AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Gen vs. gust, czyli o czym się nie dyskutuje

Teatrolog i filmoznawca.
A A A
 

W programie do spektaklu Krzysztofa Jasińskiego obok cytatów z T.S. Eliota, Stanisława Brzozowskiego, Brunona Jasieńskiego, Józefa Tischnera, Stanisława Pigonia, został pomieszczony również tekst Zbigniewa Hołdysa, pierwotnie publikowany w 2013 roku, w 49. numerze „Newsweeka”.

Wspominam o nim z dwóch powodów: po pierwsze, jako jedyny z wyżej wymienionych nie traktuje o Weselu Stanisława Wyspiańskiego; po drugie stał się, jak sądzę, pewną inspiracją dla reżysera spektaklu. A jeśli nie inspiracją, to przynajmniej komunikuje się z jego postrzeganiem istotnych zjawisk.

Pisze Zbigniew Hołdys: „[...] w Polsce istnieją dwa światy muzyczne – jeden z zadartym nosem i jeden chodnikowy. [...] Ten drugi, chodnikowy, jest lekceważony, jakby wyznawali go ludzie najpodlejszego sortu, za to zna go i kocha cała Polska, nie wiedzieć, jakim cudem. [...] Otóż nasza etniczna nuta brzmi dokładnie tak jak disco polo i zespół WEEKEND. [...] Mamy swój wytatuowany kod w duszy, który mieszka ukryty głęboko i jak podpalić lont – wybucha. [...] Nie ma powodu wstydzić się WEEKENDU. Tacy jesteśmy. Z natury”.

W programie do przedstawienia znajdujemy również informację: „Cytowane w spektaklu arcydzieła disco polo: My, Słowianie, Sarny, Bierz, co chcesz, Agnieszka, Rzeki przepłynąłem, Złota plaża, Bara-bara, Polskie dziewczyny, Szalała, szalała, Królowa nocy, Dyskoteka, Ona tańczy dla mnie, Niech żyje wolność, Biały miś.

No właśnie: fragmenty tych utworów towarzyszą pojawiającym się na scenie postaciom, to przy owych „arcydziełach” bawi się bronowicka chata. To rozpoznanie (Hołdys pisze o kodzie do tej muzyki „tkwiącym w polskim DNA”) towarzyszy widzom przez ponad dwie godziny spektaklu, nieustająco wybrzmiewające „kawałki” przypominają, gdzie jesteśmy.

No właśnie: gdzie? W Polsce, to jasne! W Polsce współczesnej, choć nieobciążanej natrętnie doraźnością. To Polska uniwersalna, ponadczasowa i swojska. Ta, o której wspominają - znów w obficie dostarczanych w programie cytatach – Jan Kochanowski, Voltaire, Winston Churchill, Stanisław Cat-Mackiewicz, Cyprian Kamil Norwid i Leszek Kołakowski (kolejność według programu).

Krzysztof Jasiński pozostał przy rozpoznaniu zaskakująco banalnym. Bo co wynikać może z faktu, że słuchamy disco polo? Choć tu mogłoby pojawić się pytanie: kto słucha? Ale reżyser pozostaje przy konstatacji cytowanego już Hołdysa – słuchają wszyscy. „Refren [Ona tańczy dla mnie - O.K.] tłum wyryczał z mocą silników Boeinga [...] tych stu ludzi to była czysto artystowska młodzież, na co dzień rozdyskutowani krytycy filmowi, kabareciarze, awangardowi aktorzy, malarze. Nic ze świata dresu i białostockich dyskotek – raczej odjechane brody, stroje à la Gatsby i spódnice à la Audrey Hepburn. Wraz z tym nagraniem eksplodowała w nich prawdziwa natura”. To dalej Hołdys. I dalej – interpretacyjny klucz do przedstawienia Jasińskiego i, jak mi się zdaje, główny problem Wesela, a nawet całego tryptyku Wędrowanie, mającego być – jeśli dobrze wnioskuję z doboru tekstów, jakie stają się podstawą kolejnych części – dyskusją o Polsce, i to Polsce współczesnej. Krzysztof Jasiński pozwolił się uwieść twierdzeniu, które jest typowym chwytem felietonisty, czyli – niejako z definicji – wyklucza złożoność spojrzenia, eliminując subtelność w imię wyrazistości. Wesele w STU jest aż nadto wyraziste, ale trąci fałszem.

Jasiński adaptował tekst, pozostawiając dwanaście postaci i „rozmowy najistotniejsze”. To, rzecz jasna, zubaża Wyspiańskiego, pozbawia napięcia między postaciami finezji i dramatyzmu, ale można taką decyzję zaakceptować, biorąc pod uwagę ograniczenia czasowe przedstawienia. Choć jednocześnie trudno nie postawić pytania: dlaczego, realizując projekt Wędrowanie, z założenia oryginalny i zaskakujący swym rozmachem, Jasiński „formatuje” w ten sposób tekst? Równie trudno pogodzić się z porzuceniem poezji Wyspiańskiego i liryzmu, urody niektórych partii dramatu, ale można na to przystać, jeśli przyjąć „realistyczny” klucz inscenizacji.

Wesele w STU jest aż nadto wyraziste, ale trąci fałszem.Gorzej jednak, że pewne rozwiązania są przewidywalne, niejako wpisane w lekturę dramatu Wyspiańskiego. Że tak naprawdę Wesele według Stanisława Wyspiańskiego pozostaje Weselem Stanisława Wyspiańskiego, tyle że w wersji przypominające szkolny bryk. Redukujemy postaci, które są zbyt skomplikowane albo wydają się niepotrzebne (na przykład Radczyni czy Isia), ale zostawiamy Marynę, bo dzięki tej bohaterce możemy pokazać seksualne niespełnienie panien na wydaniu. I te pe, i te de. Nie poruszamy kwestii zbyt kontrowersyjnych politycznie czy światopoglądowo, bo pozostajemy przy wersji szlachetnie uniwersalnej, a przy tym - mając na uwadze model działania Krakowskiego Teatru Scena Stu – pamiętamy, że tematy „na czasie” szybko się dezaktualizują, a przedstawienia grane są przez co najmniej kilka lat.

Nie wiem więc, po co Krzysztof Jasiński użył formuły „według” – Wesele nie posłużyło do konstruowania własnej, oryginalnej, osobistej wypowiedzi. Mam raczej wrażenie, że spektakl jest odrobieniem szkolnego zadania. I co gorsza, będą go oglądać szkolne wycieczki, dla których może to być pierwsze spotkanie z dramatem Wyspiańskiego. Nie najszczęśliwsze spotkanie.

Nie piszę o aktorach, bo przy takiej redukcji scen i postaci trudno im było stworzyć ciekawych bohaterów. Interesujący wydawali mi się Robert Koszucki (Pan Młody), Wojciech Skibiński (Gospodarz) i Krzysztof Pluskota (Czepiec) – ale to jedynie fragmenty ról, jakich nie mieli szansy zbudować. W ich postaciach ujawniała się jednak ludzka prawda, niezmącona tym, co nabudowane wokół.

Podobną prawdę odnajduję w innym fragmencie tekstu cytowanego w programie do spektaklu. Józef Tischner pisał: „Być może teraz pojawi się u Czytelnika pytanie egzystencjalne: gdzie chochoł istnieje? Ilu mamy chochołów? Jak istnieją? Czyim są dziełem? Czy w niektórych kryją się róże? Czy są zorganizowani? Bardzo mi przykro, ale nie wiem. I bardzo przepraszam. Może on realnie i w całości nigdy nie istnieje?”.

No właśnie: może czasem lepiej poprzestać na stawianiu pytań. Czytelnik/widz tę powściągliwość doceni.

28-02-2014

 

Krakowski Teatr Scena STU
Wesele
Część I tryptyku Wędrowanie według Stanisława Wyspiańskiego: Wesele – Wyzwolenie – Akropolis
adaptacja i reżyseria: Krzysztof Jasiński
dekoracje: Maciej Rybicki, współpraca: Sławomir Czyż
kostiumy: Anna Czyż
muzyka: Marek Grechuta, Piotr Grząślewicz, Marcin Hilarowicz, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Zbigniew Wodecki
obsada: Radosław Krzyżowski/ Wojciech Skibiński, Beata Rybotycka/ Anna Szymańczyk, Krzysztof Pluskota/ Dariusz Gnatowski/ Wojciech Skibiński, Grzegorz Mielczarek/ Robert Koszucki, Agata Myśliwiec/ Anna Szymańczyk/ Dorota Kuduk, Krzysztof Kwiatkowski/ Michał Mikołajczak, Michał Meyer/ Rafał Szumera, Andrzej Róg/ Mariusz Witkowski, Dorota Kuduk/ Agata Myśliwiec, Monika Kępka/ Ewa Porębska, Marcin Zacharzewski/ Wojciech Trela, Piotr Grząślewicz, Marcin Hilarowicz
pierwsze przedstawienie: 18.12.2013
premiera prasowa: 20.02.2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: