hands off. Bo spod takiej właśnie gwiazdy jest humor tych Dzieł wszystkich Szekspira (w nieco skróconej wersji). „Nie chcę grać tak nudnego, jak w innych teatrach, flaki z olejem, Shakespeare’a” – deklaruje jeden z aktorów i słowa dotrzymuje. Nie gra Shakespeare’a. Ale gra Shakespeare’em.

Na scenie żartów Shakespeare’a nie ma – zaś żartów z Shakespeare’a jest co niemiara.Spektakl co prawda rozpoczyna się fragmentem monologu Jacques’a z Jak wam się podoba (tego słynnego, ze zdaniem „Świat jest teatrem”), ale szybko aktorzy przerywają to recytowanie klasyka, aby zaprezentować publiczności życiorys dramatopisarza. A że pomieszają im się wydruki z Wikipedii, to biogram Shakespeare’a okaże się biogramem Hitlera… Jeśli żart trafi na swoją publiczność, to śmiech będzie towarzyszył spektaklowi do końca. Jeśli nie, to zagranie spektaklu z energią może był dla aktorów trudne: tę energię czerpie się w znacznej mierze właśnie z widowni.

Bo – to prawda – jest sporo dowcipów słownych. Czasem lepszych („Kto pisał te teksty? / Ja. I Shakespeare.”), czasem gorszych (nie będę cytował, by ich zupełnie nie spalić). Ale źródłem największego komizmu jest interakcja z publicznością. Gdy na scenie ma zostać wystawiony Hamlet, to aktorzy wybierają z widzów kandydatów na Ofelię i Hamleta, by – z dużym taktem – zachęcić ich do ogrywania szekspirowskich postaci. Na tym nie kończą, bo dzielą publiczność na grupy, zachęcając do skandowania różnych haseł, mających związek z przebiegiem fabuły. Śmiech gwarantowany? Powtórzę raz jeszcze: zależy to od publiczności i jej otwartości na taki dialog z aktorami. Aktorami, którzy robią wiele, by pokonać barierę teatralnej rampy: w jednej ze scen, aby przełamać lody, opowiadają o swoich doświadczeniach zawodowych. W innej ze scen zadają widzom pytania o znajomość Shakespeare’a. W jeszcze innej potrafią żartować z odpowiedzi i komentarzy widzów. Są w tych żartach naturalni, zaangażowani, serdeczni i do pewnego stopnia nieprzewidywalni.

Śmiech gwarantowany? Zależy to od publiczności i jej otwartości na taki dialog z aktorami.I jest to odmiana bardzo potrzebna po niezliczonych scenach padania na ziemię z teatralnym podrzuceniem nóg, poprawiania damskich peruk na męskich głowach czy przerysowanego przekuwania się szpadami. Bo odnosi się często wrażenie, że to aktorzy są bardziej pomysłowi od reżysera, że więcej satysfakcji daje im odchodzenie od scenariusza niż jego realizowanie. Że grany przez nich Makbet po góralsku jest najlepszy w tych momentach, gdy oddalają się i od fabuły, i od swoich ról, a po prostu zaczynają improwizować. W spektaklu, który widziałem – a był to jeden z pierwszych pokazów – tej swobody było jeszcze dosyć mało, ale – nie mam wątpliwości, to prawo tego gatunku – zmieni się to w miarę grania Dzieł wszystkich Szekspira… Zwłaszcza że trójka aktorów tworzy zespół bardzo różnorodny i umiejący z tej różnorodności korzystać (wiele życia wnosi na scenę świeży absolwent Filmówki Jan Jakubowski – warto będzie go zobaczyć, gdy zagra kiedyś w innego typu spektaklu, również w takim „nudnym, flaki z olejem”).

W tym roku, włączając się w obchody 450. rocznicy urodzin Williama Shakespeare’a, Teatr Mały realizuje ambitny (pamiętajmy, to teatr prywatny) projekt czytań dzieł wszystkich dramatopisarza. To lektury z dużą obsadą, reżyserskim zamysłem, troską o niebanalne znaczenia arcydzieł. To właśnie tymi czytaniami Teatr Mały składa hołd Shakespeare’owi. Czy publiczność tych czytań i publiczność Dzieł wszystkich Szekspira (w nieco skróconej wersji) będzie tą samą publicznością? Jeśli tak, to warto, by różnicowała oczekiwania. I tu, i tam – teatr. Ale różnica naprawdę nie polega tylko na „skróceniu wersji”.

12-02-2014

 

Teatr Mały w Manufakturze, Łódź
Adam Long, Daniel Singer, Jess Winfield
Dzieła wszystkie Szekspira (w nieco skróconej wersji)
tłumaczenie: Włodzimierz Kaczkowski
reżyseria i scenografia: Włodzimierz Kaczkowski
obsada: Jan Jakubowski, Gracjan Kielar, Krzysztof Pyziak
premiera: 7.02.2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany kupka
    kupka 2016-02-29   18:42:03
    Cytuj

    kocham pana