AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Ene due rike fake

Safe house, reż. Maciej Masztalski, Teatr Ad Spectatores z Wrocławia
Profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, filolog, medioznawca, wykładowca w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWr. oraz w Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta. Autor, współautor i redaktor książek z zakresu literaturoznawstwa i medioznawstwa. Był recenzentem teatralnym, m.in. „Gazety Wyborczej” i „Dziennika Gazety Prawnej”.
A A A
Fot. Księżar  

Didaskalia Łysej śpiewaczki w tłumaczeniu Jerzego Lisowskiego zaczynają się tak: „Angielskie wnętrze mieszczańskie z angielskimi fotelami. Angielski wieczór. Pan Smith, Anglik, siedzi na fotelu w angielskich pantoflach i przy angielskim kominku czyta angielską gazetę, paląc angielską fajkę. Ma angielskie okulary na nosie i siwy angielski wąsik. Obok niego, na innym angielskim fotelu, siedzi pani Smith, Angielka, i ceruje angielskie skarpetki Angielski zegar ścienny wydzwania siedemnaście angielskich uderzeń”.

A potem, zgodnie z intelektualną dyspozycją Ionesco i wymogami scenicznymi, musi być jeszcze bardziej groteskowo, ad absurdum. Po latach zamysł francuskiego twórcy powtórzył Maciej Masztalski, napisał Safe house. Powtórzył, bo początek Łysej śpiewaczki otwiera najnowszą premierę Ad Spectatores. Spektakl totalnie zakręcony, w którym grepsy, lapsusy i gagi historyczne, obyczajowe oraz językowe ścigają się ze skrajnie ekstrawertyczną, niestety, technicznie dość kostropatą grą aktorską. 

Zamiast w angielskim salonie, który historia polityczna co rusz zamieniała nie tylko w naszym stuleciu na żołnierski camp lub skrytki Bonda, oglądamy bohaterów w tajnym lokum szpiegowskim izraelskiego wywiadu w Teheranie. Na kanapach zasiadają – bez hierarchii, towarzysko można by rzec, aczkolwiek seksistowsko upozowani – terrorysta palestyński, policjant z Sawaku z epoki szachinszacha, izraelska Bondówna, emerytowany esesman, człowiek Mosadu, aktorka porno, zakonnica (potem służąca) bodaj z Estonii. Wszyscy spotykają się na alkoholowej bibie pod koszerny schab i inne zakąski-przekąski.

Recepta na kreacje aktorskie wydawała się oczywista. Wywrócić na nice charaktery, emocje i stereotypy. I tak Marcin Chabowski, otulony laskami dynamitu podczaszy wieczoru, z dużą nonszalancją nagrywał przypadkowo usunięte z internetu wideo, w którym zapowiada ideową pomstę ze strony organizacji Bezprawie i Niesprawiedliwość. Jego telefoniczny spór z bratem o idee organizacji terrorystycznej oraz jej nazwę rozbawił salę do łez. Być może z powodu oczywistych konotacji – mało terrorystycznych, za to polskich i współczesnych. 

Właściwie tylko Lucyna Szierok jako Yoko, gwiazda japońskich filmów porno, spełniła się aktorsko. Pokazała warsztat. Co prawda sporą dawkę gry ciałem zdominowały zmagania z olbrzymimi, gwiaździstymi okularami, wszakże jej kobiecość i zmysłowość obchodziła nie tylko partnerów na scenie – ci zachowywali się raczej brutalnie i desperacko – ale i publiczność, doceniającą żartobliwie dozowany, zdystansowany seksapil. 

Wyeksponowany erotyzm Anity Balcerzak (Golda) z powodu śmiało rozciętej do biodra płomiennej sukni i wodzących na pokuszenie czarnych pończoch wydawał się nieco „fashionowy” – raz, że to kawał smukłej kobiety o sylwetce modelki, dwa, że na scenie nie wystarczy być. Trzeba, zwłaszcza w farsie, coś lub kogoś zagrać. Zapamiętanie tekstu roli to mikrosukces. A przecież – w intencji reżysera – Golda to postać, która współprowadzi akcję wraz z okutanym pasem zamachowca Samirem.

Totalną, monochromatyczną szarżę Arkadiusza Cyrana trudno oswoić. Nie ma w jego interpretacji postaci Herr Schumachera zamiaru, by dorównać groteskowemu portretowi nazisty z Dyktatora. To mogę usprawiedliwić, wszak Safe house to teatrzyk na pięterku, nie arcydzieło kina. Ale więcej dramatyzmu w fizis postaci znajdziemy w kilkuminutowych internetowych memach na kanwie Upadku niż w godzinnym spektaklu Masztalskiego. Wrzask, hajlowanie, swastyka na rękawie munduru bawią przez minutę, potem raczej żenują. Z materii roli można było wyciągnąć znacznie więcej, z groteski uczynić powód do traumy pokoleń mylących wszystko ze wszystkim niczym cytaty z Wikipedii. 

Żywioł akcji nie usprawiedliwia słabej gry i nieprzekonujących postaci. Dominik Fraj swego Omara wciągającego wódkę jak wodę – a może wodę jak wódkę – powinien prędko zapomnieć. Estońska kobieta pracująca w pozycji parterowej albo nie ma nic do powiedzenia, albo wypowiada kwestie z opóźnionym zapłonem. Bywa zatem śmieszna, ale przewidywalna do bólu. I chyba – jako napisana przez dramaturga rola – jednak płaska jakaś taka, choć przecież Aleksandra Dytko to chodzący słowiański erotyk. Łukasz Chojęta, ogarnięty „wstrętem do kobiet”, „ale nie gej” to po prostu komiks rysowany grubą krechą.

Powiedzmy, że Safe house to kolejny wieczór kabaretowy, w którym eksnazista przyjaźni się z łowcą zbrodniarzy wojennych niczym z kumplem z wojska, agentka izraelskiego wywiadu nie bez podtekstów podejmuje palestyńskiego terrorystę, wyznawca islamu łoi wódę, a zakonnica tańcząca transowo wśród publiczności cudownie przeistacza się w nierozgarniętą pomoc domową. Perełką wieczoru zda się sugerowany akt homoseksualny Palestyńczyka z Żydem. 

Taka kolekcja skeczów może rozbawić – słyszałem liczne chichoty na sali. W końcu dowcipy w stylu „idzie Polak, Rusek i Niemiec” bawiły nasz naród, odkąd pamiętam. Chciałoby się jednak oprócz lawiny gagów także dobrego aktorstwa. Jakiegoś drugiego dna. Tym razem na premierze Ad Spectatores sztuka i kunszt gdzieś uleciały. Być może wraz z wystrzałami z pistoletów, gdyż zdarzył się i trup na scenie. W sumie jednak łyso, nie śpiewająco.

22-02-2016

 

Teatr Ad Spectatores, Wrocław

Maciej Masztalski

Safe house

reżyseria: Maciej Masztalski

kostiumy: Ewa Beata Wodecka

obsada: Anita Balcerzak, Aleksandra Dytko, Lucyna Szierok, Marcin Chabowski, Łukasz Chojęta, Arkadiusz Cyran, Dominik Fraj

premiera: 12.02.2016

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: