AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Festiwal, który ma sens

XIII Brave Festiwal „Widzialni/Niewidzialni”, Wrocław, 13-22 lipca 2018
Doktorant Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Wrocławskim. Absolwent Filozofii oraz Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Współpracuje z czasopismem naukowym "Znaczenia".
A A A
Koncert Ghetto Classics z Kenii
w towarzystwie Radzimira Dębskiego JIMKA,
muzyków NFM i studentów akademii muzycznych  

Zaczęło się od koncertu symfonicznego w Operze Wrocławskiej. Był to początek piękny i uroczysty, pełen szczerej chęci otwarcia się na nowe doświadczenia, których w najbliższych dniach miało nie zabraknąć. Występ Syrian Expat Philharmonic Orchestra, zebranej przez Raeda Jazbeha z uchodźców syryjskich, którzy znaleźli schronienie w Holandii, Niemczech, Francji, Belgii i innych krajach Unii Europejskiej, poprzedzony został przemową Grzegorza Brala. Pomysłodawca i dyrektor artystyczny festiwalu z zapałem wtajemniczał nas w kryteria doboru wydarzeń, które znajdziemy w obszernym programie tegorocznej edycji Brave Festival. Już trzynastej. I startowała ona trzynastego. W piątek. Jak się okazało, uczyniono to z ideologiczną premedytacją.

Jak tłumaczył Bral, w tym roku ta wyjątkowa impreza zamierza powrócić do własnych korzeni, czyli ponownie i zdecydowanie położyć nacisk na etyczny wymiar całego przedsięwzięcia. Będzie to „festiwal przeciwko stereotypom”, przeciwko szkodliwym, ograniczającym i dyskryminującym „społecznym mantrom”. Podczas wyliczania i omawiania każdego z jedenastu zaproszonych zespołów i artystów, czyli jednocześnie jakby podczas podróży przez kraje i kontynenty, próbowałem z grubsza nakreślić listę owych wykrzywiających społeczną i indywidualną optykę zgubnych etykiet. Znalazły się na niej między innymi stereotypy uchodźcy, osoby niepełnosprawnej (ekipa tancerzy breakdance ILL-Abilities), stereotyp płci (meksykański transgenderowy performer Lucas Avedaño), wieku (kobiecy krąg z Brazylii Meninas de Sinhá), inności (albinosi z Tanzanii) czy stereotyp mieszkańca slumsów (orkiestra Ghetto Classics pod kierownictwem Radzimira Dębskiego).

Geografia wydarzenia imponowała też w wymiarze swej lokalnej logistyki. Wrocław przez dziesięć dni był wręcz, w najlepszym tego słowa znaczeniu, okupowany przez Brave. Na festiwalowej mapie znalazły się, oprócz wspomnianej już Opery, która – co z nieskrywaną przyjemnością i wdzięcznością podkreślał Bral – łaskawie i za darmo udostępniła artystom własną przestrzeń, takie punkty jak: Scena na Świebodzkim Teatru Polskiego, Scena Letnia Teatru Lalek, Synagoga pod Białym Bocianem, IMPART, Teatr Muzyczny Capitol i Dolnośląskie Centrum Filmowe. Tradycyjnie przeglądowi towarzyszyły występy Teatru Pieśni Kozła, tym razem zespół zaprezentował Pieśni Leara oraz Return to the Voice, a to jeszcze dwa kolejne miejsca: siedziba teatru przy ul. Purkyniego oraz kościół pod wezwaniem św. Marii Magdaleny.

Nowością tegorocznej edycji stał się projekt Brave Contexts. Osiem spotkań w Klubie Proza (kolejny „brave’owy” punkt na mapie) wokół ośmiu starannie dobranych książek, które mają „ukazać publiczności jak najszerszą perspektywę i odpowiedzieć przynajmniej na część pytań, przed którymi stoją widzowie”. Żeby się w tym upewnić, wystarczy wyliczyć zaproponowane przez organizatorów tytuły: Przeprawa. Moja podróż do pękniętego serca Syrii Samara Yazbeka, Odzyskanie obecności. Niepełnosprawność w teatrze i performansie Eweliny Godlewskiej-Byliniak i Justyny Lipko-Koniecznej, Świat na rozdrożu Marcina Popkiewicza, powieść Jakuba Małeckiego Dygot, nominowani do Nagrody Literackiej Nike Wykluczeni Artura Domosławskiego, wznowiona po 90 latach reporterska relacja Tadeusza Dębickiego Moienzi Nzadi. U wrót Konga, Więzy krwi – poświęcona Rwandzie książka pierwszego laureata Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego Jeana Hatzfelda, oraz Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców Bena Rawlence’a. Wybrane fragmenty z tych dzieł czytała Ewa Skibińska. Spotkania zaś z licznymi gośćmi poprowadziły Anna Wanik i Magda Piekarska.

I to wszystko to dopiero wierzchołek góry lodowej wydarzeń towarzyszących. Na osobną uwagę z pewnością zasługuje Brave: Forbidden Cinema, którego przemyślanego i różnorodnego programu (kuratorzy projektu: Adam Kruk i Lech Moliński) pozazdrościć by mógł niejeden osobny, poświęcony wyłącznie sztuce filmowej festiwal. Dwadzieścia pozycji (o rozpiętości geograficznej pochodzenia tytułów nawet nie będę się rozwodził) ułożono w cztery sekcje: Forbidden Cinema (sześć filmów, które powalczyły o nagrodę w wysokości 2,5 tysiąca euro przyznawaną przez publiczność), Brave People (nazwa mówi sama za siebie), Film, Interrupted (tytuły, „których powstanie samo w sobie byłoby materiałem na film”) oraz Kids in Danger (sekcja poświęcona niebezpieczeństwom, na które narażone są dzieci w różnych częściach świata).

Dla niektórych natomiast ważniejsze od wszystkiego powyższego staną się warsztaty organizowane w ramach Brave Academy. Tym razem oferta składała się z pięciu bardzo różnych propozycji. Aktorka Teatru Pieśń Kozła, pochodząca z Finlandii Anu Almagro, w trakcie pracy nad rytmem i energią w ramach stworzonej przez nią Techniki Koordynacji „stawia pytanie, czy jest możliwe, by przez pogłębione słuchanie dostrzec odbicie naszej własnej duszy w ruchu i dźwięku wykreowanym przez inną osobę”. Międzynarodowy Zespół Breakdancerów ILL-Abilities w Centrum Technologii Audiowizualnych (jeszcze jedno brave place) zaproponował warsztaty dla osób niepełnosprawnych, żeby pokazać możliwości czerpania przyjemności z tańca i ruchu wbrew licznym ograniczeniom. Tych, którzy chcieli popracować nad możliwościami własnego głosu, i to na materiale fragmentów z dzieł Szekspira, na własne zajęcia zapraszała Alison Bomber. Natomiast za taniec współczesny oraz organizowany po pięciodniowych warsztatach pokaz pracy odpowiadała tancerka i choreografka Mélanie Lomoff. Jej wspólny występ z tancerką z Indii, Ramą Vaidyanathan, stał się częścią głównego programu festiwalowego. Powiem od razu, że to było coś niesamowitego. Połączenie tak różnych tradycji hipnotyzowało i elektryzowało widownię. Dzięki Ramie Vaidyanathan można było zapoznać się z bharatanatyam, antycznym stylem „klasycznego tańca hinduskiego pochodzącego z południowych Indii, istniejącego od ok. 3 tysięcy lat”, który wykonywany jest przez „kapłanki-tancerki dewadasi w świątyniach w Thanjavur i Malabar jako rodzaj daru składanego bóstwu”.

Jak widzicie, było tego wiele. Uznałem więc, że przed omawianiem i analizą poszczególnych, dobranych kluczem teatralnym wydarzeń, warto przyjrzeć się festiwalowi jakby z lotu ptaka, ogarniając go w całości. Być może za dwa lata, od tej edycji festiwal zmienia formułę na biennale, zważywszy na obfitość artystycznych atrakcji, niektórzy postanowią przeplanować termin wakacji. Zresztą z wypełnieniem widowni żadnych problemów nie było. Komplety i nadkomplety. W długość kolejki przed Synagogą pod Białym Bocianem przez kilka pierwszych chwil nie mogłem wręcz uwierzyć. Tego wieczoru występował tam zespół Meninas de Sinhá. „Babcie z Brazylii”, jak pieszczotliwie nazwał je Bral, gościły już na Dolnym Śląsku sześć lat temu. Wtedy ich występ podbił publiczność. Teraz z łatwością powtórzyły ten sukces. Siwowłose artystki zawładnęły widownią już po pierwszej piosence, urzekając radością i autentycznością pomnożonymi przez rytmy takich tradycyjnych dla ich regionu gatunków muzycznych jak calango, marujo czy samba.

Warto więc było zostać na te dziesięć dni we Wrocławiu. Bral wraz z kilkakrotnie wspomnianym przez niego Markiem Mieleszko, który wyszukuje tych wyjątkowych artystów po całym świecie, jak obiecywał niegdyś prezydentowi miasta, „stworzył festiwal, który ma sens”. Powiedziałbym nawet, że ma sensy. Miejmy teraz odwagę, żeby z owymi sensami się zmierzyć.

12-09-2018

XIII Brave Festiwal „Widzialni/Niewidzialni”, Wrocław, 13-22 lipca 2018

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: