AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Europa Środkowa po lubelsku

Disco Pigs, reż. Karolina Maciejaszek,
Teatr Rawa z Katowic, fot. Maciej Rukasz  

Tegoroczna, dziewiąta odsłona Festiwalu Teatrów Europy Środkowej „Sąsiedzi”  – najkrótsza z dotychczasowych, bo tylko trzydniowa – konsekwentnie przebiegała według podziału: słodko-gorzki. Na program w tym roku złożyło się dziewięć przedstawień i jedno czytanie performatywne.

Pierwsze ze „słodkich” przedstawień przywiózł Teatr Polski z Bielska-Białej, którego dyrektorem od niedawna jest Witold Mazurkiewicz. On też wyreżyserował według własnego scenariusza Latający Cyrk Monty Pythona. Skecze z komediowego serialu telewizyjnego ze słynnym Ministerstwem głupich kroków, Martwą papugą i Piosenką drwala zostały połączone na kształt wodewilu. I chociaż pozbawione zostały wartości oryginału - komentarzy do aktualnej rzeczywistości oraz przycinków pod adresem różnych warstw społecznych, to przypominane dowcipy miały swoich wdzięcznych odbiorców. Wyrafinowany humor grupy Monty Pythona wprawdzie nieco ucierpiał wskutek poszerzenia treści o problematykę gender i parodię homoseksualizmu, ale, jak można było wnioskować z burzliwych oklasków, jest zapotrzebowanie na tego typu rozrywkę.

Bolączkami polskiej służby zdrowia zabawiał widzów Arkadiusz Wrzesień z Teatru WARSawy w monodramie Pacjent. Adam Sajnuk, autor scenariusza i reżyser przedstawienia, zaproponował lekką historię o ciężarach pobytu w jednym z warszawskich szpitali. Wdzięk wykonawcy sprawił, że niechęć do źle funkcjonującej instytucji splatała się z sympatią i serdecznym współczuciem dla „chorego”.

Teatr Korez z Katowic wystawił Swing Abelarda Gizy w reżyserii Mirosław Neinerta – w sumie niewinną komedyjkę o erotycznych treściach, chociaż program zawiera ostrzeżenie: „Spektakl wyłącznie dla widzów dorosłych.” Nie bulwersował jednak importowany z Ameryki pomysł na zwalczenie nudy w związku. Lokalne realia wyrażone kostiumem i mentalność ujawniana w języku, zderzone z rewolucyjną obyczajowością, stanowią niezłe źródło komizmu, choć skłaniają raczej do bezrefleksyjnych wybuchów śmiechu.

I na tym koniec jednoznacznie rozrywkowych spektakli. Już dużo trudniej jest zaszeregować propozycję Teatru Kana i Krepsko Theater Group (Szczecin/Praga). Jako radosną zabawę w możliwość przekształcania świata czy głęboką refleksję nad niepewnym statusem wszystkiego wokół?  Hotel Misery deLuxe to właściwie zbiór bezsłownych scenek wykadrowanych z życia hotelu. Mężczyzna z room service wręczający gościom klucze z dewizką w postaci topornej bombki choinkowej z różowego plastyku. Kobieta w szlafroku, wykonująca zmysłowe gesty. Dama w czerni, wchodząca z białą walizką. Mężczyzna zawieszony do góry nogami, śmiejący się histerycznie do słuchawki. Kobieta z opaską na oczach, pisząca na maszynie. Tańcząca para, przy czym ona ma trzy nogi. Facet z butelką wina, siedzący na żelaznym łóżku bez materaca, z nogami w metalowej misce, do której wlewa zawartość butelki. Partia szachów - czarne figury kontra kieliszki czystej wódki. Samotnie rozgrywająca wypija jeden za drugim. Dziewczyna w białej koszuli,  właściwie uwięziona w niej jak w dybach, w końcu z niej niepostrzeżenie znika. I jeszcze ciężarna z kwadratowym brzuchem, która rodzi słuchawkę telefoniczną, a kabel imituje pępowinę. Można mnożyć opisy absurdalnych pomysłów prezentowanych przez sześciu aktorów, których poprowadziła Linnea Happonen. Są zaskakujące, ale nie składają się na całość o filozoficznym potencjale, który Teatr Krepsko tak świetnie dotąd konstruował.Teatr Kana zaś opowiadał historie pełne ładunku dramaturgicznego. W połączeniu obydwie umiejętności się zniosły. Ale niewykluczone, że komuś udało się wniknąć głębiej w atmosferę tych pokoi, które „urządzone zostały wyłącznie słodkimi łzami, śladami miłości i cieniami przelotnych związków”.

Również Błazen Pana Boga Dario Fo w reżyserii Piotra Bikonta, zaprezentowany przez Stowarzyszenie Teatralne Badów, ma w sobie obydwa festiwalowe smaki. Historia św. Franciszka jest pełna humoru właściwego nobliście, ale także wzrusza. W pierwszej scenie wychwalane są walory głosowe i oratorskie talenty Franciszka, który odwołując się do onomatopeicznych dźwięków, przezwyciężał ograniczenia języka w porozumieniu ze słuchaczami obcego pochodzenia. Tych samych środków, sięgających tradycji średniowiecznego teatru ludowego, używa dwójka aktorów – Joanna Fidler i Paweł Pabisiak. Wcielając się w coraz to inne postaci, odgrywają fragmenty z życia Franciszka z Asyżu, który zanim został świętym, był komediantem. Nie korzystają przy tym z podkładu muzycznego i sami są jedynym źródłem efektów akustycznych. Tak brzmiącego dźwięku dzwonu, ptaków, stukotu spadania, nie ma się okazji często usłyszeć w teatrze. Sprawność aparatu głosowego aktorów budzi najwyższy szacunek.

Listę ewidentnie gorzkich tematów otworzył monodram Agnieszki Przepiórskiej, reprezentującej Teatr WARSawy, Tato nie wraca (tekst Piotra Rowickiego). To psychoterapeutyczna opowieść ukazująca, jak nieobecność ojca zdeterminowała życie kobiety sukcesu. Praca w korporacji, udane życie rodzinne i sukces materialny – wszystko to zdobyte dzięki motywacji, jaką stała się chęć zaimponowania mitycznemu ojcu. Monodram zagrany z talentem, został subtelnie oprawiony w monitory z nagranymi wypowiedziami innych członków rodziny.  

IX przegląd bardzo się oddalił od pierwotnych założeń, impreza jednak wrosła w kulturalny krajobraz miasta i wiele osób wciąż czeka na czerwcowe święto.Jednak znacznie poważniejszą propozycję stanowił Morrison/ Śmiercisyn Opolskiego Teatru Lalki i Aktora. Rzecz autorstwa Artura Pałygi osnuta wokół biografii Jima Morrisona nie opowiada historii w sposób linearny, ale daje materiał do zbudowania wielowarstwowej rzeczywistości. Reżyser spektaklu Paweł Passini spotęgował ten walor w swojej scenicznej realizacji. Jak zwykle wykorzystał nowe media, które zostały jednak wprowadzone bardzo subtelnie i połączone z innymi środkami wyrazu. Tiulowe kurtyny dzielące przestrzeń, które stały się ekranem dla wyświetlanych obrazów, mają jeszcze wzmocnienie w postaci luster, potęgujące wrażenie głębi. W takiej przestrzeni, z centralnie umieszczoną wanną, znajdują się aktorzy z lalkami-sobowtórami, dziwnymi kukłami, jak pseudo-Indianin z kangurem o pysku psa oraz ludzie maszyny. Jest też naga kobieta z ptasim dziobem. Panoptikum postaci to znak charakterystyczny dla Passiniego, który potrafi zanurzyć bohaterów w bardzo precyzyjnym rytmie świateł i dźwięków tak, że ich odrealnienie każe szukać zasady współistnienia. Migawki z życia muzyka są równocześnie pretekstem do ukazania psychiki artysty, kojonej używkami, opresji związków rodzinnych, krwiożerczej machiny show biznesu, klimatu Ameryki lat sześćdziesiątych. Fragmenty utworów The Doors dopełniają emocjonalnej temperatury, którą odtwórcy głównych ról – Jima (Sambor Dudziński) i Pam (Beata Passini) – podnoszą bardzo wysoko.
 
Równie ważnym przedstawieniem są Balladyny i romanse Teatru Pinokio z Łodzi w reżyserii Konrada Dworakowskiego. Spektakl oparty na powieści Ignacego Karpowicza, a właściwie na wątkach wyjętych z opasłego i nierównego pod względem literackim dzieła. Para ludzi – Artur i Olga – sąsiaduje na scenie z  mitologicznymi bogami, Jezusem, Aliną i Grabcem z Balladyny. Artur i Olga, prezentowani w formie lalek, są naznaczeni tragizmem. Na ekranie widzimy ich jako małe, szare postaci nie tyle w scenie miłosnej, co wręcz pornograficznej.  Trud ich egzystencji obrazowany choćby przez skomplikowany sposób animacji (aż trzy osoby prowadzą jedną lalkę), ściera się z łatwością istnienia i wszechmocą postaci zaczerpniętych z kultury. Dla próby zrozumienia widowiska ważne są kwestie Narracji, która jako postać przedstawienia jeszcze przed wejściem do sali teatralnej mówi o sobie: „żywa formalnie, strukturalnie martwa”. I powtarza ważne z autorskiego punktu widzenia oświadczenie: „Tak naprawdę istnieję tylko ja”. Czy ta deklaracja otwiera pole dyskusji o kondycji człowieka i udziału w niej zjawisk widzialnych i niewidzialnych?

Na koniec rzecz nie tylko gorzka, ale i mocno dopieprzona, czyli odprysk brutalizmu. Teatr Rawa z Katowic wystawił sztukę na dwoje aktorów Disco Pigs. Reżyserka Karolina Maciejaszek wzięła na warsztat sztukę Endy Walsh, która opowiada o zagubieniu nastolatków, którzy odmawiają uczestnictwa w życiu społecznym. Nieakceptacja ciasnych norm społecznych, skłania ich, by szukać azylu w marzeniach i kolejnym kuflu piwa w okolicznym pubie. Im bardziej ordynarny jest ich język, tym chwile tkliwości, jakiej się ci młodzi poddają, wydają się mocniej zaskakiwać widownię. W spektaklu występują Anna Konieczna i Grzegorz Sowa. Ona zdaje się pokazywać, że za wszelką cenę nie chce dorosnąć. On z ordynarnego gościa potrafi na moment wydobyć światło.

Propozycję teatralną „Sąsiadów” uzupełniało kino (Rzeź Polańskiego, Dziewczyna z szafy Bodo Koxa, U niej w domu Ozona). Imprezy towarzyszące ograniczały się do cyklu spotkań nazwanych „Kafehauz”, w którym kawa była głównym bohaterem. Były to pokazy parzenia różnych rodzajów kawy oraz nauka wykorzystania jej ziaren dla celów plastycznych.

IX przegląd bardzo się oddalił od pierwotnych założeń, impreza jednak wrosła w kulturalny krajobraz miasta i wiele osób wciąż czeka na czerwcowe święto.

4-07-2014

IX Międzynarodowy Festiwal Teatrów Europy Środkowej „Sąsiedzi”, Lublin, 12-14 czerwca 2014 r.

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: