AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Inne wojny

Król Lear (King Lear), reż. Richard Eyre, Wielka Brytania, USA 2018
Teatrolog i filmoznawca.
A A A
 

Zrealizowaną dla BBC najnowszą adaptację Króla Leara (King Lear; film można oglądać na HBO GO) w reżyserii Richarda Eyre’a zapowiadano jako wydarzenie niezwykłe pośród brytyjskich – licznych przecież – telewizyjnych wersji dramatów Williama Szekspira.

Widzowie, którzy spodziewali się nowatorskiej interpretacji tragedii, mogą poczuć się nieco zawiedzeni, ale film Eyre’a jest solidną, zbudowaną przede wszystkim na aktorstwie, ekranizacją dzieła. Warto może przyjrzeć się jej, nie tylko oceniając poszczególne rozwiązania adaptatora i reżysera, lecz w kontekście innych kinowych odczytań Króla Leara.

Dwie najbardziej znane adaptacje dramatu to filmy Grigorija Kozincewa i Akiry Kurosawy. W rosyjskim Królu Learze (Korol Lir, 1971) panujący władca nie dostrzegał tego, co dzieje sie poza murami zamku. Jak pisała Sylwia Kołos, „Drugi [świat – O.K.] jest bohaterowi zupełnie obcy. Jego własne królestwo, wyniszczone przez biedę, pełne kalek i żebraków, to rzeczywistość, z jaką zetknie się już nie jako król, ale jako szaleniec. [...] Film nie rozpoczyna się sceną w zamku, ale sekwencją ukazującą kaleki i żebraków, którzy pojawiają się na ekranie niczym widmowe postaci z Breughla” (Nowe kino szekspirowskie. Adaptacje sztuk Williama Szekspira w kinie lat dziewięćdziesiątych). W filmie Kozincewa, kiedy pośród zgliszczy wojny giną zbrodniarze i ich ofiary, ostatnie słowa wypowiada Kent – mówi o swojej rychłej śmierci. Edgar idzie przez królestwo, zniszczone i splugawione wojną domową, i milczy. W tle rozbrzmiewa melodia, grana na flecie przez królewskiego Błazna, którego przed chwilą kopnął jeden z żołdaków, rozdrażniony jego płaczem po śmierci Leara. W dziele Kozincewa naczelnym tematem wydaje się jednak nie problem władzy czy kwestie polityczne – choć tak można by sądzić, zważywszy na czas powstania rosyjskiej adaptacji – ale rozpad świata. Król jest, owszem, ślepy na stan rządzonego przez siebie kraju, lecz nie wiemy, w jaki sposób zyskał władzę, i nie możemy nazwać go tyranem.

Inaczej w przypadku bohatera filmu Kurosawy Ran (1985). Hidetora to okrutny władca, który zdobył władzę, mordując przeciwników i ich rodziny, a potem zmuszając ich córki do poślubienia własnych synów. Zwycięstwo zła i chaosu jest miażdżące, tragedia Hidetory dokonuje się pod pustym niebem. „On odszedł z tego świata” – mówi o Buddzie japoński Lear rozmodlonej synowej, której ojca i matkę zabił, a ślepiec gubi wizerunek Buddy Miłosiernego. Błazen Kyōami w finale filmu wykrzykuje, patrząc w chmury: „Jeśli istniejesz, wysłuchaj mnie! Jesteś okrutny!”.

W adaptacji Eyre’a Błazen (Karl Johnson) umiera tuż po tym, jak hrabia Gloucester (Jim Broadbent) wysyła jego, Kenta (Jim Carter) i Leara (Anthony Hopkins) do Dover. Podróż z kontenera, w jakim spędzili wraz z Edgarem (Andrew Scott) burzową noc, odbywa się wojskowym ambulansem – tutaj widzimy Błazna po raz ostatni, potem król pojawi się w jego zabawnym kapeluszu.

Wojskowy ambulans pojawia się nie dlatego, że Goneryla (Emma Thompson) i Regana (Emily Watson) przygotowują się do ataku ze strony Francji. W kraju, którym rządził Lear, wojsko jest w stanie gotowości nawet w czasach pokoju. Król pojawia się po raz pierwszy w Tower w szarym prostym mundurze bez dystynkcji – przypomina dyktatora z ubiegłego wieku. Blizny na twarzy świadczą o przebytych walkach. Ale najbardziej uderzający okazuje się kontrast między nim a resztą zgromadzonych: Lear wydaje się tyranem sprzed kilku dekad, pozostali – córki, ich mężowie, arystokraci – noszą się elegancko, a przy tym nader współcześnie. Wytworne suknie, zdobne mundury świadczą o ich najwyższym społecznym statusie. Król Brytanii w swoim mundurze wygląda jednak nie tylko jak relikt poprzedniej epoki – jest niepokojący w przeświadczeniu, że świat, do jakiego przywykł, nie zmienił się i to on będzie nadal dyktował córkom i poddanym warunki.

Pierwsze kadry adaptacji Eyre’a pokazują Londyn nocą: rozświetlone wieżowce ze stali i szkła przywodzą na myśl dynamicznie rozwijające się azjatyckie metropolie, dopiero ujęcie przedstawiające Tower Bridge upewnia widza, gdzie będzie toczyła się akcja tragedii. Surowe wnętrze Tower jest wypełnione designerskimi meblami. To już nie świat wojny, w którym funkcjonował stary król. Klasa wyższa umościła się na dobre na swoich miejscach, dlatego abdykacja władcy jest jak najbardziej pożądana. Tym bardziej, że Lear Hopkinsa potrafi wydać bezlitosny rozkaz (jak ten wygnania Kenta), w gniewie wyrzec się Kordelii (Florence Pugh), w ataku szału rzucić przekleństwo bezpłodności na najstarszą z córek, ale i namiętnie pocałować w usta Księcia Albanii (Anthony Calf). Ponadto ze swoimi odzianymi w mundury moro rycerzami urządza burdy, brudzi dywany i zachowuje się niczym szalony watażka, a nie monarcha. Słowem, jest nieprzewidywalny, a to bardzo niewygodna cecha dla tych, którzy mają rządzić kapitalistycznym państwem. Owszem, nieco zbyt wyraźnie poddanym kontroli wojska, ale jednak nowoczesnym.

Eyre popada niekiedy w banał: Edgar jest zapatrzonym w widoczne na ekranie komputera ruchy planet niedogolonym naukowcem w okularach; naprawdę nie znajduję odpowiedzi na pytanie, dlaczego fałszywy list, jaki Edmund (John Macmillan) dostarcza ojcu, napisano na wyrwanym z kołonotatnika świstku. Niekiedy też pewne rozwiązania rażą sztucznością: wypowiedzi „na stronie” bohaterowie wypowiadają w obecności innych postaci, i na niewiele zda się przywoływanie teatralnej konwencji, skoro w innych sekwencjach reżyser korzysta z jak najbardziej filmowych zabiegów.

Mimo wszystko najnowsza adaptacja Króla Leara zasługuje, moim zdaniem, na uwagę. I to nie z powodu znakomitego niekiedy aktorstwa – trudno o bardziej wymarzoną obsadę, w niej właśnie pokładano tak wielkie nadzieje przy zapowiedziach premiery. W filmie Eyre’a silnie wybrzmiewa nieprzystawalność starego i nowego świata, świata wojen toczonych na polach bitew i tych, jakie mają miejsce w zaciszach korporacyjnych gabinetów. Owszem, w adaptacji nie znajdujemy odniesień do układów biznesowych, jak w wielu innych interpretacjach dramatów Szekspira, począwszy właściwie od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, gdzie zamiast państw widzimy potężne przedsiębiorstwa. Nie chodzi mi również o współczesne odniesienia ekranizacji z 2018 roku, jak choćby spotkania Leara z uchodźcami, kryjącymi się w foliowych namiotach podczas burzy, mimo że ta scena wydała mi się naprawdę przejmująca. Richard Eyre opowiada o świecie, w którym brutalność i terror zastępowane zostają przez nikczemność, jaką trudniej zobaczyć i nazwać, równie dotkliwą, ale czynioną w eleganckich dekoracjach. Pokolenie córek Leara musi pozbyć się króla, by zmienić metody działania, ale nie jego cele. Nieprzypadkowo w filmie nie padają kwestie z aktu V, wypowiadane u Szekspira przez Kenta i Księcia Albanii: „Jestże to koniec świata?”, „Wszechprzemiany w nicość?”. Końca świata nie będzie, nie będzie też nowego początku – zło przybiera tylko nową postać.

20-05-2019

Król Lear (King Lear), reż. Richard Eyre, Wielka Brytania, USA 2018

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: