AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Evviva l'arte?

Doktorant Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Wrocławskim. Absolwent Filozofii oraz Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Współpracuje z czasopismem naukowym "Znaczenia".
A A A
 

Książeczkę Grzegorza Jankowicza połknąłem z wielką przyjemnością w jeden wieczór. Czytałem powoli, smakując zdania i podkreślając wybrane kawałki. Czysta rozkosz. Szkoda tylko, że jest taka krótka – niecałe 150 stron.  

Niech nikogo nie zmyli okładka. Wygląda prawie jak kopia plakatu do spektaklu Kronos z Teatru Polskiego we Wrocławiu. Jednak Gombrowicz – Loading z dziełem Garbaczewskiego nie ma za wiele wspólnego. Przedstawienie posłużyło autorowi tylko za pretekst najpierw do napisania krótkiego tekstu do programu, a następnie do wydania Eseju o formie życia (taki jest podtytuł) w serii poczekalnia.0 – wspólnego przedsięwzięcia Teatru Polskiego we Wrocławiu oraz Wydawnictwa Książkowe Klimaty. W jej ramach ukazywać się będą książki o „współczesnym teatrze jako jednym z najczulszych mediów opisujących i komentujących rzeczywistość”. Esej Grzegorza Jankowicza jest pierwszą tego rodzaju próbą. W planach wydawniczych znajduje się publikacja „międzypokoleniowej rozmowy o Dziadach Adama Mickiewicza, jaką przeprowadzili Leszek Koczanowicz i jego syn Tadeusz; wywiadu-rzeki z Krystianem Lupą autorstwa Romana Pawłowskiego oraz po raz pierwszy tłumaczonego na język polski tomu listów Bernarda-Marie Koltèsa”.

Już we wstępie Jankowicz rozbraja krytycznie nastawionych gombrowiczologów otwartym stwierdzeniem, że wcale nie zamierza polemizować ze specjalistami. Raczej jako krytyk i filozof literatury będzie obudowywać Kronosa odpowiednimi kontekstami. Przyglądać się dziełu Gombrowicza z najróżniejszych stron, „by wydobyć na jaw kolejne aspekty tego wyjątkowego notatnika”. Zacznie od szeregu pytań, żeby pod koniec zostawić czytelnika z jeszcze większą ich ilością. Nie jest to może dobry przepis na kryminał, ale na esej filozoficzny jak najbardziej.

Jedno z pierwszych i być może najważniejsze z tych pytań można by sformułować następująco: do czego Gombrowiczowi w ogóle potrzebne były owe skrótowe zapiski, długa wyliczanka chorób, partnerów seksualnych, lektur, zakupów, kawiarenek? Przecież prowadził cieszący się popularnością i uznaniem Dziennik. Czy jeszcze prościej: czym jest Kronos? Żeby udzielić odpowiedzi, Jankowicz zaprasza nas do gospody Pod Sześcioma Ochoczymi Dokerami z powieści Charlesa Dickensa Nasz wspólny przyjaciel. Przed chwilą przyniesiono tu nieprzytomne ciało Rogala Riderhooda. Wpadł pod parostatek, który staranował jego małe czółno. Wcześniej, mając reputację oszusta i krętacza, Rogal podejrzewany był o udział w morderstwie, unikano go, traktowano z pogardą i odrazą. Teraz jednak „dogasająca w nim iskierka życia” jak gdyby zupełnie nie łączyła się z jego osobowością „i w danej chwili otaczało ją głębokie zainteresowanie – dlatego zapewne, że w grę wchodziło życie, a ratownicy żyli i wiedzieli, że są też śmiertelni”. To co tak naprawdę przyciągało zgromadzonych w karczmie rybaków, co skłoniło ich do pomocy, można by nazwać „nagim życiem”, naszym wspólnym biologicznym podłożem, czyli przeciwieństwem śmierci jako bezruchu, rozpadu i zniszczenia. Przy czym chodzi tu raczej o śmierć i życie ciała niż tego, co przywykliśmy nazywać duszą. Jeden ze świadków wypadku wyjaśnia, że Riderhood „podstawił się w poprzek pod sam dziób parostatku i został rozcięty na dwoje”. W angielskim oryginale powieści pada sformułowanie „cut him in two”, jednak narrator od razu śpieszy dodać, że posłużył się w tym wypadku zwykłą metaforą, bo chodziło mu o rozpołowienie czółna, a nie człowieka.

By dokładniej wyjaśnić tę metaforę, Jankowicz przywołuje dwa pojęcia ze starożytnej greki – zoē i bios. Pierwsze jest bardziej ogólne i odnosi się do czegoś wspólnego wszystkim żywym istotom. Chodzi o sam prosty fakt istnienia, w którym jeszcze nie ma rozróżnienia na ludzkie i zwierzęce. Drugie zaś dotyczyło konkretnej ludzkiej egzystencji z jej historią, czyli bio-grafią. Bios nie tylko wyrywa człowieka ze świata zwierząt, ale wyróżnia nas spośród innych ludzi, nosicieli swoich poszczególnych stylów i form życia. Bios jako życie konkretnej osoby zawsze ma swój początek i koniec. Natomiast zoē jest przeciwieństwem śmierci, jest „nie-śmiercią” o której można myśleć tak w terminach nieskończoności, czyli na przykład jako o niemającym kresu łańcuchu bytów przekazujących sobie ową „iskrę życia”, jak i w terminach nieśmiertelności, gdzie zoē jest używane wymiennie ze słowem psyche, czyli faktycznie oznacza duszę. W taki sposób egzystencja nie zawsze pokrywa się z długością samego życia w sensie biologicznym. Co więcej, każda próba opanowania zoē, czyli próba nadania swemu życiu jakiejś formy, może stać się niebezpieczną pułapką. Tragedia ludzkiego losu polega na nieodzownej potrzebie odnalezienia się wśród dwóch skrajności – utonięcia w oceanie czystego zoē oraz zostania niewolnikiem określonej formy, nie zawsze przecież dobrowolnie obranej.

Widzimy więc, że pojęcia te, brane w swej wieloznaczności, poniekąd też odwzorowują podział na publiczne i prywatne. Tego, co chowamy, czego się do pewnego stopnia wstydzimy, a tego z czym chcemy iść do ludzi i z czym chcemy być kojarzeni. W wypadku Gombrowicza można by powiedzieć, że te dwie różne sfery życia, jego biologiczne oraz społeczne aspekty, potrzebowały od pisarza dwóch zupełnie różnych strategii literackich. Z jednej strony mamy więc Dziennik, w drugiej zaś – to, co możemy obecnie przeczytać pod tytułem Kronos. Czym więc jest owa próba uchwycenia nieuchwytnego? Jankowicz podaje jedną z możliwych definicji, którą zaczerpnął z Dziennika. Jest ona na wskroś metaforyczna i porównuje intymny diariusz Gombrowicza do „łyżki, którą próbujemy zaczerpnąć zupy życia” czy do „dziurawego czerpaka zanurzanego w oceanie zdarzeń i doświadczeń”.

Dlatego autor Gombrowicza – Loadingu niejednokrotnie podkreśla, że nawet w wypadku Kronosa – notatek tworzonych na własny użytek, skrótowych i odartych z retorycznego pancerza – ciągle mamy do czynienia z tekstem. A każdy tekst jest tylko mediacją, pomostem czy miejscem spotkania dwóch rzeczywistości. Żywioł istnienia zawsze będzie raczej gdzieś obok, nad czy pod. Nigdy nie sprowadzimy go do ciągu łatwo dających się odszyfrować znaków. Więc grubo myli się ten, kto uważa, że ślizgając wzrokiem po stronach Kronosa bezpośrednio dotknie nagiego cudzego życia. Że stanie się jednym z tych rybaków schylonych nad ciałem Rogala Riderhooda, a w tym wypadku Gombrowicza. Sztuka też ma swoje granice. Jak pisał w słynnym wierszu Przerwa-Tetmajer: „zginąć, to zginąć jak pies, a tymczasem,/ choć życie nasze splunięcia niewarte:/ evviva l’arte!”. Tylko że tym razem na końcu chce się postawić zamiast wykrzyknika wielki znak zapytania: Evviva l'arte?

9-01-2015

Grzegorz Jankowicz, Gombrowicz – Loading. Esej o formie życia, Teatr Polski we Wrocławiu oraz Wydawnictwo Książkowe Klimaty, Wrocław 2014.

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę:
komentarze (3)
  • Użytkownik niezalogowany Anna
    Anna 2015-01-12   01:27:40
    Cytuj

    Dobra robota! Piszesz cikawe!

  • Użytkownik niezalogowany Szymon
    Szymon 2015-01-10   17:24:17
    Cytuj

    Dobra recenzja! Uzasadnione! Styl pisania...!!!

  • Użytkownik niezalogowany Rimma
    Rimma 2015-01-09   16:29:57
    Cytuj

    Doskonale... dobry przepis!