AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Fotel bez prądu

Krytyk teatralny, dziennikarz. Absolwent Wydziału Wiedzy o Teatrze warszawskiej PWST. Autor książek: Teatry Warszawy 1939, Teatr Qui Pro Quo. Kochana stara buda, Teatry Warszawy 1944-45. Współpracował z czasopismami „Po prostu” i „Życiem”. Recenzent teatralny „Dziennika” i „Odry”. Współpracuje z Polskim Radiem, prowadząc audycje poświęcone współczesnemu życiu teatralnemu. Artysta fotografik.
A A A
Fot. Janusz Szymański  

Najnowsza premiera łódzkiego Teatru Nowego przyprawia o konfuzję. Nie wiem – przypadek to czy też „teatr co się wtrąca” – ale Spowiedź masochisty Romana Sikory dziwnie wpisuje się w zbiorowy obłęd, który od ponad dwóch tygodni ogarnął nasze publiczne życie.

Mówiąc w skrócie: obłęd manifestuje się niezadowoleniem. Społecznym. Najgorsze praktyki „korpo”, zła dola pracowników hipermarketów, niedole pracowitych Azjatów mozolnie szyjących modną u nas odzież, problem utylizacji tego, co służy naszemu komfortowi – wszystkiego po trochu i jak w ogłoszeniach domów zbytków przez owe domy pomieszczanych swego czasu w renomowanych gazetach: „wszystkie orientacje”. Bycie niezadowolonym jest teraz bardzo „trendy”. Nie ukrywam, że zetknięcie z takimi utworami dramatycznymi, a i pokazującymi je teatrami nieodmiennie wprawia mnie w zakłopotanie. Autorzy piszą je bowiem zazwyczaj na komputerach made in China, składanych zazwyczaj przez ofiary niewolniczego wyzysku. Noszą odzież z metkami made in Bangladesh, szytą przez innych wyzyskiwanych , a po zakupy chadzają zazwyczaj do hipermarketów, w których pracują bohaterowie ich sztuk. Sami – ludzie przecież niebiedni – przykładają więc rękę do „wyzysku człowieka przez człowieka”. Zachowują się więc identycznie, jak znów modny ostatnio Karol Marks siedzący na garnuszku swego przyjaciela krwiopijcy Engelsa i wraz z nim badający położenie klasy robotniczej w Anglii.

Pal zresztą licho „ideolo”, nie raz i nie dwa stykaliśmy się już z poglądami budzącymi zdziwienie, często opór wynikający ze zdrowego rozsądku. Nie musimy się zgadzać z teatrem politycznym – jednak gdy przychodzi wziąć rozbrat z czysto artystyczną formą ich manifestowania – to już znacznie gorzej.  Spowiedź masochisty jest niestety dobrym tego przykładem. Oskarżenie kapitalistyczno-korporacyjnego świata, w którym rzekomo nie daje się już żyć, wyartykułowane bowiem zostało w formie, która oskarżenie to sprowadza do niepowagi.

Nic ostatnimi czasy tak nie „ubogaca” teatru, jak obyczajowy skandal czy choćby ekscesik. Na Małej Scenie Teatru Nowego rekwizytorium jak z taniego horroru klasy C albo z filmów „kinematografii odważnej”. Dwa solidne fotele, meble znane ze zdjęć z amerykańskiego Sing-Singu. Kto na nich zasiądzie – o własnych siłach już nie wstanie. To znaczy w ogóle nie wstanie, boć to fotele elektryczne. Po prawej stronie słup do przytroczenia doń ofiary, pobrzękują solidne łańcuchy, zwane w sklepach GS-u „krowiakami”. Obok nich kolekcja pejczów. A w głębi sceny pokaźne urządzenie do łamania kołem. Wraz siedzącym obok mnie panem W. szykowaliśmy się na niezły seans sado-maso, zwłaszcza że Sikora w swym tekście wytłumaczył dokładnie publiczności branżowy skrót BDSM – dla niezorientowanych: „bondage&discipline, domination&submission”. Zapowiadało się na niezłą jatkę – ale you never get what you expect. Do foteli nie podłączono elektrod, nikt się na nich nie usmażył. Zasada Czechowowskiej strzelby, co to powieszona na ścianie w pierwszym akcie – wypali w ostatnim, została więc zlekceważona. Żadna to też sztuka z obyczajowym przekroczeniem; bulwersujący wymiar tekstu Sikory ma w sobie tyle skandalu, ile mają go zazwyczaj swawolne filmy nadawane w późnych godzinach nocnych przez RTL. Więcej śmichu niż zgorszenia.

Trzeba uczciwie przyznać, że na początku ta groteska jest nawet zabawna, przede wszystkim przez monstrualne nagromadzenie kiczowatego rekwizytorium z taniego salonu erotycznego. Ale przecież nie o to chodzi autorowi. Bo oto tytułowy bohater o masochistycznych skłonnościach po licznych niepowodzeniach w zaspokojeniu swych pragnień rusza na podbój świata. Dość nudnego spanku, torturowania i upokarzania – cierpienie można odnaleźć w zawodowym świecie opanowanym przez krwiożerczy kapitalizm, wystarczy poprosić o obniżenie zarobków, wylizać buty menedżerowi supermarketu, zaharować się w kilku korporacjach. Ich nazwy padają w przedstawieniu tak często, że aż zacząłem się zastanawiać, czy ta Spowiedź masochisty nie jest jakimś gigantycznym product placement i czy to aby nie jaka „krypciocha”, którym to terminem w świecie mediów określa się wciśniętą cichcem reklamę firmy albo jej produktu. Tak oto teatr zaprzeczył sam sobie. Piętnując wyzyskiwaczy – zrobił im trwającą dwie godziny reklamę. Sam Sikora pogrzebał szansę tkwiącą w swoim pomyśle biografii masochisty zmieniającego świat. Gdyby tytułowy bohater przeszedł przemianę od ofiary do oprawcy (znawcy przedmiotu twierdzą, że w tej szczególnej dyspozycji ludzkiej duszy o taką przemianę jest ponoć niesłychanie łatwo) – aktor otrzymałby możliwość zagrania postaci niejednowymiarowej, a i sztuka zyskałaby na teatralnej sile rażenia. Tak się niestety nie stało i zamiast efektownej dramaturgicznej puenty zafundowano nam dość mdłe i nijakie zakończenie – skargę masochisty, że oto umieszczony w świecie luksusu znów nie może wygodzić swym przyrodzonym skłonnościom.  

Co gorsza – łódzka Spowiedź masochisty w czysto teatralnym wymiarze jest zbiorem najgorszych sztamp na poziomie telewizyjnych biesiad kabaretowych. Jeśli pokazuje się odmienność, w tym wypadku masochistę – to grający go aktor stosuje nieskomplikowane środki artystyczne, opisane przed wojną w popularnym walcu zaopatrzonym tekstem „Ramona, twe ciało pręży się i gnie”. I takimi łatwiznami jedzie się przez bite dwie godziny, licząc kolejne chwile, w których ta historyjka mogła dobiec końca. Było ich z pięć. Patrząc na te żarty i figle zastanawiałem się, co powiedziałby na nie patron teatru, czyli Kazimierz Dejmek, ale można podejrzewać, że te wątpliwości są już coraz bardziej prywatnym problemem piszącego te słowa. Może ma je jeszcze topniejąca już garstka widzów, jak choćby mój sąsiad z lewej strony, który po godzinie tej dogłębnej krytyki złego świata z nieczynnym fotelem elektrycznym na pierwszym planie westchnął na pół sali: „o Boże”. By zacytować Słonimskiego: „dobra to była recenzja”.

Przedstawienie w łódzkim Teatrze Nowym można oczywiście zbyć machnięciem ręki, nie pierwsze to i zapewne nie ostatnie, o którym chce się jak najszybciej zapomnieć. Jeśli robi się po nim smutno – to z dwóch powodów. Pierwszy to reakcja publiczności, której ten poziom rozrywki wyraźnie odpowiada. Wystarczy nieco żartów z nie najwyższej półki, Schlammermusik na finał, do której ręce same układają się do rytmicznych oklasków (w zamierzchłych latach 70. satyrycy wyśmiewający poziom kołobrzeskich festiwali mawiali „nie ma śpiewania bez gibania”) i sukces gotowy. Drugi powód do smutku to ogólniejsza refleksja nad dorobkiem patronów polskich teatrów. Przykład Dejmka, ale także i Zygmunta Hübnera, kilka lat temu Gustawa Holoubka pokazuje, że pod szyldem ich nazwisk w teatrach, którym patronują, produkowane są wyroby, pod którymi oni sami raczej by się nie podpisali. Niestety oni sami zaprotestować już nie mogą.

18-05-2015

 

Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi
Roman Sikora
Spowiedź masochisty
przekład: Elżbieta Zimna i Małgorzata Sikorska-Miszczuk
dramaturgia i reżyseria: Greg Schwalbe
współpraca reżyserska i ruch sceniczny: Tomasz Dajewski
scenografia i kostiumy: Zuzanna Markiewicz
muzyka: Adam Mortas, Michał Korpecki
obsada: Adam Mortas, Wojciech Bartoszek, Konrad Michalak, Barbara Dembińska, Michał Kruk
premiera: 15.05.2015

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany sic
    sic 2015-05-23   13:09:11
    Cytuj

    Bardzo trafne. Po co takie recenzję, które są "obok" przedstawień, a nie o nich? Julia napisał(a):

    Fotel bez prądu-Recenzja bez polotu-Krytyk bez intelektu

  • Użytkownik niezalogowany Julia
    Julia 2015-05-19   10:58:58
    Cytuj

    Fotel bez prądu-Recenzja bez polotu-Krytyk bez intelektu