AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Forma, tylko forma

XII Międzynarodowe Spotkania Szkół Lalkarskich „Metamorfy” we Wrocławiu
Doktorant Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Wrocławskim. Absolwent Filozofii oraz Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Współpracuje z czasopismem naukowym "Znaczenia".
A A A
 

Kasa czyni cuda! OK, kasa plus dobre chęci. I trzeba, jak to się mówi, mieć pomysł. Oraz możliwości do jego zrealizowania. Kompetentna ekipa też by się przydała. Pomnożyć to przez odpowiedni nastrój i zapał. Szczypta szczęścia… Jej, wycofuję się, kasa nie jest w cudotwórstwie rzeczą najważniejszą.

Niemniej jednak czasami jest tą „drobnostką”, tym finansowym hakiem, na którym… znowu się wycofuję, tym razem z porównania. Chciałem tylko powiedzieć, a właściwie napisać, że czasami jakiemuś przedsięwzięciu po prostu, po ludzku tak, brakuje kasy, żeby wszystko zaczęło grać. W wypadku instytucji teatralnych – dosłownie i w przenośni.

Ale z pieniążkami trzeba też ostrożnie. Pieniążki mają to do siebie, że są zarazem szansą i prawdziwym sprawdzianem. Bo jeżeli impreza nie wypali przy należytym finansowaniu, trudno będzie narzekać na czynnik ekonomiczno-pragmatyczny. W tym roku swój sprawdzian „złotkiem dotacji” miały Międzynarodowe Spotkania Szkół Teatralnych. Już dwunaste. Obecnie noszące podtytuł Metaformy. Poprzednim, pozwolę sobie przypomnieć, były AlterNimacje, z naciskiem na to wieloznaczne angielskie słowo alter, czyli zmieniać/przemieniać/czynić innym.

Muszę powiedzieć, że nazwa Metaformy wydaje mi się odpowiedniejsza. A to dlatego, że zawiera w sobie znaczące w tym wypadku słówko „forma”. Jeżeli rok temu swoją recenzję zatytułowałem Pięćdziesiąt twarzy lalki, to w tym wypadałoby już pisać o Pięćdziesięciu twarzach formy. Żadnych więc lalek. Określenie to, zdecydowanie nienadążające za rzeczywistością teatralną, moim zdaniem nieźle szkodzi młodym adeptom szkół teatralnych. Wpędza w jakieś nieuzasadnione kompleksy. Że czym się tu przez pięć lat zajmujecie? Lalkami!?

Z tymi jednak kompleksami, jak i z pieniędzmi, nie wszystko jest takie proste, oczywiste i jednoznaczne. Obserwując od jakiegoś czasu to, co się dzieje we wrocławskiej filii PWST, dochodzę do wniosku, że właśnie ów niejednoznaczny status w hierarchii bytów teatralnych nieźle studentom wydziału lalkarskiego pomaga. Przede wszystkim skłania ich do większej pracy, do wysiłku, do poszukiwań. Noszą w sercu potrzebę udowodnienia sobie i światu, że potrafią, że warto, że nie gorzej niż u innych wysiłek ten widać. Mógłby, rzecz jasna, być większy, ale w porównaniu z wydziałem aktorskim lalkarze jak gdyby pracują „na dwóch etatach”.

Ale wróćmy do początku. Dofinansowanie wspomnianej imprezy wydłużyło ją o kolejną dobę. Spotkania trwały pięć dni, z których każdy był, że tak powiem, załadowany na maksa. Dosłownie od rana do wieczora. Każdego dnia, wraz z rozbudowanym Studenckim Offem, było około siedem-osiem wydarzeń. Przy czym wśród nich znalazły się nie tylko standardowe prezentacje spektakli i etiud, ale też wernisaże, czytania dramatów, instalacje. Nawet słuchowisko sensoryczne… Interesująca była próba zderzenia klasycznego teatru pacynek z formą filmową w projekcie Jenny Dee z The Royal Central School of Speech and Drama pt. Punch’s letters to his son.

Szczególne miejsce zajęły w tym roku kończące każdy wieczór koncerty. Nieformalna artystyczna atmosfera zgarniała wszystkich do znajdującego się niedaleko rynku klubu festiwalowego „Szklarnia”. Na długo zapamiętam na przykład ze wszech miar odjazdowy występ Sambora Dudzińskiego, absolwenta wrocławskiej PWST i prezesa Stowarzyszenia „Ale Wiocha”. Była to okazja, żeby na własne oczy zobaczyć jednoosobowy kwartet (!?).

Za część muzyczną odpowiadał również PPF, czyli pierwszy w Polsce, a może i na świecie Przegląd Piosenki Formy. Trudno tu nie dostrzec ironicznego nawiązania do odbywającego się w tym samym czasie i niewymagającego większej reklamy Przeglądu Piosenki Aktorskiej. Jak na razie ta zabawna inicjatywa pozostaje na poziomie branżowego kawału, niemniej jednak posiada w sobie spory potencjał. Kto wie, być może za parę lat wyemancypuje się do poziomu samodzielnej imprezy.

Zdecydowanie rozszerzyła się geografia festiwalowa. Zamiast nielicznego grona krajów ościennych mamy prawdziwą międzynarodowość. Swoje szkoły do Wrocławia wysłały: Praga, Berlin, Białystok, Osijek, Sofia, Londyn, Bratysława i Bytom. Każda z nich przyjechała z czymś szczególnym, bardzo prywatnym, wyjątkowym. Byłem tym faktem przyjemnie zaskoczony. Dzięki temu festiwal stał się rzeczywistym przeglądem dokonań i poszukiwań. Jedni zmierzali bardziej w stronę przyjemnej przygody, podróży w lata dzieciństwa, małej teatralnej magii i sprytnych technicznych tricków, a nawet wprost nawiązywali do występów cyrkowych, jak chociażby rewelacyjny występ studentów z Bułgarii Clowns and Puppets; inni zgłębiali mroczne fragmenty europejskiej historii (przedstawienie The Green Coat o drugiej wojnie światowej i Godzina Wrońca – o stanie wojennym w Polsce) czy nie mniej mroczne aspekty bycia gwiazdą (Nikt mnie nie poznał – krótki spektakl o Violetcie Villas na podstawie tekstu Artura Pałygi). Znalazła się w programie nawet swoista parodia tradycyjnych średniowiecznych misteriów. Spektakl nazywał się Hell on Earth i został zagrany przez trzy osoby. Bez żadnej scenografii, rekwizytu czy kostiumów. Nigdy w życiu bym nie pomyślał, że mogę tak się uśmiać na spektaklu w języku chorwackim. Bez tłumaczenia.

Żeby nie było za słodko, czuję, że muszę, chociaż bez żadnej przyjemności, kogoś na tym egzaminie oblać. Myślę w tej chwili o przedstawicielach Wydziału Teatru Tańca PWST znajdującego się w Bytomiu. Mogę się mylić, lecz to, co przywozicie, znowu niestety nie porywa i nie zachwyca. Ani aktorsko, ani tanecznie. Wydaje się, że utknęliście w jakimś martwym punkcie. To bieganie w kółeczko, rozproszona niby-narracja i rozbieranie się pod koniec niby-spektaklu nie wygląda na żaden wartościowy eksperyment. Na skończone dzieło sztuki tym bardziej. Już nie wspominając o zadziwiająco słabej kondycji niektórych uczestników. Uczcie się od lalkarzy. Oni, jak i cała impreza, swój egzamin po raz kolejny – posłużmy się jeszcze raz żargonem studenckim – zaliczają na piąteczkę. I niech zbliżająca się sesja przyniesie takie same oceny.

10-06-2016

XII Międzynarodowe Spotkania Szkół Lalkarskich „Metamorfy”, Wrocław, 17-21.05.2016

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany KIM
    KIM 2016-06-11   14:08:19
    Cytuj

    ++++++++